Od dawna po polskim internecie krąży historia, którą wiele osób uznałoby za kompletną bajkę. Ale kto zna życie, ten wie, że ono potrafi napisać taki scenariusz, że nawet najlepszy reżyser powinien poczekać w kolejce po wenę. Czytajcie do końca, będzie ciekawie!
Janek wracał właśnie z nocnej zmiany, zmęczony jak pies. Marzył tylko o tym, żeby polecieć na łóżko i odpłynąć w głęboki sen. Praca na kopalni do lekkich nie należała, ale po wyjściu z sanatorium (tak żartobliwie mówiło się o odsiadce) ciężko było gdziekolwiek się zaczepić. Janek i tak uważał się za szczęściarza koledzy z brygady pozwolili mu zamieszkać w wynajętym mieszkaniu w Katowicach, zamiast gnieździć się w przyczepie na budowie.
Aby skrócić sobie drogę, Jana wybrał skrót przez park. W listopadzie, o świcie, żeby szybciej dotrzeć do klatki, to była raczej sprawa życia, nie śmierci. Nagle zauważył coś na ławce przed sobą wielki tobołek. Z ciekawości podszedł bliżej i aż zamarł. W starym kocu, na zimnej ławce, leżało niemowlę.
Janek stanął jak wryty. Całe jego zmęczone ciało jęczało: Do łóżka!. Ale sumienie krzyczało jeszcze głośniej. Próbował się przekonać, że równie dobrze mógłby nie widzieć dziecka dość miał już problemów z prawem. Jednak nie wytrzymał. Nie zabrałby malucha do mieszkania, gdzie czternastu facetów śni o spokoju, więc ostrożnie przytulił kruszynę i ruszył w stronę znajomego, dwu piętrowego budynku w centrum Katowic. Tam mieścił się dom dziecka.
Szybko wyjaśnił sytuację pracowniczce i okazało się, że to dziewczynka. Siostra przyjęła ją, po czym z brakiem większego namysłu rzuciła: Brak karteczki od mamy. To co, nazwiemy ją Ola Jankowska?. Niech będzie i tak odparł Janek z uśmiechem.
Od tego dnia Janek zaczął się częściej zastanawiać nad swoim życiem. Rodziny nie miał, ale coraz bardziej mu brakowało ciepła i kogoś bliskiego. Co trochę myślami wracał do swojej znalezionej córeczki, czasem nawet dzwonił do domu dziecka popytać o małą. Gdy Ola podrosła, Janek zaczął odwiedzać ją regularnie, zawsze z jakimś prezentem.
Za każdym razem Ola wręczała mu rysunek a na nim zawsze była ona, mama i tata. Niedługo później w domu dziecka pojawiła się nowa pracownica, w podobnym wieku do Janka Kasia. Ona sama kiedyś wychowywała się w tym miejscu i dobrze rozumiała, jak bardzo dziecko potrzebuje rodziny. Z czasem zauważyła, jaki z Janka fajny facet a także, ile serca wkłada w relację z Olą. Niestety, wiedziała też, że polskie prawo niechętnie daje samotnym facetom pod opiekę dziewczynki.
Kasia postanowiła więc działać polubiła Janka i mała Ola była jej równie bliska! Pomyślała: No przecież gość od 10 lat przychodzi do tej dziewczynki, a ona wciąż w domu dziecka! Trzeba to zmienić!. Mijały lata, Ola coraz niecierpliwiej wypatrywała, kiedy tata zabierze ją do domu. Janek odbijał się od ściany do ściany pięć lat spłacał kredyt na dwupokojowe mieszkanie w Katowicach. Pieniędzy na szczęście starczało, bo majster na kopalni zarabia znacznie więcej niż zwykły pomocnik. Ale ciągle brakowało tej rodziny na papierze!
W końcu Kasia i Janek usiedli na poważną rozmowę no i dogadali się, że się lubią na tyle, żeby nie kombinować dłużej i po prostu razem zrealizować marzenie Oli. Sformalizowali związek na urzędzie, przystroili pokój dla dziewczynki i zgarnęli wszystkie papiery. W dom dziecka wpadli jak tornado Ola rzuciła się Jankowi na szyję, potem mocno przytuliła Kasię. Zauważyła, że tata dziwnie się świeci z radości.
Janek ukucnął, spojrzał jej w oczy i szepnął: Ola, pakuj manatki. Jedziesz do domu. Już czekamy!. I tak po dziesięciu latach spełniło się największe marzenie dziecka, które ktoś niegdyś zostawił samotne na ławce w parku dostała prawdziwą rodzinę i dom.
A czy Kasia i Janek są dalej razem? Historia milczy Ale wszystkim się wydaje, że tak. Przecież taką radość i szczęście, jaką dali małej Oli, może połączyć tylko najlepszych ludzi na świecie. I oby takich historii w naszym kraju nigdy nie zabrakło bo Polacy to naprawdę dobrzy i uczynni ludzie, choć potrafią przy tym zażartować nawet z najbardziej zakręconych losów.
No i to tyle, kochani! Podobała się wam ta historia?


