Mężczyzna potrącił na pasach kocią rodzinę, trzy kociaki zginęły. Świadkowie powiadomili policję, ale oprócz tego postanowili zemścić się osobiście

Mężczyzna jechał starym Citroenem. Cóż, To dobry samochód, niezawodny. Nie może się równać z dzisiejszymi, nowszymi modelami. Przed nim było przejście, a przepisy mówią, żeby zwolnić, a jeśli jest pieszy, zatrzymać się i przepuścić go, aż przejdzie na drugą stronę. Oczywiście był tam pieszy, a dokładnie kilka. Kotka i jej kocięta przechodziły przez pasy. Inny samochód również się zatrzymał. Mężczyzna z citroena mrugnął do kierowcy nowej Toyoty Verso. Tamten odwzajemnił uśmiechem.

W tej samej sekundzie Land Rover SUV, przejechał obok nich z karkołomną prędkością przez skrzyżowanie bez zatrzymania. Rozjechał trzy małe kotki i nawet nie zwolnił. Obok nich siedział szary kot, ze swoimi dwoma pozostałymi kociętami, patrząc na martwe zwierzaki, szeroko otwartymi oczami, pełnymi przerażenia.

Mężczyzna z citroena i kierowca Verso wyskoczyli ze swoich samochodów i popędzili w kierunku kociej rodziny. Natychmiast wokół zebrało się kilkadziesiąt osób, a ocalały kot i kocięta zostały zabrane do domu przez jedną z kobiet. Reszta zaczęła dzwonić na policję, domagając się jej natychmiastowego przybycia na miejsce zdarzenia.

Policjanci wydali oświadczenie i zapewnili wszystkich, że sprawca zostanie ukarany. Ludzie jednak nie odeszli, zastanawiali się, jak mogą zdobyć filmik z tego, co się stało i umieścić go w internecie. Na szczęście kierowca Verso miał kamerę samochodową. Wyjął kartę pamięci i próbował za pomocą laptopa, przyniesionego przez jednego ze świadków, przesłać film do mediów społecznościowych.

Kierowca w Citroenie opierał się o swój samochód, chwilowo nie mógł jechać dalej, trzęsły mu się ręce. Jego rodzina zginęła w wypadku kilka lat wcześniej. Ogromny, ciężki SUV wbił się w ich samochód z pełną prędkością na skrzyżowaniu. Był jedynym ocalałym, a po wielu operacjach i kilkuletnim leczeniu, udało mu się nawet stanąć na nogi.

Po około dziesięciu minutach, gdy doszedł do siebie, pojechał dalej. Miał spotkanie ze swoim prawnikiem. Proces człowieka, który zabił jego rodzinę, co może wydawać się dziwne, jeszcze się nie odbył. Miał dość pieniędzy na najlepszego oszusta w mieście i to odegrało swoją rolę.

Pozostawiając swój samochód na parkingu, skierował się w stronę wejścia do dużego budynku, w którym znajdowała się kancelaria prawna, ale wtedy coś zauważył prawym kątem oka. Zatrzymał się i spojrzał tam ze zdziwieniem. Nikt, kogo znał, nie mógł tu być.

W najdalszym kącie stał duży Land Rover. Co tam, pomyślał mężczyzna, co z tego? Ile ich jest w tak dużym mieście? Czy było ich dużo, czy nie, ale nogi poniosły go do samochodu. Gdy podszedł bliżej, upewniając się, że nikt nie patrzy, schylił się i zerknął pod przednie opony.

Fala gorąca uderzyła go w twarz, samochód zagazował. Na prawym przodzie wyraźnie widoczna była krwawa plama i wełna. Mężczyzna wstał i zataczając się wrócił do swojego samochodu. Serce waliło mu gorączkowo, a powietrze małymi grudkami wdzierało się do gardła. Gdy usiadł za kierownicą, złapał oddech i chwycił rękami kierownicę. Posiedział chwilę, aż się uspokoił. Następnie otworzył schowek i wyjął śrubokręt, który leżał tam w konkretnej potrzebie. Bezpieczniki przepalały mu się w nieskończoność lub po prostu wybuchały od wstrząsów. Wtedy właśnie było to potrzebne.

Wychodząc z samochodu i trzymając telefon w ręku, skierował się do dużego Land Rovera, stojącego na samym rogu parkingu.

Kilka godzin później wszystkie media społecznościowe i w ogóle cały internet huczał. Ktoś wrzucił filmik, na którym widać numer rejestracyjny i przednie opony, na których wyraźnie widać ślady przestępstwa.

Kierowca Land Rovera przestraszył się i wezwał lawetę, która zabrała go niby do naprawy, ale to nie pomogło. Mężczyzna citroena jechał za nimi i szczegółowo nagrywał telefonem, gdzie samochód został zaparkowany. Kiedy więc następnego dnia właściciel postawił go zabrać, niestety nie zdążył, samochód jasno stanął w płomieniach. Dzięki Bogu nikogo nie było w pobliżu. Przyjechała straż pożarna oraz policja, ale nic nie mogli zrobić. Samochód palił się jak świeca, a właściciel wpadł w spore kłopoty. Po trzecim przyjęciu do szpitala z siniakami i złamaniami, po prostu uciekł z miasta, woląc zostawić dom na sprzedaż pośrednikom.

Nie wiem, czy policja go znalazła i ukarała w sprawie potrącenia kociej rodziny, ale jedno jest pewne. Nie obyło się bez zemsty.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

3 × dwa =

Mężczyzna potrącił na pasach kocią rodzinę, trzy kociaki zginęły. Świadkowie powiadomili policję, ale oprócz tego postanowili zemścić się osobiście