Przez dwa lata, mama mówiła mi, że jest chora i potrzebuje pieniędzy na leczenie. Zaufałam jej i wysłałam jej pieniądze. Jak się okazało, nie było z nią nic złego. Pieniądze były jej potrzebne na utrzymanie rodziny brata.
Zawsze było jej go żal. Chodzi mi o to, że dzieciak dorastał bez ojca. Tylko, że nie widziałam, żeby się tym przejmował, bo go nie pamiętał. W chwili śmierci ojca, właśnie urodził się mój brat. Ja z kolei, byłam w dużym stresie.
Matka mówi wszystkim, że sama wychowywała nas oboje. Tylko to nie jest prawdą, zawsze pomagali dziadkowie i babcie. Oni się nami opiekowali, płacili za wakacje nad morzem, pomagali w różnych naprawach. Po tym jak mój brat dorosł, rodzice ojca przekazali swoje mieszkanie matce, a sami przeprowadzili się do niego. Chcieli aby każdy z nas, miał swój pokój.
Dziadkowie nie wyróżniali żadnego z nas, ale mama niańczyła tylko brata. Ona mu wszystko wybaczała. Kiedy skończył dziesięć lat, ja wyjechałam na studia i rzadko bywałam w domu. Próbowałam pracować na pół etatu, żeby zarobić trochę dodatkowych pieniędzy. Poza tym, ciężko mi było mieszkać w tym samym mieszkaniu co oni.
Skończyłam uniwersytet i zaproponowano mi pracę na północy kraju. Tam też pojechałam i w rezultacie zostałam. Założyłam rodzinę, wyszłam za mąż i bardzo chciałam mieć dziecko.
Widziałam mamę, gdy pojechałam do niej w odwiedziny po ślubie, było to bardzo daleko. A moja matka mówiła tylko o moim młodszym bracie, aż robi mi się niedobrze. Wysłała go na studia, ale został wyrzucony. Potem odmówił dalszego uczenia się, poszedł do pracy i nawet się ożenił. Matka postanowiła zostawić im trzypokojowe mieszkanie i przeniosła się do dwupokojowego. Natomiast mieszkanie moich dziadków sprzedała i wszystko trafiło do mojego brata.
Kiedy mój brat się ożenił, mama częściej chorowała. Rozmawiałam z nią i było mi jej żal. Prosiła mnie o pieniądze na opłacenie lekarzy i leków. Musiałam pojechać do rodzinnego miasta do pracy. Powiedziała, że jest bardzo chora i postanowiłam ją odwiedzić. Nie powiedziałam jej, żeby nie przygotowywała się zbytnio do mojej wizyty.
Przyjechałam i myślałam, że zobaczę schorowaną kobietę, ale spotkała mnie dobrze odżywiona i zdrowa kobieta, która piekła ciastka. Matka ucieszyła się na mój widok, chociaż jej zachowanie było podejrzane. Udawała, że źle się czuje, ale nie wierzyłem jej, więc zapytałam wprost, na co prosiła o pieniądze.
– Na leki, oczywiście!
– Pokaż opakowania! – Powiedziałam stanowczo.
Ale ona nie miała nic, nawet recept. Zmusiłam ją do przyznania, że utrzymywała rodzinę brata. Potrzebowali remontu, wakacji, nowego samochodu. Jego narzeczona miała niedługo urodzić, a u brata kiepsko z pracą.
– Tak, okłamałam Cię, ale inaczej nic byś mi nie przysłała! – Powiedziała.
– Oczywiście, że nie i nie dostaniesz już ode mnie ani grosza. Jeśli czegoś potrzebujesz, to tylko na receptę. Nie pracuję tam za dwóch, więc mój brat może nawet chodzić w dziurawych spodniach.
Mama próbowała działać na moją litość, ale ja jej nie słuchałam. Jego problemy mnie nie dotyczą, a ja nie ufam już mojej matce. Może ktoś mnie skrytykuje, ale nie zamierzam się opiekować tym leniem. Dosyć mnie wykorzystywali.



