Postanowiliśmy wraz z mężem, zamienić się rolami: on poszedł na urlop rodzicielski, a ja do pracy.
Mój mąż wypełnia obowiązki matki przez prawie miesiąc, wychowując nasze wspólne dziecko. Czas u mnie leci bardzo szybko, gdyż w pracy jest wiele do zrobienia, ale weekendy i wakacje trwają dla mnie wiecznie. To dlatego, że tempo życia w pracy, jest w sprzeczności z powolnością, która isteje w domu. Wszystko można porównać, to prawda co mówią ludzie.
Miejsce pracy i sama praca są nowe, ale tak bardzo mi się tu podoba, że chciałabym pracować tu jak najdłużej.
A mój małżonek świetnie radzi sobie z wychowaniem dziecka. Nawet nie spodziewałam się, że będzie tak dobrze. Tylko jest jeden mały problem z kaszką. On po prostu, nie może się jej nauczyć gotować. Kasza jest jakaś sklejona, dodatkowo z grudkami i nasz syn Tymek, nie chce jej jeść.
W międzyczasie, stosunek mojego męża do naszego syna, znacznie się poprawił. Stali się sobie bardzo bliscy. Tymek nie jest naszym biologicznym dzieckiem, z mężem go adoptowaliśmy, więc bliskość i ciepłe relacje wiele dla nas znaczą. W naszej rodzinie królowało wzajemne zrozumienie. Dlatego moja decyzja, by pozostawić ich razem, stała się świetnym bodźcem do kształtowania ich relacji i zaufania.
Wcześniej mój mąż był bardziej impulsywny, stale miał burzę emocji, szczególnie, gdy prowadził samochód. Teraz zmienił się diametralnie. A także stosunek do mnie i mojej pracy, również uległo zmianie. Kiedy byłam na urlopie macierzyńskim z synem, zawsze domagał się, żebym codziennie sprzątała dom. Teraz jednak zmienił swoje zdanie.
Przez rok byłam na urlopie macierzyńskim i w tym czasie tylko raz, pozwolono mi wyjść z domu. Postanowiłam i tutaj trochę się na nim zemścić. Kilku znajomych zaprosiło nas do kawiarni, żeby się trochę odstresować, pogadać, wszyscy mieli małe dzieci. Wtedy nasze dziecko zaczęło nas cały czas ciągnąć i było niegrzeczne. Zaczęłam udawać, że nie mam z tym nic wspólnego i dalej prowadziłam dialog z przyjaciółmi. Jedna z koleżanek poprosiła mnie o pomoc dla męża, bo on też chciał się trochę zrelaksować i odprężyć, ale przypomniałam mu, że ja w ciągu roku tylko raz odpoczywałam, więc jemu też nic się nie stanie, nie był jeszcze nawet od miesiąca na urlopie rodzicielskim. Mój mąż przyjął to wszystko normalnie i udawał, że wszystko jest w porządku.
Jest jeszcze jedna rzecz, którą chcę mu pokazać. To jest ta sytuacja, w której nie ma ani grosza środków przy sobie. Przez rok błagałam go, żeby dał mi pieniądze, ale on udawał, że nie słyszy moich próśb. Wychodził z domu i kupował potrzebne rzeczy na własną rękę, co dla mnie nie było rozwiązaniem. Nawet gdyby mój syn zachorował w nagłym wypadku, nie miałam pieniędzy na pilne leki.
Zanim mój mąż zaczął zajmowac się dzieckiem, bredził o naszych wakacjach rodzinnych w Tajlandii. Teraz ta idea całkowicie zniknęła. W końcu dotarło do niego, że wakacje z dzieckiem nie byłyby dobrym pomysłem.
Ponadto myślał, że gdy tylko zadzwoni do mamy i poprosi ją o pomoc – ona natychmiast rzuci wszystko i pobiegnie mu na ratunek, ale i to się nie sprawdziło. Ma własną pracę i zmartwienia, więc nie mogła pomóc synowi. On ma do niej o to pretensje.
A co z naszym synem, Tymkiem? Dobrze przyjął tę sytuację. Jego ojciec ciągle mu mówi, że pracuję, ale wcześniej powtarzałam to dziecku, gdy pytało gdzie jest tata, dlatego on wszystko rozumie. W weekendy dziecko chce być cały czas ze mną, bardzo tęskni. Kiedy jesteśmy razem, zachowuje się dużo lepiej, bo jest bardzo zadowolony, że w tych dniach jestem w domu i poświęcam mu dużo uwagi. Mój synek chce teraz mnie zadowolić, aby nasze wspólne dni były jak najlepsze.


