Ranek zaczął się jak zwykle. Za oknem jeszcze szarzało, ale już słychać było stłumiony gwar miasta budzącego się do życia. Otworzyłam oczy, przeciągnęłam się, spojrzałam na śpiącego obok męża Artura. Leżał na wznak, ręka zwisała z łóżka, twarz rozluźniona jak u dziecka. W takich chwilach starałam się nie myśleć o nie tak dawnych kłótniach, o jego dziwnym dystansie, o tym, jak zaczął późno wracać z pracy, mówiąc, że wszystko gra, tylko dużo roboty. Chciałam mu wierzyć. Chciałam, żeby wszystko było dobrze.
Dzień dobry szepnęłam, dotykając jego ramienia.
Drgnął, otworzy oczy.
Już? zamruczał, ziewając. Wstałaś wcześnie.
Chcę kawy uśmiechnęłam się. Może zjemy razem śniadanie?
Pewnie skinął głową, wstając. Ja zaparzę.
Uśmiechnęłam się. To była rzadka oznaka troskliwości z jego strony. Ostatnio prawie nie angażował się w domowe sprawy, zaczęłam już myśleć, że po prostu jest zmęczony. Ale dziś wyglądał inaczej. Zbyt uważny. Zbyt staranny.
Poszłam pod prysznic, a gdy wróciłam, w kuchni unosił się już zapach świeżo parzonej kawy. Artur stał przy stole, nalewając ciemny płyn do filiżanek. W jedną moją ulubioną porcelanową, z niebieskimi kwiatami nalał kawę, a drugą, z pękniętą rączką (tej zawsze używała teściowa), zostawił pustą.
Zaparzyłem ci szczególnie powiedział, podając mi filiżankę. Tak jak lubisz: z odrobiną mleka i cynamonem.
Dziękuję uśmiechnęłam się, ale wtedy mój nos wychwycił dziwny zapach. Nie kawy. Coś ostrego, chemicznego z nutą gorzkich migdałów.
Zmarszczyłam brwi.
Co to za zapach? Od kawy?
Artur szybko spojrzał na filiżankę.
Nie wiem. Może nowe ziarno? Albo mleko nieświeże?
Powąchałam jeszcze raz. Gorzkie migdały. Ten zapach znałam. W dzieciństwie babcia opowiadała: jeśli pachnie gorzkimi migdałami to cyjanek. Wtedy nie wierzyłam, ale później przeczytałam o tym w podręczniku chemii. Cyjanek ma charakterystyczny zapach gorzkich migdałów. I ta substancja jest śmiertelna.
Serce zabiło mi mocniej.
Artur, na pewno niczego nie pomyliłeś? zapytałam najspokojniej, jak potrafiłam. Mam alergię na niektóre dodatki. Może wezmę inną filiżankę?
Na chwilę zastygł. Potem się uśmiechnął.
Daj spokój, to tylko kawa. Wypij, zanim wystygnie.
Skinęłam głową, ale w tej chwili w korytarzu rozległy się kroki. Ze swojego pokoju wyszła teściowa Barbara Nowak. Była kobietą surową, z chłodnym spojrzeniem i zwyczajem zauważania wszystkiego. Z nią nigdy nie było mi po drodze. Uważała, że nie jestem godna jej syna, że jestem zbyt prosta, że w ich rodzinie takie jak ja nie mają miejsca.
Dzień dobry powiedziała oschle, podchodząc do stołu.
Mamo, dzień dobry Artur pocałował ją w policzek. Zaparzyłem kawę. O, twoja filiżanka.
Podsunął jej pustą filiżankę z pękniętą rączką.
A gdzie moja kawa? zapytała, marszcząc brwi.
Zaraz naleję powiedział Artur, sięgając po dzbanek.
Wtedy zrobiła coś, co uratowało mi życie.
Szybko wstała, wzięła moją filiżankę z kawą i rzuciła:
Poczekasz.
Spojrzała na mnie z nienawiścią.
Artur zastygł. Jego oczy na moment się rozszerzyły. Spojrzał na mnie i w tym spojrzeniu ujrzałam coś przerażającego. Nie panikę. Nie irytację. A rozczarowanie.
No co się tak guzdrasz? warknęła teściowa i zaczęła pić z mojej filiżanki. Nalej kawę, a nie stój jak słup soli.
Artur powoli nalał mi kawę do pustej filiżanki.
Usiadłam. Serce waliło. Nie mogłam oderwać wzroku od filiżanki stojącej przed teściową. Tej samej, z zapachem gorzkich migdałów.
Za mocna burknęła. Ale da się pić.
Patrzyłam na Artura. Siedział ze spuszczonym wzrokiem, grzebał widelcem w talerzu z jajecznicą. Nie słowa. Nie spojrzenia. Nie uśmiechu.
Po dziesięciu minutach teściowa nagle się skrzywiła.
Coś nie tak z żołądkiem zamruczała. Kręci mi się w głowie.
Źle się pani czuje? zapytałam, starając się nie zdradzić paniki.
Tak, trochę odstawiła filiżankę. Mam wrażenie, jakby jakbym się dusiła.
Wstała, ale zaraz zachwiała się. Artur poderwał się.
Mamo! Co się dzieje?
Ty ty spojrzała na niego, oczy jej się rozszerzyły. Ty chciałeś mnie
I upadła.
Krzyknęłam. Artur rzucił się do niej, zaczął wołać karetkę, potrząsać ją za ramiona. Stałam jak ogłuszona. Wszystko działo się za szybko. Ale jedno zrozumiałam na pewno: on chciał mnie zabić. A ona ona stała się ofiarą zamiast mnie.
Po dwudziestu minutach przyjechało pogotowie. Lekarze wbiegli, obejrzeli Barbarę Nowak. Jeden z nich powąchał filiżankę.
Zatrucie cyjankiem potasu powiedział. Bardzo wysokie stężenie. Jest w śpiączce. Szanse minimalne.
Artur stał blady, drżący.
Nie wiem, jak to się stało Po prostu zaparzyłem kawę
Gdzie trzymacie kawę? zapytał lekarz.
W szafce ale to nowa, kupiłem wczoraj
Pokażcie.
Poszliśmy do kuchni. Lekarze otworzyli słoik. Powąchali.
Tu na pewno nie ma cyjanku. Więc ktoś dosypał go do filiżanki albo wody.
Policja przyjechała po pół godzinie. Rozpoczęło się przesłuchanie.
Pan ostatni dotykał filiżanki powiedział śledczy, patrząc na Artura. I pan nalewał kawę.
Nic złego nie zrobiłem! krzyknął. Kocham moją matkę!



