Idę! rzucił Marek.
Dokąd? nie odrywała wzroku od listy zakupów, którą właśnie przeglądała Bogna, zamyślona przy kuchennym blacie.
Na dobre! odpowiedział, patrząc w sufit.
Co? zawołała Bogna. A nowy rok?
Tylko w żartach o zdradach wszystko jest śmieszne: dzwoni znajoma i mówi, że wyścigi się odwołują! Dzwoni sąsiadkałowca i twierdzi, że nie ma ikry! W życiu jednak jest zupełnie inaczej brzydko i nie po to, żeby się śmiać.
Marek odszedł przed Sylwestrem. Nie przypadkiem nie do miejsca, gdzie nie latają samoloty i nie jeżdżą pociągi. Dosłownie, jakby stawiał kroki w drogich skórzanych butach, zostawiając za sobą smugę eleganckiego perfumu, który podarowała mu Bogna.
Wcześniej mąż długo pakował się, tłumacząc, dlaczego ona powinna go zrozumieć i wybaczyć to coś jak program telewizyjny. A i tak Bóg tak chciał, mawiał. Przed nimi już stała ubierana choinka, a Bogna, siedząc na kanapie, planowała świąteczny strój, rozstawienie stołu i spisywała potrzebne produkty: mieli przywitać Nowy Rok z przyjaciółmi.
Nastrój był na wysokich obrotach, jak to zwykle bywa w przeddzień Sylwestra bo przecież przedskoki są lepsze niż sama uroczystość. Pięćdziesięcioletnia Bogna Maximowna uwielbiała te święta, jak i reszta Polaków. Jedynie coraz mniej śniegu na ulicach psuło trochę atmosferę, ale już od listopada ruszały wyprzedaże noworoczne.
Bogna była oszczędną gospodynią, więc wszystkie prezenty były przygotowane z wyprzedzeniem oszczędzało to nie tylko pieniądze, ale i czas, siły oraz nerwy. Wszystko już było gotowe! Wszystkim siostrom po kolczyki, dzieciom, wnukom i ukochanemu mężowi.
Marek dostał piękny wełniany sweter z reniferami od dawna o nim marzył. To kosztowało Bognę na grosik, ale co nie zrobi się dla ukochanej?
Wszystko było już zapakowane i schowane, czekające na swój moment. Co mu podaruje? Może pierścionek? Nie, lepiej pieniądze! Bo smak pięćdziesięcioletniego Marka nie był zbyt wyrafinowany
I nagle mąż wpadł: Idę!
Dokąd? nie odrywała wzroku od listy zakupów Bogna.
Na dobre!
Co znaczy na dobre? dopytała. A nowy rok?
Jaki nowy rok, Bogno? zmarszczył brwi. Kiedy się w końcu uśmiechniesz?
Rozłożył słowa na sylaby, jakby nie miał wrażeń:
Odchodzę od ciebie! Na dobre! Rozumiesz? Zakochałem się w innej i tam będzie dziecko! Teraz wiesz?
Teraz wiem! Tak, że boli w oczy.
Bogna chciała zapytać: A co ja?, ale to wywołałoby taką samą falę gniewu jak pytanie o nowy rok. Najwyraźniej już była u męża tam, gdzie mieli wspólny Sylwester
Rywalka była o wiele młodsza od Bogny. Jak to mówią, lepsza niż stara, a przecież klasyka…
Marek z entuzjazmem opowiadał o nowym życiu. Oczywiście, po co miałby uciekać do staruszki? On jeszcze o tym myślał!
Mężczyzna z błyskiem w oczach doniósł, że jego kochanka wkrótce da mu syna; z Bogną mieli dwie dorosłe córki. W końcu miałby spadkobiercę! Chociaż nie było jasne, co miałoby dziedziczyć żona zarabiała więcej, a oba mieszkania były jej. W dwupokoju był tylko wpisany, a jednopokojowe na wynajem.
Bogna nie dodała kolejnego kawałka goryczy do garnka przysmaków, nie chcąc żywić się iluzjami. Poza tym nie miała czasu jej szczęśliwy świat nagle runął.
Poznałem się z nią na firmowej imprezie! wykrzyknął z radości.
Po co mi to wiedzieć? odpowiedziała z obojętnością.
No właśnie po co? zapytał mężczyzna, który nie potrafił przestać mówić o przedmiocie swojej miłości.
Dla ciebie to coś wzniosłego, a dla mnie zwykłe brudy! odparła kobieta.
Patrząc na niego ze zdziwieniem, zrozumiała, że on nie tylko nie nadąża, ale i nie waha się tego ukrywać, nie zdając sobie sprawy, jak bardzo ją rani.
Po raz pierwszy pomyślała: Czy nie przeceniłam jego zdolności umysłowych?
Marek wycofał się w nowe, szczęśliwe życie, a z Bogną wszystko stało się jak w wierszu: zamknęła się jak kamień na Wyspie Wielkanocnej. Nie krzyczała, nie wyła, łzy nie spływały z oczu
Marek odszedł, a ona jeszcze długo siedziała z nieukończonym listą w ręku wszystko stało się niepotrzebne
Mieli razem 28 lat małżeństwa, więc można było się rozluźnić. Stabilna rodzina, dorosłe dzieci to zdawało się wystarczyć do szczęśliwego życia. Ale coś komuś nie wystarczyło, bo wszystko wydawało się jej jedynie iluzją.
Bogna, na autopilocie, wykrzyżowała z listy Prosecco, które bardzo lubił Marek.
Potem po prostu upadła na kanapę, myśli opuściły ją została tylko pustka.
Trzy godziny przeszły jak jedna minuta: nie spała? W pokoju zrobiło się ciemno. Dzwonił telefon dzwoniła przyjaciółka Tosia:
Co mamy przynieść od Igora?
Marek odszedł! odpowiedziała Bogna.
Naprawdę? dopytała.
A ty co, wiedziałaś? zdziwiła się Bogna.
Wszyscy wiedzieli! po chwili ciszy powiedziała Teresa, która pracowała z Igorzem.
Wiedziałaś i milczałaś? wykrzyknęła Bogna.
Tak! z zacięciem dodała przyjaciółka. Wy się pogodzicie, a ja co?
Obie milczały, po czym Bogna odłączyła się.
Tosia miała rację nie chciało się już spotykać Sylwestra z przyjaciółmi, a już było ich dwoje, a ona jedna.
Jednak siedzieć sama w święta nie wchodziło w grę, więc Bogna pojechała do starszej mamy, a 1 stycznia do córki, gdzie czekała cała rodzina.
Tam poinformowała, że tata odszedł do kochanki. Okazało się, że wszyscy o tym wiedzieli prawdziwe zdrajcy! A wyglądało to, jakby ktoś po prostu wpadł w tarapaty.
Humor już nie pomagał nastrój najgorszy.
Bogna wyszła z gości wcześnie i szła pieszo do domu. Delikatnie padał śnieg, miasto było pięknie udekorowane, a na ulicach prawie nikogo nie było wszyscy nadal świętowali. Z każdym krokiem po zaśnieżonych drogach poczuła się trochę lżej.
Niech im się dobrze, skoro tak! pomyślała mądra Bogna. Nie będę się przygniatać z tym.
Rok minął. Dokładnie rok temu, 29 grudnia, odszedł od niej były mąż.
Znowu stała choinka i Bogna znów pisała listę zakupów. Umówiła się z Tosią, że spotkają się w Sylwestra, jak dawniej.
Miała zamiar przedstawić przyjaciółkę Wojtkowi: ten właśnie oświadczył się! Co mieliście w planach? Żeby siedziała sama na zakurzonym fotelu?
Ona była ciekawa, niezależna i samowystarczalna. On przystojny, wolny, weteran i to wszystko!
Nagle usłyszała pukanie pod drzwiami na progu stał były mąż, w plecaku coś przytłoczył, w rękach miał paczkę
Co ty! pomyślała Bogna. Naprawdę przyniósł dziecko?.
Na głos wykrzyknął:
A co, gdyby mnie nie było w domu?
Otworzyłbyś drzwi kluczem? odparł Marek.
A gdybyś zamienił zamki?
Nie zamieniłaś? Jesteś dobra! rzucił, pytając: Wpuścisz?
Bogna ustąpiła, nie wypędzając go od razu z dzieckiem, i wpuścił go do otwartych drzwi.
Weszli do sypialni, a mężczyzna położył śpiącego malucha na łóżku.
Ile ma? bez emocji spytała była żona.
Piąty miesiąc! odpowiedział Marek.
A gdzie twoja kochanka? Czy już pytałaś sosny, gdzie jest twoja miłość? dopytała Bogna, której nie wchodziło w plany przyjmowanie nieznajomego mężczyzny z obcym dzieckiem.
Moja ukochana już kogoś innego kocha! mruknął.
No cóż, wysokie związki! przyznała. A po co tu wpadłeś?
Chwila, nie rozbieraj go! Marek zaczął rozbierać śpiącego synka.
Nie przyjmiesz mnie? zdziwił się, wyciągając plecak.
Dziecko? spojrzała ze zdziwieniem. Nie wpuściłabym cię samą, a z twoim maluchem jeszcze mniej!
Więc odwróć się i jedź z powrotem! krzyknęła. Nie wypędziłam go od razu, bo się wahałam.
Trochę odpocznij weź go i niech leży w kącie!
Nie dam sobie rady sama! Przepraszam, Bogno popsuł się mi demon!
Demon? To jak po imprezie firmowej się zanudziłeś i dalej ciągniesz? A jak robisz to ciągle, to już nie demon.
Nie obwiniajmy sił wyższych wytłumaczyła Bogna. Zabierz swoje dziecko i odjeżdżaj! Jak mówi Zofia Kossak: dać wszystkim nie starczy podrobów!
A jeśli nie odejdę? zapytał nagle Marek.
Zostań, a ja odejdę! odpowiedziała spokojnie Bogna. i tak mieliśmy iść do Tosi.
Wojtek już od dawna proponował przeprowadzkę do niego. Dodała:
Po świętach wrócę, żebyś mnie nie było!
Nie liczę na podział mieszkania po połowie nie masz tutaj głosu!
Marek nie spodziewał się tego po prostu nie dało mu rady samemu z dzieckiem.
Kochanka zniknęła dwa dni temu, zostawiając notatkę: nie szukaj, już nas masz dość.
Wziął kilka dni wolnego, a potem długie święta minęły.
W końcu Bogna w kąpieli usłyszała trzask drzwi: Marek odszedł, zostawiając na łóżku zmiętą chusteczkę. Czy płakał? z uśmiechem pomyślała. Lepiej późno niż wcale!
Nie żałowała nawet małego chłopczyka. W Brazylii są Pedrowie, a w Polsce niemowlęta, pomyślała. A rok temu nie żałowała go wcale.
Wszedł w nowe życie i odszedł, jak mu się wtedy wydawało, ku szczęściu.
No dobra, idźmy do sklepu obiecała upiec lasagne na świąteczny stół. Wojtek lubi lasagne, a Marek woli szampana. Teraz myślała tylko o Wojtku.
Prezent dla niego już był gotowy: ten sam sweter z reniferami, którego nie dostał w zeszłym roku rozmiary męskie pasowały, a renifery Polacy kochają.



