Maja przez dwa lata była tylko opiekunką jego matki.
Maji udało się poślubić bardzo szanowanego mężczyznę. Wszystkie koleżanki jej zazdrościły. Jej mąż, Michał, prowadził własną firmę, miał piękny, duży dom na obrzeżach Warszawy, kilka samochodów i letni domek na Mazurach. To wszystko osiągnął w wieku trzydziestu dwóch lat.
Maja natomiast dopiero skończyła studia pedagogiczne i przez rok uczyła w szkole podstawowej. Latem wzięli ślub w kościele na Starym Mieście. Po ślubie Michał stwierdził, że jego żona nie musi pracować za marne złotówki. Poprosił ją, żeby została w domu i zaczęła przygotowywać się do roli matki. Maja nie protestowała.
Pierwszy rok ich małżeństwa był prawdziwą sielanką. Jeździli razem po Polsce i Europie, wracali z pięknymi wspomnieniami i drogimi prezentami. Maja jednak nie miała gdzie nosić nowych sukienek i biżuterii. Jej przyjaciółki spędzały całe dnie w pracy, a weekendy poświęcały rodzinom. Michał często wychodził na bankiety i spotkania, ale nigdy nie zabierał ze sobą żony.
Maja zaczynała się nudzić. Ciąża nie nadchodziła, a uczucia do męża stawały się coraz słabsze. Każdego dnia, po wykonaniu obowiązków domowych, przechadzała się samotnie po domu, rozmyślając o swojej przyszłości. Upłynął kolejny rok. Michał coraz rzadziej bywał w domu w ciągu dnia, wracał tylko późnym wieczorem. Był zmęczony i rozdrażniony. Tłumaczył, że jego biznes przeżywa trudniejsze czasy.
Najpierw wymagał od Maji, by ograniczyła wydatki. Potem kazał jej szczegółowo rozliczać się ze wszystkich zakupów. Wyliczał każdy grosz i powtarzał, że gdyby żyli skromniej, niczego by im nie zabrakło. Maja była przygnębiona. Marzyła o powrocie do pracy, lecz nie mogła znaleźć stanowiska zgodnego z jej wykształceniem.
Zdecydowała się zapisać na kurs doszkalający, ale w tym czasie zachorowała matka Michała. Maja musiała zaopiekować się teściową przez dwa lata. Michał sprowadził chorą matkę do ich domu. Maja przejęła całkowitą opiekę nad nią. Michał wracał do domu coraz rzadziej.
Po śmierci teściowej Michał jeszcze bardziej oddalił się od żony. Niemal przestał z nią rozmawiać, był zamknięty w sobie. Unikał spojrzeń, coraz więcej czasu poświęcał pracy, prawie nie pojawiał się w ich domu.
Maja nie rozumiała, co się dzieje, dopóki nie postanowiła odwiedzić starego mieszkania teściowej, w którym nie była już od dawna. Za zamkniętymi drzwiami usłyszała płacz dziecka. Była zdziwiona, bo mieszkanie miało być puste. Mimo to nacisnęła dzwonek.
Otworzyła jej młoda kobieta. Okazało się, że Michał jeszcze przed chorobą matki związał się z inną kobietą. Potem umieścił ją wraz z dzieckiem w mieszkaniu swojej matki.
Dla Maji był to ogromny cios. Zrozumiała, że nie ma już czego ratować. Wyjechała do Gdańska, do swojej ciotki, praktycznie bez niczego, tylko z niewielką torebką. Nie chciała, by cokolwiek przypominało jej o małżeństwie i o tym, jak niespodziewanie skończyło się jej życie u boku MichałaPrzez pierwsze tygodnie Maja prawie nie wychodziła z pokoju. Słuchała szumu morza docierającego przez uchylone okno, czuła zapach wilgotnych, stareńkich desek ciotczynego mieszkania i próbowała zebrać siły, których, wydawało się, już nie miała. Ciotka, życzliwa i pogodna kobieta, pozwoliła jej trwać w milczeniu, nie zadawała pytań, po prostu była obok codziennie zostawiała na stole kubek herbaty i ciepłe słowa.
Z biegiem tygodni szum morza stał się dla Mai nie tylko tłem samotności, lecz zapowiedzią zmiany. Wybrała się na spacer brzegiem pierwszy raz od dawna poczuła spokój i ulgę. Gdańsk wydawał się inny niż Warszawa, łagodniejszy, wolniejszy, pełen możliwości dla kogoś, kto chciał zacząć od nowa.
Znalazła pracę w małej przedszkolnej świetlicy. Dzieci pokochały ją od razu śpiewała im piosenki, opowiadała bajki, organizowała zabawy na plaży. Odkryła, że choć straciła wszystko, co znała, wciąż miała siebie swoją siłę, umiejętności, marzenia. W każdej piaskowej babce, w każdym uśmiechu dziecka odnajdywała kawałek utraconej radości.
Któregoś dnia, wracając do domu przez port, spotkała starszego pana z książką w ręku. Zaczęli rozmawiać o literaturze, potem o życiu, i z tej rozmowy wyrosła nieoczekiwana przyjaźń. Z czasem w jej sercu pojawiło się miejsce na nadzieję cichą, nieśmiałą, pozbawioną pośpiechu. Nauczyła się, że samotność nie musi być ciężarem, lecz początkiem czegoś nowego.
Minął rok. Maja znów była sobą: silną, uważną, pełną wdzięczności za każdy poranek. Pewnego dnia spojrzała na fale, pomyślała o tym, co przeszła, i uśmiechnęła się. Wreszcie wiedziała, że jej historia nie skończyła się rozstaniem przeciwnie, wszystko, co ważne dopiero przed nią.


