Mgła opadła

Mgła się rozejrzała

Ostatnio Serafina często zastanawiała się nad swoim życiem. Ciągle nudno codziennie to samo. Mimo że ma rodzinę: męża Eryka i dwóch synów, Michała i Kacpra, którzy w szkole są wyróżniającymi się uczniami.

Rano wstała, a w sypialni rozbrzmiał rytmiczny stuk zegara ściennego. Za oknem ledwie wstawało słońce, ale po nocnym pośpiechu nie udało się już zasnąć w głowie krążyły plany na nadchodzący dzień.

Zaraz wstanę i kolejny dzień minie jak wszystkie poprzednie, w pełnym pośpiechu i obowiązkach myślała. Najpierw podejmę krowę Zorę, nakarmię ją i wypuszczę na pastwisko, potem zajmę się resztą bydła. Potem przyrządzę śniadanie dla męża i dzieci, obudzę ich, zawiozę chłopców do szkoły, a Eryka na pracę. O, dziś trzeba jeszcze przykopać ziemniaki, bo inaczej wyrośną za wysoko, więc grabie w dłoń i do ogródka.

Serafina wstała i ruszyła do domowych obowiązków, ale w głowie wciąż się kręciło:

Dziś trzeba prać, przyciąć kwiaty na podwórzu i zamiatać, dawno nie sprzątałam tam, ach, moje życie tak nudne, same sprawy i sprawy Dzień się rozpoczął.

Eryk, wstawaj, już pora popchnęła męża w ramię, ale on jeszcze nie był w pełni przytomny.

Tak, tak mruknął, przewracając się na plecy.

Dzieciaki, wstawajcie, czas na śniadanie i szkołę. Michałku, nie kombinuj, i tak trzeba wstać. Kto cię po szkole odprowadzi, nie ja! Łobuziaku, musisz wcześniej iść spać mruknęła, nie złośliwie, ale z ironią, a najmłodszy Kacper już podskoczył jak sprężynka, a Michał przeciągał się leniwie.

W końcu rozesłała wszystkich do ich spraw, wzięła się za pranie i rozwiesiła czyste rzeczy na podwórzu. Dziś nastrój był nieco przygnębiony, nie potrafiła wskazać przyczyny, ale zauważyła, że ostatnio coraz częściej jest niezadowolona ze swojego życia.

Zaczęła przycinać kwiaty, gdy nagle do podwórza weszła Grażyna, sąsiadka energiczna i zadziorna. Zawsze krzyczała na swoje zwierzęta i na każdy hałas, nawet gdy w domu Serafiny był ciszej niż w kościele.

Grażyno, co wczoraj wieczorem znowu krzyczałaś? zapytała.

No wiesz mój Jarek przyszedł, a właściwie to raczej wleciał pod dom, cały wieczór się tarzał. Musiałem z szafy ciężkiej rzeczy przestawiać, a on rano go ostrzegłam, a on O, nie patrzmy na niego, znowu wpadł do Ignacego, a tam domowe trunki i ciągłe gromadzenie ludzi Ty masz szczęście, że twój Eryk nie pije, nigdy nie widziałam go pijącego.

Grażyna zazdrościła Serafinie spokoju, braku krzyków i hałasu, czego nie brakowało w jej własnym podwórzu. Widząc smutną sąsiadkę, zapytała:

Simo, czemu taka przygnębiona, co się stało, uśmiech gdzieś zniknął?

Serafina westchnęła, siadając na ławce, a Grażyna przy niej.

Nie wiem, Grażyno, coś mnie przytłacza. Czuję, że wszystkie ciekawe rzeczy odbywają się obok mnie, że inni żyją lepiej, szczęśliwiej, bardziej kolorowo. Chciałabym coś zmienić, choćby nie tak spektakularnie jak w kinie, ale przynajmniej jak w życiu naszych wsi.

Ojej, Simo, a masz się na co narzekać? U ciebie wszystko leci jak po maśle, spokojnie i cicho odparła zaskoczona sąsiadka. Czego ci jeszcze brak?

Patrzę na Marzenę, jej mąż Wiktor przemykała jest przystojny, wszędzie razem chodzą, przytulają się i całują na widoku. Marzena pracuje jako główna księgowa, ubiera się elegancko. To nie życie, to bajka Wiktor jeździ samochodem, na urodziny przynosi czerwone róże z Krakowa. Często tam się wybiera. Marzena ma naprawdę ciekawą egzystencję.

No właśnie, znalazłaś komu zazdrościć przerwała Grażyna. Siedząc w domu, nie pracujesz, więc nic nie widzisz. A Wiktor to typowy czarownik, kobieciarz, nie przepuści żadnej szansy. Marzena o tym wie, kupuje nowe ciuchy i ubiera się na swojego męża. A on, niczym marcowy kot kocha Marzenę, ale w domu potrafi położyć rękę na czole. Jego życie to wesołe harce, jeździ po mieście spotyka różne damy i młode dziewczyny.

Boże, Grażyno, skąd to wiesz? Kto wie, co tam w mieście? Może to tylko służbowe wyjazdy.

No tak, służbowe! A po co jeszcze? Po jakich sprawach w dziesiątej wieczorem wyjeżdża, a rano wraca? Moja siostra, sąsiadka, przyjaźni się z Marzeną i widzi wszystko. Marzena prosi ją, by nie rozgłaszała plotek Marzena maskuje siniaki pod kremem podkładowym. Żyje w ciągłym strachu, że Wiktor ją zostawi lub uderzy. A ty mówisz, że to bajka. Kto potrzebuje takiej bajki? podniosła głos Grażyna, a Serafina patrzyła na nią z niepewnością, nie do końca wierząc w jej słowa, choć w rzeczywistości były prawdziwe.

Po chwili ciszy Serafina kontynuowała:

No dobrze, jeśli tak jest, nie będę zazdrościć Marzenie. A co powiesz o Tamarii? Nie powiem, że jej mąż Andrzej jej nie kocha. On jest poświęcony jej i synowi. Zakazał jej nawet pracować, sam wszystko robi w domu. Czasem wozi ją na kurort, to prawdziwa miłość. Szczęśliwa Tamara a ja mam takie żółte, nudne życie.

Hmmm, Simo, i ty nie masz racji.

Dlaczego? Andrzej nie pije, nie huliga, gospodarz.

A wiesz, że ich starszy syn jest chory? No, przynajmniej młodszy Antoś jest zdrowy, chodzi do szkoły, to dobry chłopak.

Wiem odparła Serafina wiem, że syn choruje, nie znam szczegółów. Mieszkają na Dolnej ulicy, na końcu wsi. Andrzeja znam, a Eryk dobrze o nim myśli. Tamary znamy z klasy; po szkole od razu wyszła za Andrzeja. W szkole też się kochali.

Ich starszy synek, Wiktor, jest bardzo chudy, jego rówieśnicy już w ósmej klasie. On zachowuje się jak siedmioletni chłopiec. Nie rośnie mu nic w głowie. Nie wiem, jaka to choroba, ale Tamara z Andrzejem wożą go do sanatorium, dostają darmowy wstęp. Nie wiesz, że jeżdżą na kurort? Niech Bóg nie dopuszcza, żeby ktoś tak się bawił.

O tak, Grażyno, niech Bóg nie dopuszcza. Skąd wiesz te wszystkie szczegóły? Co się dzieje w wsi, kto gdzie jedzie?

Pracuję na gospodarstwie, tam słychać wszystkie plotki i nowiny, bo wczesnym rankiem zaczynają się plotki. Gdzie dużo bab, tam i rozmowy U nas na farmie pracuje Anka, siostra Andrzeja, ona wie wszystko i ma długie języki.

No właśnie, nie ma sensu zazdrościć. Jak to mówią: W każdej chacie swoje grzechotki, a ja nie wiem, co się tam naprawdę dzieje rzekła Serafina.

Nie wiesz, bo wciąż w domu, chodzisz do sklepu i tyle. Nie siedzisz przy studni z babami, nie dyskutujesz o życiu. Po co iść na studnię, skoro Eryk przyniósł wodę do domu, wykonał studnię, a sam jest pożytecznym, dobrym mężem. O, Simko, pewnie jesteś sfrustrowana nudna, nie widzisz innej rzeczywistości, więc myślisz, że wszyscy żyją beztrosko podsumowała Grażyna.

Zrozumiała, że życie Marzeny i Tamary nie jest cukrem, lecz Katarzyna kąpie się w miłości i uwadze. Piękna Katarzyna, nie da się ukryć, wszyscy mężczyźni przy niej się rozpływają, gdy przechodzi obok każdy o niej marzy uśmiechnęła się Serafina. Nawet z sąsiedniej wsi przyjeżdżają na motorach, dają prezenty. W niedzielę wracałam z sklepu, a ona szła rozebrana, z bukietem kwiatów i wielką pudłem cukierków, uśmiechała się i mówiła, że podarował jej Irek z sąsiedniej wsi.

Tak, Katarzyna to piękność, nie da się ukryć dodała Grażyna. Mówią, że nawet nasz wójt potajemnie ją odwiedza, gdy żona nie patrzy. Niech Bóg nie pozwoli, by jego żona się dowiedziała Katarzyna skończyłaby bez włosów, bo żona jest wredna zaśmiała się.

No właśnie, Katarzyna żyje wesoło odparła Serafina.

Wesoło, ale ile ma lat? Trzydzieści pięć Tak, przyjeżdżają kawalerowie na motorach i autach, raz z jednego, raz z drugiego. Obdarowują ją prezentami. Czas płynie, a nikt jej nie poślubi. Młodość przemija, a ona wciąż sama.

Myślałam, że Katarzyna też rozmyśla to w samotności, płacząc pod poduszką, choć nikt tego nie widzi.

O, Grażyno, naprawdę Gdy się przyjrzymy, te kobiety nie są tak szczęśliwe, a ja im podziwiam, ale nie w ten sposób. Chyba mgła zasłoniła mi oczy

Rozmawiały jeszcze długo, potem Grażyna pobiegła do domu, a Serafina wzięła szpadel i poszła przykopować ziemniaki. Przyszły dzieci ze szkoły, nakarmiła je, przywitała krowę ze pastwiska i oddołała. Eryk wrócił z pracy, zjadł obiad, i tak minął kolejny dzień spokojny i cichy, jak zawsze.

Tej nocy Serafinie nie spało, zasnęła ledwo, a we śnie pojawiła się umarła babcia Jadwiga. Wyszła z mgły i rzekła:

Serafinko, nie gniewaj się na Boga, nie narzekaj na los. Próby przychodzą nam po miarę, a w twoim życiu ich było niewiele. Żyj więc po swojemu

Obraz babci rozwiał się w mgle, a Serafina obudziła się. Z poczucia winy, że narzekała, współczuła sobie i zazdrościła innym, przeszła do niej nagła ulga.

Świtało. Leżała w łóżku, obok chrapał mąż, tykały zegary. Wstała, nałożyła na ramiona płaszcz i wyszła na ganek. Mgła się rozpraszała, rosą migotała trawa, dzień obiecywał być piękny.

Jak pięknie żyć pomyślała radośnie wszystko w porządku Aż do tej pory żyłam w jakiejś mgle, patrząc zazdrosnym okiem na innych i wyobrażając sobie ich życie jako własne. Nie miałam pojęcia, jak naprawdę żyją ludzie. Marząc o szczęściu sąsiadów, nie zauważyłam, że moje własne szczęście już dawno tu jest Kochający mąż Eryk, który nigdy mnie nie zrani i nigdy nie zrani, kochani synowie, którzy radzą sobie w szkole, nie sprawiają problemów. Te drobne zmartwienia są niczym w porównaniu z tym, co naprawdę ważne. Jak dobrze, że mgła się rozejrzała.

Wróciwszy do domu, zsunęła płaszcz, zajrzała do pokoju dzieci, poprawiła Misiowi kołdrę. Stopniowo wróciła do siebie, a wszystko znów ułożyło się na swoje miejsce. Życie toczy się dalej.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

3 × dwa =

Mgła opadła