Poznałam mojego byłego męża dwa lata temu, a rok temu zaszłam w ciążę. Mąż ciągle szukał pracy, ale nie mógł nic odpowiedniego znaleźć, bo albo: „to nie było to”, albo „za mało płacili”. W końcu jednak gdzieś się zatrudnił. W tej pracy poznał młodą dziewczynę i wtedy wszystko się zaczęło. Wracał nad ranem pijany, a w jego telefonie były wiadomości od niej: „Pamiętasz, co mi obiecałeś?”. Postanowiłam z nim poważnie porozmawiać. Zaprzeczał wszystkiemu mówiąc, że to tylko przyjaciółka, która mu pomaga. Potem wrócił do domu bez obrączki, a później dowiedziałam się, że wziął duży kredyt i zastawił obrączkę, żeby spłacić zaległe raty. Zrzucił przy tym całą winę na mnie bo powiedział, że go męczę i dlatego on tak dziwnie się zachowuje.
Odszedł ode mnie, a ja trafiłam do szpitala, bo prawie poroniłam. W tym czasie ani razu mnie nie odwiedził, a teściowa powiedziała: „Dogadajcie się, ja Ci dam pieniądze, a Ty zrobisz aborcję”. Potem dodali mnie do czarnej listy w telefonach i w mediach społecznościowych, więc nawet nie mogłam się do nich dodzwonić.. Zostałam sama, w ciąży i z kredytem, który zaciągnęłam na mieszkanie.
Dwa miesiące później zadzwoniła teściowa mówiąc, że dzwonili do niej windykatorzy i powiedzieli o jakimś kolejnym kredycie, który nie jest spłacany i niebawem pojawi się u niej komornik mówiąc, że nie spłaca kredytu, i że przyjdą opisywać jej majątek. Wyjaśniłam zgodnie z prawdą, że nic nie wiem o kredycie na nią, a ja mam jeden, który jest jednak w całości na mnie. Potem zapytała, czy utrzymałam ciążę. Powiedziała: „Gdyby nie Twoja ciąża, to w ogóle nie rozmawiałabym z tobą. I co będzie, chłopiec, czy dziewczynka?”. Odpowiedziałam, że dziewczynka. Nazwałam ją tak, jak chciała teściowa.
Po tym telefonie moje relacje z teściową się poprawiły, oddwiedzała nas regularnie. Potem były mąż zaczął przychodzić pijany nad ranem, mówiąc: „Kocham ją, a córkę będę odwiedzał tylko czasami”. Poprosiłam go, aby pomagał mi finansowo, bo mam kredyt na głowie i jestem praktycznie bez pieniędzy. Dawał pieniądze tylko od czasu do czasu.
Dziewczyna, którą poznał mój były mąż była sprytna – pisała do niego pytając, po co do mnie przychodzi, że ona sama mu urodzi dziecko, a o naszej córce niech zapomni. Zaczęła też zasiewać w nim ziarno niepewności pytając, czy jest pewien, czy to jego dziecko.Teściowa o wszystkim wiedziała i nie raz rozmawiała z mężem i jego kochanką, jednak ta dziewczyna i tak nastawiała męża przeciwko córce.
W dniu porodu do szpitala przyjechała teściowa i były mąż. Potrzymali córkę przez 10 minut i odjechali, a kiedy wypisywano mnie z dzieckiem ze szpitala, nikt z nich się nie pojawił. Były mąż wyłączył telefon, a teściowa powiedziała, że świętuje urodziny młodszego syna i przyjedzie następnego dnia do naszego miasta, by załatwić swoje sprawy, więc przy okazji u mnie przenocuje. Na urodziny córki teściowa dała mi symboliczną kwotę (którą od razu wpłaciłam na konto) i ręcznik.
Sześć dni po porodzie trafiłyśmy z córką do szpitala, bo źle się czuła. Były mąż wtedy napisał: „A co będzie, jeśli leczenie nie pomoże?”. I wtedy mnie poniosło, bo zamiast mnie uspokoić, że wszystko będzie dobrze i że może jakoś pomóc, to napisał coś takiego! Okazało się, że już mieszkał ze swoją kochanką. Nie wspierał dziecka, nie pomagał finansowo. Kiedy córka miała niecałe dwa miesiące, dowiedziałam się od teściowej, że mój były mąż bierze ślub. Teściowa była z tego powodu szczęśliwa.
Wcześniej poprosiła mnie, żebym sprzedała pewną rzecz. Na początku powiedziała, że jak to sprzedam, to pieniądze mogę przeznaczyć na rzeczy dla dziecka, między innymi na jedzenie, bo straciłam pokarm ze stresu. Potem jednak zmieniła zdanie i poprosiła, żebym jej oddała te pieniądze, bo sama ich potrzebuje. Następnie dowiedziałam się, że wydała je na wesele syna i jego kochanki. Poprosiłam ją, żeby już do nas nie przyjeżdżała. Odpowiedziała, że to jej syn i jak mogła nie iść na jego ślub oraz nie dać żadnego prezentu. Dodała także, że jestem niewdzięczna, bo przecież mi pomagała, a mnie oczywiście jak zawsze nic nie pasuje. Po tych słowach spakowałam wszystkie jej prezenty i oddałam z powrotem.
Były mąż zadzwonił po tym zdarzeniu, najwidoczniej matka mu się poskarżyła. Powiedział, że chce być szczęśliwy, a my przypominamy mu o przeszłości, dlatego chce o nas zapomnieć. Na koniec jeszcze odwrócił kota ogonem i oskarżył mnie o to, że nie pozwalałam mu widzieć się z córką, choć sam nie przychodził. Potem dowiedziałam się, że jego matka powiedziała mu, żeby nie przychodził na wypis ze szpitala, żeby uniknąć konfliktu z moją mamą i moimi znajomymi. W końcu, kiedy córka miała niecałe trzy miesiące, odbył się ich ślub. Potem teściowa pisała komentarze pod ich zdjęciami ślubnymi: „Kocham Was, bądźcie szczęśliwi moi drodzy”. Szybko zmieniła zdanie o swojej nowej synowej, bo mnie mówiła, że wcale jej nie lubi i nie chce, żeby jej syn z nią był. Nigdy nie myślałam, że coś takiego mnie spotka, to okropnie boli.



