Dwa tygodnie na spakowanie się i znalezienie nowego domu. Córki śmiertelnie obrażone
Dawno temu, w jednym z krakowskich bloków, żyła pani Genowefa, która już od młodości zmuszona była radzić sobie sama. Wdowa od lat, wychowywała dwie córki: Aldonę i Bronisławę. Nigdy nie pozwoliła sobie na chwile słabości sąsiedzi nie słyszeli ani jednej jej skargi, choć niełatwo jej było. Robiła wszystko, by córkom niczego nie brakowało. Pracowała po dwanaście godzin na dobę, czy to w szpitalu, czy dorabiając się sprzątaniem, by mogła zapłacić czesne, książki i korepetycje.
Kiedy Aldona dorosła, przyprowadziła do domu narzeczonego, Romana, krakusa bez własnego kąta. W krótkim czasie na świat przyszła mała Zuzanka, a Genowefa oddała młodym swój pokój, sama przeprowadzając się do Bronisławy. Sądziła wtedy, że sytuacja jest chwilowa młodzi przecież zarobią na wynajem albo chociaż kawalerkę na peryferiach, a jej życie wróci na stare tory. Nic z tych rzeczy. Aldona i Roman nie palili się ani do przeprowadzki, ani do pracy ponad etat. Po co mieliby się wysilać? Wszak u mamy zawsze czekał ciepły rosół, świeża pościel, posprzątane podłogi. Kto miał ochotę, ten wstawał dopiero na śniadanie.
Wdzięczności nie było. Przeciwnie w mieszkaniu coraz częściej słychać było podniesione głosy. Bronisława narzekała, że nie zamierza szorować łazienki po szwagrze. Aldona tłumaczyła, że z dzieckiem ledwo znajduje czas, by umyć sobie włosy. A Roman powtarzał, że mężczyzna nie zmywa po kolacji, tylko pracuje (swoją drogą, na komputerze w gry). Atmosfera robiła się nieznośna. Genowefa łapała się na tym, że woli wracać do pracy, niż wracać do domu.
W końcu zebrała się na odwagę. Podsunęła Aldonie pomysł, by wynajęła z mężem i dzieckiem mieszkanie w Nowej Hucie czy Bieżanowie dwupokojowe, nie musiało być przecież wielkie. Odpowiedź była stanowcza: Ale mamo, my zbieramy na kredyt hipoteczny w złotówkach! Z czego się utrzymamy? I nic się nie zmieniło.
Przyszło następne zaskoczenie: Bronisława oznajmiła, że przyjeżdża narzeczony z Wrocławia i zostanie u nich na dłużej. Genowefa tylko spytała, gdzie miałby spać. Bronisława odparła spokojnie, że kuchnia może być niewygodna, ale dla mamy byłaby idealnym miejscem. Wtedy Genowefa zrozumiała dla córek stała się tylko przeszkodą. Nie liczyło się jej zdanie, tylko wygoda innych.
Przemyślała wszystko jedną bezsenną noc i rankiem ogłosiła: Macie czternaście dni na spakowanie się i znalezienie innego kąta. W Krakowie mieszkań do wynajęcia nie brakuje. Wybuchł płacz, potem groźby i żale. Córki oznajmiły, że już nigdy nie pozwolą jej widywać wnuków. Przekonywały, że na starość zostanie sama, że kiedyś będzie tego żałować. Ale Genowefa nie ustąpiła. Pomyślała jeśli tak wygląda miłość i wdzięczność, to musi nastać koniec.
Już zbliżają się jej pięćdziesiąte urodziny. Wspomina z goryczą, że nie wie, czy dzieci w ogóle zapukają do drzwi z życzeniami. Cóż, życie pokazało, że przychodzi pora, gdy dzieci powinny w końcu nauczyć się samodzielności. Czy postąpiła słusznie? Często się nad tym zastanawia. A Ty? Jak Ty byś się wtedy zachował?



