Mąż, lat 45, zapomniał o moich urodzinach 27.02 i tego samego dnia pojechał z kolegami na ryby: podczas jego nieobecności przygotowałam mu taką „niespodziankę”

Mój mąż, lat czterdzieści pięć, zapomniał o moich urodzinach 27 lutego i zamiast świętować ze mną, tego samego dnia pojechał na ryby z kolegami. W czasie jego nieobecności przygotowałam taki prezent, że jestem pewna, iż tej daty już prędko nie wykreśli z pamięci…

Możecie wierzyć lub nie, ale przez pięćdziesiątkę mój Krzysiek rozwinął zadziwiające umiejętności doskonale wie, kiedy trzeba wymienić olej w samochodzie, zna terminy wszystkich spływów i wie, kiedy karpie biorą najlepiej. Ale jeśli chodzi o rodzinne uroczystości, to nagle ma amnezję jak po zderzeniu z tramwajem.

Zwykle przed każdym ważnym dniem starałam się wyciągać wszystko na wierzch: podsuwałam pod nos kalendarz, zostawiałam karteczki, czasem waliłam prosto z mostu. Ale na czterdziestopięciolecie uznałam, że dość tej łaski. Chciałam, żeby to on się wykazał bez moich przypadkowych podpowiedzi. Naiwnie sądziłam, że ćwierć wieku wspólnego życia coś załatwia.

Tego ranka, akurat w piątek, Krzysiek śmigał po mieszkaniu z impetem ekspresu, pakował przynęty i kanapki do plecaka.

Haniu, widziałaś mój termos? Chłopaki już czekają. Zbieramy się nad Wisłę, teraz ponoć idą sandacze. Wrócę w niedzielę, z zasięgiem będzie kiepsko.

Cmoknął mnie w policzek nawet nie patrząc.

Nie smuć się, kup sobie coś dobrego.

Dźwięk zamykanych drzwi był wyjątkowo głośny. Podeszłam do kalendarza, gdzie moja rocznica była otoczona czerwonym sercem. Nie dość, że zapomniał, to jeszcze wybrał sobie właśnie ten dzień na wyprawę. Mistrz taktu!

Najpierw było mi przykro, potem tylko chłodno i bardzo spokojnie. A później pojawił się pomysł… Jak pokazać Krzyśkowi, że żona to nie mebel przy akwarium, tylko priorytet. I powiem wam jak już wrócił do domu, czekał na niego prezent z gatunku tych niezapomnianych.

A teraz do szczegółów… Facet miał swoją skarpetę specjalny sejf, gdzie zbierał złotówki na nowy silnik do Pontona. Kod do sejfu znałam przecież z tą jego pamięcią do cyfr bywało różnie.

Uzbrajana w silną wolę i w czerwoną szminkę, otworzyłam sejf z niemniejszą determinacją niż Bond otwierał skarbiec w Casino Royale. Leżało tam prawie sto tysięcy złotych. Decyzja zapadła.

Z weekendu zrobiłam sobie święto życia, jakiego dotąd nie miałam odwagi sobie zafundować. Był catering najlepszej kuchni w Warszawie, zaprosiłam przyjaciółki, całe mieszkanie utonęło w kwiatach. Szampan, plotki, muzyka poezja! Następnego dnia kolacja w restauracji z widokiem na panoramę miasta. Później SPA i masaże, aż mnie plecy przestały boleć od harówki. A na deser? Brożka, na którą patrzyłam trzy lata, ale zawsze szkoda mi było forsy bo wspólna przyszłość.

W niedzielę wieczorem wrócił wesoły Krzysiek z wiadrem ryb, opalony i dumny jak szczygieł.

No to patrz, jaki połów! Jak, odpoczęłyście tutaj beze mnie?

Wszedł do salonu i aż się zatrzymał w pół kroku. Na stole puste butelki po prosecco, w kącie kosze kwiatów, na kanapie torby z najmodniejszych butików.

Co tu się działo? Mieliśmy gości?

Mieli, odpowiedziałam spokojnie. Miałam urodziny. Skończyłam cztery pięć. Pamiętasz w ogóle?

Stanął jak wryty, potem tylko ciężko westchnął.

Kurczę, Haniu, no zawaliłem Zawróciło mi się w głowie. Przepraszam… rozumiesz…

Rozumiem, przerwałam. Dlatego sama sobie zrobiłam imprezę i prezent wybrałam bez twoich cennych wskazówek.

Jego wzrok uciekł do gabinetu. Drzwiczki sejfu lekko uchylone. Pobladł, wyleciał tam jak burza, po chwili wrócił z miną kota, który zjadł kanarka, ale połknął jeszcze termometr.

Gdzie są pieniądze? Nic tam nie zostało! Jak to? Gdzie mój kapitał?

Tu, pokazałam na salon. Każda złotówka w dobrej sprawie.

Ty wydałaś wszystko?! To miał być silnik! Dwa lata ciułałem!

A ja dwadzieścia pięć lat czekałam na zauważenie, powiedziałam cicho, ale bez skruchy. Zapomniałeś o moich urodzinach. Teraz na pewno już ich nie przeoczysz.

Siadł ciężko na kanapie i tylko raz na mnie spojrzał, raz na wiadro z rybami, raz na uchylony sejf. Awantury nie wszczynał, bo formalnie kasa była wspólna.

Ciszę podczas patroszenia ryb można było kroić nożem.

Minęło pół roku. Na silnik zbiera od nowa. Za to jego telefon przypomina mu teraz o każdej rodzinnej uroczystości miesiąc, tydzień i dzień wcześniej. Wydatek był spory, ale nauka bezcenna. Tej lekcji już nie zapomni.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

osiemnaście + dwa =

Mąż, lat 45, zapomniał o moich urodzinach 27.02 i tego samego dnia pojechał z kolegami na ryby: podczas jego nieobecności przygotowałam mu taką „niespodziankę”