Przez dwa długie lata Maria była tylko opiekunką dla matki swojego męża.
Maria wyszła za mąż za Szymona, mężczyznę szanowanego, odnoszącego sukcesy w biznesie. Jej koleżanki z liceum i studiów spoglądały na nią z zazdrością. Szymon był właścicielem dobrze prosperującej firmy, miał nowoczesny dom w spokojnej dzielnicy Warszawy, kilka samochodów, a na Mazurach własny domek nad jeziorem. Wszystko to osiągnął przed ukończeniem trzydziestu dwóch lat.
Maria, pełna młodzieńczych marzeń, właśnie obroniła magisterkę na Uniwersytecie Warszawskim, a przez rok uczyła historii w szkole. Latem mieli piękny ślub. Po uroczystości Szymon stanowczo oznajmił, że nie życzy sobie, by żona pracowała za niewielkie pieniądze. Twierdził, że powinna skupić się na domu i rodzinie. Maria przyjęła jego decyzję bez sprzeciwu.
Pierwsze miesiące ich małżeństwa były niczym wyjęte z filmu o szczęściu: podróże po Europie, mnóstwo zdjęć, drogich ubrań i wspomnień. Jednak Maria coraz częściej zwracała uwagę, że nie ma gdzie pokazać nowych sukienek jej przyjaciółki były zajęte pracą, a weekendy spędzały z rodzinami. Szymon był często zapraszany na spotkania towarzyskie, lecz nigdy nie zabierał Marii ze sobą.
Rzeczywistość zaczęła przytłaczać Marię. Czuła się samotna i wyobcowana, dzieci nie przychodziły, a miłość do Szymona powoli gasła. Każdego dnia, po rutynowych domowych porządkach, przemierzała puste pokoje, rozmyślając o przyszłości. Kolejny rok minął, a Szymon coraz rzadziej pojawiał się w domu, wracał późnymi wieczorami, spięty i zmęczony. Powtarzał, że interesy przestały przynosić oczekiwane dochody, że rynek się zmienia.
Najpierw zaczął wymagać od Marii oszczędności. Potem poprosił, by prowadziła szczegółowe rozliczenia każdego zakupu. Liczył każdy wydatek, udowadniał, że mogliby żyć tak samo dobrze za połowę wydawanej przez nią kwoty. Maria była niespokojna, marzyła o powrocie do pracy, lecz rynek był trudny, a ona nie mogła znaleźć posady dla siebie.
Zapisała się na kurs doszkalający, ale nieoczekiwanie matka Szymona poważnie zachorowała. Szymon zabrał ją do ich domu, a Maria przez dwa lata troszczyła się o nią codziennie, nie szczędząc sił. Szymon jeszcze rzadziej wracał do domu, coraz bardziej oddalony od żony i ich wspólnego życia.
Po śmierci teściowej Szymon zamknął się w sobie. Przestał rozmawiać z Marią, unikał jej spojrzenia, wracał do domu tylko po to, żeby się przebrać, coraz częściej spędzał noce w pracy.
Maria nie rozumiała, co się wydarzyło, aż w końcu postanowiła odwiedzić mieszkanie teściowej na Pradze, które przez długi czas było zamknięte. Za drzwiami usłyszała płacz dziecka. Zaskoczona była przekonana, że mieszkanie jest puste zdecydowała się zadzwonić.
Drzwi otworzyła młoda kobieta, Polka Patrycja. Wtedy wszystko stało się jasne. Szymon już przed chorobą matki Marii założył drugą rodzinę, a później przeniósł ukochaną do mieszkania matki.
Dla Marii był to cios. Wiedziała, że nie uratuje małżeństwa, że nic już nie będzie takie jak dawniej. Spakowała się, wzięła jedynie małą torbę, zostawiła wszystko biżuterię, ubrania, wspomnienia. Pojechała do ciotki w Krakowie, pragnąc zapomnieć o dawnym życiu. Nie chciała, by cokolwiek przypominało jej o małżeństwie, zdradzie i bólu. Wszystko, co kiedyś uznawała za szczęście, pozostało za nią niczym zamknięty rozdział, w którym nie było już miejsca na nadzieję.


