Życie przeleciało mi niepostrzeżenie. Nie zauważyłam nawet, kiedy skończyłam 59 lat.
Wychowałam troje dzieci, wykształciłam je i sprawiłam, że są dobrymi ludźmi mimo, że sama przeszłam przez naprawdę wiele. Chyba noszę swój krzyż z poprzedniego życia, w którym najwyraźniej wiele zgrzeszyłam. Moje dzieci przeniosły się do innych miast, a jedna z moich córek żyje bardzo daleko, bo w Anglii. Chcieli być jak najdalej od swojego ojca.
Rozumiem je, ale moje serce cierpi i myśli o nich każdego dnia. Czasami mam wrażenie, że wszystko jest jakieś nierealne. Żyję z mężem w jednym mieszkaniu, każdy w swoim pokoju i nie rozmawiamy od lat.
Nie jesteśmy rozwiedzeni, ale też nie jesteśmy już rodziną. Najwyraźniej nie mam prawa do szczęścia, a przynajmniej nie w tym życiu. Nie mogę nawet gotować, nie korzystam z lodówki ani kuchni. On próbował mnie otruć, choć nikt mi nie wierzy. Wsypał mi coś do jedzenia i prawie się przez niego zatrułam, ale na szczęście mieszkam blisko szpitala i zdążyłam dzięki temu uzyskać pomoc na czas.
Rodzice Pawła chcieli, aby jego pies służbowy był szkolony przez kryminalistę
Już wtedy powinnam się rozwieść, ale nie zrobiłam tego. Całe życie byłam wyśmiewana, bita i obrażana przez mężczyznę, który myśli, że zawsze ma rację. Podarował moją złotą biżuterię swojej kochance a mnie kłamał, że ktoś ją ukradł. Wydawał pieniądze na nią i jej dzieci, zapominając o swoich własnych.
Jestem nauczycielką, a moja pensja zawsze była niska. Uczyłam dzieci z upośledzeniem umysłowym. Żyliśmy biednie w małym mieszkanku, a ulicę dalej żyją sami bogacze – z samochodami i z możliwościami, których ja nigdy nie miałam. Tylko ze względu na to nasze wspólne mieszkanie z nim jestem, ale nie zamierzam mu odpuścić. Jesteśmy jak wrogowie na wojnie i tylko każdy z nas patrzy, co robi drugie i śledzi każdy krok.
Oboje żyjemy pustym życiem, bez radości, bez ciepła. Moja córka jest wykładowczynią w Anglii, przysyła mi pieniądze i z nich się utrzymuję. Kupiła mi komputer, żebyśmy mogły się widzieć przez Skype’a.
Odczuwam ogromną pustkę. Nie mam nadziei, nie mam prawdziwego domu, nie mam bliskich – jestem sama. Bardziej sama być nie mogę i to mnie przytłacza.
Chodzę do kościoła codziennie i modlę się – za dzieci, za moją duszę i za niego – żeby Bóg wybaczył mu głupotę. Chyba już tylko tyle mi zostało.



