Od dłuższego czasu w internecie krąży niezwykła opowieść, która wielu Polakom wydaje się nierealna. Jednak życie potrafi pisać takie scenariusze, że nawet najlepsi reżyserzy nie byliby w stanie ich wymyślić. Zachęcam do przeczytania do końca naprawdę warto.
Pan Piotr wraca właśnie z nocnej zmiany do wynajętego mieszkania na obrzeżach Katowic, wykończony po całonocnej harówce. Marzy tylko o tym, by wpaść do łóżka i zapaść w głęboki sen. Praca w kopalni nie należy do lekkich, ale po zwolnieniu warunkowym to i tak cud, że znalazł zatrudnienie. I jeszcze dzięki znajomym załapał się do wspólnego mieszkania górników, bo w jego sytuacji mógłby liczyć najwyżej na przyczepę przy szybie.
By szybciej dotrzeć do domu, Piotr skręca przez park. Tam, na jednej z ławek, zauważa duży zawinięty koc. Gdy podchodzi bliżej, serce podskakuje mu do gardła. W środku leży maleńkie dziecko! Owinięta w kocyk dziewczynka śpi, choć listopadowy chłód przenika wszystko dookoła.
Piotr stoi zdezorientowany. Tęskni za łóżkiem, ale sumienie nie pozwala mu odejść. Czy malutka leży tu już długo? Rozum każe mu zachować ostrożność przecież przez swoją przeszłość powinien unikać kłopotliwych sytuacji. Ale coś w środku nie pozwala odejść; w końcu decyduje się działać.
Nie do pomyślenia, by znosić niemowlę do mieszkania, gdzie mieszka razem piętnaście chłopów. Piotr przytula delikatnie dziecko do piersi i kieruje się do pobliskiego, dobrze mu znanego budynku Domu Dziecka im. św. Stanisława. Tłumaczy opiekunce, co się stało. Małej nie było przy niej żadnej kartki od rodziców. Pani Basia, pracownica domu, spogląda na Piotra i mówi: Nie mamy żadnych danych Może nazwiemy ją Zuzanna Piotrowna?
Zostańmy przy tym uśmiecha się lekko Piotr.
Od tamtej pory Piotr coraz częściej zastanawia się nad swoim życiem. Już nie ma bliskich, a ciągnie go do domowego ciepła i rodzinnej atmosfery. Często wspomina Zuzię, bo coraz bardziej czuje, że łączy ich coś wyjątkowego. Odwiedza małą w ośrodku, przynosi podarki, czasem nawet dzwoni z pytaniem o jej zdrowie.
Gdy Zuzia dorasta, Piotr regularnie przychodzi do niej z prezentami. Przy każdej wizycie dziewczynka wręcza mu obrazki, na których zawsze są: mama, tata i ona. Nowa wychowawczyni domu dziecka, pani Milena mniej więcej w wieku Piotra szybko dostrzega, jak dobrze mężczyzna traktuje Zuzię. Sama kiedyś była wychowanką domu dziecka i dokładnie wie, jak bardzo dziecko potrzebuje rodziny. Zdaje sobie jednak sprawę, że samotnemu mężczyźnie raczej nie powierzą dziewczynki.
Milena postanawia pomóc dwóm bliskim jej osobom. Zuzi bardzo zależy na prawdziwym domu, a Piotr przecież już dziesięć lat odwiedza dziewczynkę; sam zaś od pięciu lat regularnie spłaca kredyt za dwupokojowe mieszkanie wszak na kopalni zarobki brygadzisty są nieporównywalnie lepsze od stanowiska pomocnika. Jednak brak rodziny uniemożliwia adopcję.
Pewnego dnia Piotr i Milena siadają do szczerej rozmowy. Zaczynają rozważać wspólną przyszłość. Oboje czują do siebie ciepło, a z czasem i zaufanie decydują się związać swoje losy, zrobić wszystko, by spełnić największe marzenie Zuzi. Po załatwieniu wszelkich formalności i urządzeniu kolorowego pokoju dla dziewczynki, razem idą do domu dziecka.
Na widok Piotra Zuzia rzuca mu się na szyję, potem wtula się w Milenę. Dostrzega, że tego dnia jej tata wręcz promienieje szczęściem. Piotr klęka, patrzy jej w oczy i cicho mówi: Zuzieńko, pakuj swoje rzeczy. Jedziesz do domu! Czekamy na Ciebie.
Tak nagle, po dziesięciu latach od tej chłodnej nocy w parku, spełnia się jej ciche marzenie dziewczynka, znaleziona samotnie na ławce, otrzymuje prawdziwą, kochającą rodzinę.
Czy Piotr i Milena zostali razem? Tego historia nie zdradza. Jednak najprawdopodobniej życie związało ich na dobre. Łączy ich przecież radość z czynienia dobra i szczęście, jakie podarowali małej dziewczynce. Takimi opowieściami Polska nigdy nie zubożeje bo żyją tu ludzie mądrzy, o wielkich sercach, skłonni do wielkich czynów.
A Wam, drodzy Czytelnicy, czy podobała się ta historia?


