Aleksander, 58-letni mężczyzna, który złapał czteroletnią dziewczynkę Weronikę spadającą z drugiego piętra, opowiedział, jak uratował dziecko.
Spacerował wtedy przed blokiem ze swoim psem mopsem, gdy usłyszał krzyk dziecka.
– Zauważyłem, że trzymało się barierek balkonu i krzyczało – powiedział Aleksander. – Przechodziło dwóch innych mężczyzn z sąsiedniego bloku, więc krzyknąłem za nimi i tak w trójkę staliśmy pod tym balkonem.
W końcu palce dziecka rozdzieliły się i dziewczynka spadła. W powietrzu próbowała złapać się jeszcze gałęzi drzewa, ale ostatecznie nie udało jej się. Wyciągnąłem obie ręce i spadła na nie, a następnie przewróciła się na moją klatkę piersiową i upadła na ziemię – kontynuuje Aleksander. – Złamałem przez to wszystkie palce prawej ręki, teraz chodzę w gipsie.
Lekarze, którzy przybyli na miejsce zdarzenia, zawieźli dziewczynkę do szpitala.
– Dziecko ma złamanie prawego barku, stłuczenie lędźwiowe i urazowe uszkodzenie mózgu, ale nie ma zagrożenia życia, za kilka dni będziemy mogli pozwolić jej wrócić do domu – powiedział zastępca naczelnego chirurga.
Aleksander nie uważa się za bohatera i nie oczekuje żadnej nagrody.
– Jestem zwykłym mężczyzną, mam 58 lat, zrobiłem to, co musiałem, niczego nie potrzebuję – mówi skromnie bohater.



