Sam podszedł do mnie w centrum handlowym i zaproponował mi randkę. W ogóle nie spotykam się z ludźmi z ulicy, ale on akurat bardzo przyzwoicie wyglądał i zachowywał się bardzo kulturalnie. Postanowiłam się więc zgodzić na to spotkanie. Wypiliśmy kawę, bardzo fajnie się nam rozmawiało, a na koniec wymieniliśmy się numerami telefonu. Następnego dnia zadzwonił i zaproponował wyjście do restauracji. Chwilę pomyślałam i zgodziłam się.
– Kiedy kończysz pracę? – zapytał.
– O osiemnastej.
– Dobrze, to przyjadę po Ciebie.
To, w jaki sposób mnie traktował, było bardzo miłe. Wieczorem, kiedy po mnie przyjechał, wszystkie moje koleżanki z pracy aż jęknęły, gdy zobaczyły luksusowy samochód, którym po mnie przyjechał. Nie spodziewałam się tego.
– Nie wspominałeś, że jesteś tak bogaty.
Facet uśmiechnął się:
– Prowadzę własny biznes. Potem opowiem Ci o nim więcej.
Zabrał mnie do drogiej restauracji. Wieczór był wspaniały. Potem zresztą Marcel bardzo o mnie dbał i dawał kwiaty oraz inne prezenty bez powodu i zabierał mnie do drogich miejsc. Była tylko jedna rzecz, która mnie dziwiła – mianowicie nie spieszył się z tym, żeby zaprosić mnie do swojego domu i z zapoznaniem mnie ze swoimi rodzicami, chociaż często wyrażał nadzieję, że kiedyś zostanę jego żoną. Trochę mnie to niepokoiło, ale poza tym wszystko było idealnie.
Gdy pewnego razu poszłam na zakupy do supermarketu, zobaczyłam go tam – rozkładał towar na półkach. Marcel był zdezorientowany i nie wiedział, co ma robić, gdzie się schować. Byłam bardzo zaskoczona tym widokiem, więc po prostu tam stałam i patrzyłam na niego zdziwiona. Marcel potem spojrzał na mnie nieśmiało i uśmiechnął się gorzko.
– Kasia, przepraszam, ale okłamałem Cię ze wszystkim.
Wynajął samochód, a pieniądze miał z chwilówki. Nie ma oczywiście żadnej firmy. Pochodzi z sierocińca, udało mu się skończyć studia, ale wziął jakąkolwiek pracę, byleby się tylko utrzymać. Stwierdził, że od razu się we mnie zakochał, ale gdy usłyszał, że mój tata jest urzędnikiem stwierdził, że nie ma u mnie szans jako zwykły pracownik marketu. Dlatego wymyślił tę bajkę o wystawnym życiu. On wie, że zasługuję na kogoś lepszego i wie, że teraz to już na pewno koniec, a potem odwrócił się na pięcie i sobie poszedł.
Ja wciąż stałam jak wmurowana i przez kolejne 3 dni nie wiedziałam, co robić. Z jednej strony było mi bardzo nieprzyjemne, że zostałam oszukana, a az drugiej rozumiałam powody takiego działania. Nie wytrzymałam i sama do niego zadzwoniłam. Teraz jesteśmy małżeństwem od siedmiu lat. Marcel zmienił pracę i został odnoszącym sukcesy specjalistą. Nie żałuję, że usprawiedliwiłam to kłamstwo, bo jestem z nim naprawdę szczęśliwa.



