Pobraliśmy się z mężem dwa lata temu. Przed ślubem od pracował za granicą, więc nie mieliśmy czasu, żeby się do siebie zbliżyć. Po ślubie mieszkaliśmy jakiś czas w domu teściowej, a potem przeprowadziliśmy się do wynajętego mieszkania. Wtedy zdałam sobie sprawę, że chyba pochopnie podjęłam decyzję o małżeństwie. Czuję, że popełniłam ogromny błąd.
Mąż jest przyzwyczajony do tego, że wszystkie prace domowe wykonuje mama. Teściowa wzięła na siebie absolutnie wszystko: gotowanie, sprzątanie, pranie, kupowanie żywności. Teść mógł raz w miesiącu przybić gwóźdź lub przesunąć kanapę, gdy żona sprzątała. Ja aprobuję sprawiedliwy podział obowiązków domowych.
– Nie, to babska robota! — powiedział mąż.
Po wielu próbach i rozmowach, poddałam się, żeby nie zepsuć związku, jednak było jedno „ale” – teściowa była tylko gospodynią domową, a ja dodatkowo pracowałam zawodowo. Brakowało mi czasu na przygotowanie i utrzymanie idealnego porządku. Starałam się jak mogłam, ale w ciągu tygodnia czasami zamawiałam jedzenie z dowozem do domu, aby zaoszczędzić trochęczau. Do niedawna wszystko było w porządku, ale wtrąciła się teściowa.
– Mama mówi, że nie jesteś przygotowana do prowadzenia domu. I zgadzam się z nią. Musisz częściej gotować i sprzątać – powiedział mąż po wizycie u nas jego matki.
Wściekłam się gdy usłyszałam jego uwagi. Oboje z mężem pracujemy i zarabiamy podobnie. On po pracy kładzie się przed telewizorem, a ja biegam z garnkami i mopem. Nie chce mi pomóc, nie potrafi nawet uruchomić pralki. To nie jest „męska sprawa” – mówi, ale „męskie sprawy” nie są codziennie wykonywane w mieszkaniu. Ile razy w tygodniu maluje sie ściany czy naprawia krany?
Żal mi, że mąż nie docenia moich wysiłków, tylko narzeka i słucha matki. On daje jej przykład, ale ja nie chcę żyć jak teściowa. Poza tym pracuję, a ona nie zarobiła ani grosza przez całe życie. Zaproponowałam mężowi rozwiązanie problemu: odchodzę z firmy i poświęcam się pracy domowej, ale to także mu się nie podoba, bo nasz domowy budżet zmniejszy się o połowę. Pokłóciliśmy się. Co robić dalej, po prostu nie wiem. Chcę, żeby nasze małżeństwo przetrwało, ale mam już dość wygórowanych wymagań. Co robię źle? Czy jestem czemuś winna?



