Mąż nie chce oddać swojej córce mieszkania po ciotce – konflikt o spadek, sprawiedliwość wobec dziec…

Mąż nie chce oddać mieszkania córce

Wszystko przypomina sen, w którym ulice Krakowa wiją się w nieskończoność, a na rogu jednej z nich stoi kamienica, w której czeka na nas coś niezwykłego. Otóż ciotka mojego męża, pani Genowefa, zostawiła mu w spadku małe mieszkanko w centrum miasta. Kamienica szepcze wśród nocnych wiatrów, a schody ciągną się jak makaron prawie bez końca.

Mój mąż, Stanisław, a ja, Jadwiga, mamy trójkę dzieci. Najstarsza jest nasza córka Dobromiła, która właśnie skończyła dziewiętnaście lat i studiuje na Uniwersytecie Jagiellońskim. Potem mamy dwunastoletniego syna, Lucjana, i pięcioletniego Stasia. Codzienność toczy się w naszym obszernym, trzy pokojowym mieszkaniu, gdzie gipsowe aniołki spod sufitu śnią o przeszłości, a dzieci wciąż mają mnóstwo miejsca do zabawy.

Pewnej nocy, przy świetle księżyca odbijającego się w herbacie, pokłóciliśmy się z mężem o to niewielkie, zakurzone mieszkanie po cioci Genowefie. Zaproponowałam, byśmy oddali je Dobromile jest już prawie dorosła, być może niebawem wyjdzie za mąż, a własny dach nad głową to więcej niż talizman w tym świecie marzeń i niepewności. Ale Staszek uważa, że to byłoby niesprawiedliwe wobec synów i zamierza sprzedać mieszkanie, a pieniądze podzielić równo między trójkę dzieci, bo wszystkim się po równo należy. Tyle że ja jestem przekonana, że to ślepa uliczka, przecież za te pieniądze (może zaledwie osiemdziesiąt tysięcy złotych) dzieci niewiele sobie w przyszłości kupią ot, może Dobromiła jakiś stary fiat, kiedy skończy studia.

Patrzę na to jednak inaczej jak ptak na gałązce, wierzę, że lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu. Może warto dać chociaż jednej naszej córce konkretną rzecz własny kąt? A gdy Lucjan i Staś dorosną, spróbujemy rozwiązać ich mieszkaniową sytuację w inny sposób, może ktoś znów przekaże nam klucze do jakiegoś zapomnianego pokoju, jak w tej surrealistycznej kamienicy.

Stanisław z uporem powtarza, że jeśli oddamy mieszkanie Dobromile, zniszczymy relacje rodzeństwa i na wieki zamieszkają wśród nich ciche pretensje. Ja jednak, śniąc po swojemu, widzę przyszłość inaczej chłopcy nie rozumieją jeszcze tej całej sytuacji, więc mamy czas pomyśleć i o ich losie. Przecież czas jest jak rzeka Wisła, płynie i przynosi nieoczekiwane odpowiedzi.

Nie powiedzieliśmy Dobromile ani słowa o naszych rozważaniach, bo mieszkanie po cioci Genowefie wymaga generalnego remontu, a na chwilę obecną nie mamy pieniędzy, by choćby naprawić odpadające tynki czy rozkołysać drzwi, które skrzypią, jakby śniły na jawie.

Czasem sama nie wiem, kto z nas ma rację ja, śniąca o lepszym życiu dla córki, czy Stanisław, kurczowo trzymający się sprawiedliwej matematyki? Czy powinnam dalej upierać się przy swoim, czy może rację ma mój mąż, czy może czytelnik mojego dziwnego snu dostrzega rozwiązanie, o którym jeszcze żadne z nas w tym krakowskim labiryncie nie pomyślało?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzy × jeden =

Mąż nie chce oddać swojej córce mieszkania po ciotce – konflikt o spadek, sprawiedliwość wobec dziec…