Ania uśmiechnęła się, gdy Tomek znowu jej powiedział, że idzie.
Boże, jak mnie to męczy mówiła nieco gardłowo. Codzień to samo! Wraca z pracy, a mamy tę tępe kuchnię.
A co ja mam na myśli? pytanie powtórzyła słaba i figlarnie, kręcąc się jeszcze bardziej przy garnku z zupą.
Tomek walił pięścią w stół i krzyczał przez całą kuchnię:
To twoja bezczynność! Zawsze zajęta, zawsze myślą, zawsze w innym świecie, gdzie ja się niy chcę nigdy nie pojawić!
Mam dużo roboty, Tomeczku mówiła z mrowią, nie patrząc na niego.
Tomek zdenerwowany przestępował z nogi na nogę.
Roboty, roboty! A co ze mną? Co z nami? Kiedy ostatnio pytałaś się, co mam w życiu? Kiedy ostatnio wyjedliśmy gdzieś razem?
Ania powoli odwróciła się do niego, w jej oczach dostrzegł tylko zmęczenie.
Robiłem się z tobą w kinie dwa tygodnie temu odpowiedziała cicho, ale jak gdyby z nutą radości w głosie.
I znajdowałaś się w fałszywkę klatki! Tomek walił滿 w głowę. Wiesz co? To koniec. Wychodzę.
Ania stała z haczykiem, który zamarzł w górnej części garnku.
Skąd masz ten impuls? spytała spokojnie, a w jej głosie było coś dziwnie miękkiego, jakby uśmiechnęła się tylko na chwilę.
Tomek zaczerwienił się i rzucił:
Mam inną! Ona mnie szanuje, pyta, co mam zamiar zrobić, śmieje się moim żartom.
Ania przez moment patrzyła na niego, a potem… uśmieła się. To był dziwnie radośniejszy uśmiech, nie pełen bólu, tylko jakby oszczędzający.
Dobrze powiedziała. Kiedy będzie to?
Tomek był zaskoczony. Oczekiwał łez, krzyków, a nie tej spokości.
Ty nawet nie walczysz?! zdziwił się.
A za co? Ania podą jej do okna. Tak, to przestało być naszym światłem. Znów się rozdzieliliśmy.
Zdumiony Tomek potarł szyję.
Wezmę rzeczy kiedyś, kiedy będziesz na pracy.
Jak chcesz Ania wróciła do garnka i znowu zaczęła przeprawiać. Jem na kolację?
Tomek zaczepił drzwi, nie odpowiedział. Ania słyszała, jak coś zbierał w holu, a potem znowu zaczepił drzwi i wyszedł.
Siedziała teraz sama, wyłączyła rozżarzoną kuchenkę, przesunęła garnkacz na bok i usiadła za biurkiem. W domu zapadła dziwna cisza. Za schrzanym telefonem otworzyło jej się wiadomość od przyjaciółki, a Ania nagle się rozplakała, nie z żalu, ale z ulgi. Znowu uśmiechnęła się przez łzy.
Na ekranie napisała: *No i czy coraz szybciej?*
Ale Ania nic nie powiedziała. Sama mu to powiedziała. I to było dla dobrego.
Tydzień po rozstaniu Ania siedziała w kafe z Zosią, swoją starymi przyjaciółką. Zosia patrzyła na nią z obawą.
I co, tak tylko pozwoliłaś? Nie próbowałaś dać mu szansę?
Ania wzruszyła ramionami, mieszając filtr.
Jak mogła? Wiesz, przez ostatnie dwa lata byliśmy jak sąsiedzi.
Ale dziesięć lat razem! zdziwiła się Zosia. To coś znaczy?
Znaczy Ania skinęła głową. Ale nie na tyle, żeby nadal go bolić.
Zosia nieufnie pokłopotana:
Nic ci nie boli?
Ania zawahała się.
Boli… Ale nie z faktu, że odeszedł. A z tego, że przez dwa lata czekałam, aż to powie. Wiedziałam, że zaplanuję rzecz. A on mi to powiedział.
Dlaczego mi wcześniej nic nie mówiłaś?
Nie chciałam nawet sama sobie przyznać Ania napiła się filtra. Szczególnie ten jej odwagę. Ona miała odwagi, chciała tego. A ja… czekałam.
A co jest dalej? Zosia odchyliła się na krzesło.
Dalej życie Ania pierwszy raz w dawno czasie uśmiechnęła się autentycznie. Wiesz, chce zmienić pracę. Zaprosili mnie do projektu.
Zosia wstała.
Poczekaj Ania na chwilę zatrzymała ją. Tylko pewnie?
Będę w porządku Ania dotknęła jej ręki. Może raz na długie wieki.
W nocy wróciła do domu, który zabrakło tym bardziej starego. Tomek zabrał swoje rzeczy, pozostawiwszy dziwne pustkę w szafach. Spojrzała w górę, zauważyła, że zabrakło jego brzytoka w łazience, laptopa na biurku, rozrzuconych skarpet…
Telefon zadzwonił. To teściowa.
Cześć, Halinko usiadła na kanapie.
Dziecko, co się wydarzyło? Tomek nic nie mówi, tylko że się rozstaliście!
Tak to jest powiedziała spokojnie. Decyzja obyczajowa.
Ale jak? głos teściowej drżał. Wy wyglądaliście jak piękna para! Czy nic nie można naprawić?
Ania westchnęła. Lubiła Halinko, ale teraz nie chciała wchodzić.
Halinko, to nasza decyzja. Czasem lepiej iść rozdzielających dróg.
To wszystko przez tę dziewczynę? w głosie teściowej było twardsze nutka. Już mówiłam Tomkowi, że jej nie przyjmę! Halinko, zawsze bymś była moją córką…
To nie tylko przez inną kobietę Ania ją przerwała cicho. Po prostu to już dawno się różni. Obaj to czuliśmy.
A ty? Jak czujesz się przy tym?
Czuję się dobrze uśmiechnęła się Ania. A nawet zacząłem nowe życie. Zmieniłam pracę, planuję remont…
Remont? zdziwiła się teściowa. Teraz?
Dlaczego nie? Daję mi dużo światło… i miejsce do pracy.
Po rozmowie Ania długo patrzyła w okno. Napadł coraz cięższy deszcz, a w jej głowie mimo to wszystko było dziwnie ciepło. *Jeszcze tydzień temu lękałem się samotności… a teraz z niej wyniknie.*
Wzięła notes i zaczęła pisać list kasy do zakupów, gdy zapukała w drzwi.
To Tomek mokry, zaczerwieniony.
Coś zapomniał bąknął, ale zaraz weszli.
Ania skinęła głową i wróciła do listu. Tomek dostał się do gabinetu, długo tam się zabierał, a potem przyniósł skrzynkę.
Ty Remontujesz?
Tak, zawsze chciałam odpowiedziała, nie unosząc wzroku.
Dasz radę?
Dasz radę Ania w końcu spojrzała na niego. Zamówię Farbiarzy, resztę zrobię sama.
Tomek stąpał z nogi na nogę, jakby chciał coś powiedzieć. Ania czekała.
Masz wszystko w porządku?
Wszystko jest doskonale Ania uśmiechnęła się jeszcze raz. A jak Ty?
Normalnie Tomek odwrócił wzrok. Zajmuję się prz tym, co się tu obecnie uznaje. Umawiam się z zależnych rentach.
To dobrze kazała Ania. Ja też mam nadzieję, bo to dobra rzecz.
Przysięgam, że nie rozumiem cię podskoczył Tomek. Ty kompletnie nie jesteś taka, jak kiedyś.
Może to i dobre pokręciła głową. Zmiany bywają pożyteczne.
Gdy Tomek wyszedł, Ania przez dłuższy czas analizowała list, ale jej myśli nadal wracały do jego wyrażenia. *Nie taka, jak kiedyś.* Która Ania była? Taka cicha, wygodna, zawsze gotowa ustąpić. Ania pamiętała, jak przez lata odstępowała życzenia sobie, jak bała się zmian, bo coś zakłócać Tomeka, poderwać jego emocje.
Wstała i poszła do lustra. To samo Ania brązowe włosy, szare oczy, delikatne zmiany na twarzy. Ale coś dziwnie zmieniło się w oczach, w pozycji, w wyrazie twarzy.
*Yes, naprawdę nie taka jak kiedyś pomyślała. I wydaje się, że to mi się podoba.
Tomek zjawił się ponownie po dwóch tygodniach za dokumenty. Ania właśnie kończyła czystość po remoncie. Dom się odmienił ściany w salonie zwierały delikatny błękit, w sypialni jasny róż, a kuchnia prezentowała nowe farfor, który Ania sama wybrała, bez konsultacji.
O mój Boże! Tomek zamarł na progu. Zmieniłaś cały dom.
Nie całość, ale sporo Ania schowała chusteczkę do wiadra. Doczyń, dokumenty są w gabinecie, uporządkowałam je.
Tomek idąc po domu, zapatrzony w zmiany.
I przeniosłaś meble.
Tak, teraz więcej światło przystawiła głowę. I przestrzeń.
Zatrzymał się przed nowymi regałami, gdzie były zdjęcia Ania z rodzicami, przyjaciółkami, w Zakopanem, nad morzem…
A gdzie zdjęcia z Tobą? w jego głosie była przyczyna.
Ania podeszła i stanęła obok.
Są w albumie cicho powiedziała. Nie rzuciłam ich. To przeszłość. W tym domie… właściwie buduję teraz.
I jak ten teraz spojrzał na nią.
Jest… mój powiedziała. I to najważniejsze.
Tomek skinął głową, jakby zrozumiał coś ważnego.
Wiesz nagle rzucił. Teraz wyglądasz świeżo i młodo.
Dziękuję Ania uśmiechnęła się. Czuje się lepiej. A jak Ty?
Tomek nagle opadł.
Nic powiedział. Z Halinko… dostaliśmy schody. Ona mi dużo wymaga. I nie sądziłem, że wszystko taki szybko zmieni się.
Cóż, chciałeś, że będę cierpiał i prosić, żebyś wrócił zapytała, bez obwinięcia.
Cóż, tak potarł szyję. Głupie, prawda?
Nie głupie, ale… nie znamy się na tak dobrej jak myśleliśmy.
Tomek zaczął się dobrać, gdy nagle zapytał:
Ano, nie chcesz… spróbować ponownie? Wiem, że winny, ale może…
Ania pokręciła głową:
Nie, Tomeczek. To było nie tylko ucieczka czy złość. To było zdanie, że naprawdę jesteśmy inni. Teraz szukam siebie. Nie chcę to ponownie tracić.
Po jego odejściu otworzyła okno. Wiosenny wietrzyk wpadł z zapachem magnolicji i wilgotnej ziemii. W tym momencie zadzwonił telefon Zosia zaprosiła na wystawę sztuki.
Zaję się w siedem powiedziała. Będzie interesujące, obiecuję!
Będę szczęśliwa odpowiedziała Ania. Kursy kończy, przyjdź na nowy dom we wtorki.
Nowy dom? Ty przecież nie przepuściłaś.
Przepuściłam szeptem się uśmiechnęła. Z starego życia do nowego.
Upłynęło pół roku. Ania siedziała w ciepły kafe przy rzeczy, czekając na Zosię. Jej życie się zmieniło nowa praca okazała się interesująca i rentowna. Zmieniła znajomych, zaczęła trenować jogę i niedawno zapisała się na kursy hiszpańskiego, o które przez lata miała za mało czasu.
Niespodziewanie w kafe wszedł Tomek. Zauważył ją od razu, zawahał się, ale w końcu podszedł.
Cześć wyglądał za zmęczony. Mogę usiąść?
Jasne Ania wskazała krzesło naprzeciw. Jak masz?
Tak normalnie wzruszył ramionami. Z Walentynką… rozstaliśmy się.
Smutne rzekła z pokorą.
Ja nie uśmiechnął się z uśmiechem. Byłem jak w skoku, myśliłem, że będzie wolność, szczęście, nowe życie… A okazało się te same problemy, tylko z inną osobą.
Ania milczała.
A ty… jesteś sama? ostrożnie zapytał.
Tak uśmiechnęła się. Ale to nie betek, że ja same.
Wyglądaś szczęśliwie zauważył z cieńszą wątrobą.
Jestem powiedziała.
Ano, często sobie myślę: może, powinieniśmy spróbować?
Ania zadumala się patrząc w okno, na łodzie.
Czasem rozstanie to przede wszystkim początek. Dziękuję ci za nasze lata. Ale jeszcze więcej za odwagę to zakończyć. Gdyby nie to, dalej za dużo bym… nie wynikała.
A nic nie żałujesz? nieufnie.
Tylko, że nie odkryłam swojej odwagi wcześniej Ania zauważyła Zosię, machającą za zasłoną. Muszę już iść, przepraszam. Był mi dobrze.
Tomek przewodził ją wzrokiem do wyjścia. Wiedział, jak wtedy powiedziała tylko uśmiechnęła się na jego słowa o ucieczce. Teraz rozumiał ten uśmiech nie smycz, nie niechęć, tylko zaufanie. Uśmiechnęła się kobieta, która odzyskała swoją prawdę.
A Ania, wyjdąc z kafe, głęboko wciągnęła jesień, pomyślała, że jest pełna życia. Niczym innym nie była samą sobie dobra, pełnym przyszłości światem. Lubiła to Ania odważną, otwartą na zmiany, gotową do życia, które dopiero się zaczyna.



