Mamo, dobrze się bawiłaś u nas na działce, więc teraz wracaj do siebie synowa wypędziła teściową ze swojego ogródka.
Ewa wciąż nie mogła uwierzyć w to, co się działo. Czyżby w końcu mieli własną działkę? Marzyli o tym przez długie dziesięć lat, ale życie ciągle stawiało im przeszkody: najpierw kredyt hipoteczny, potem dzieci i ich nauka, a później kolejny kryzys A teraz spojrzeli na swoje oszczędności i zdecydowali czas działać, teraz albo nigdy.
Jej mąż, Marek, pracował w firmie ubezpieczeniowej, nic spektakularnego, a Ewa była masażystką dziecięcą. Zarabiała nieźle, ale do kupna domu letniskowego było jeszcze daleko. Los jednak zrządził, że niemal w tym samym czasie odeszły jej babcia i babcia Marka. Każda z nich zostawiła w spadku po mieszkaniu w małych miasteczkach.
Po długich rozmowach para postanowiła sprzedać oba mieszkania, dodać oszczędności i spełnić marzenie kupić działkę.
Oferta znalazła się szybko. Zimą mało kto chce sprzedawać nieruchomości, wszyscy wolą poczekać na sezon letni. Ale Marek był nieugięty.
Później się rozmyślimy, znajdziemy milion wymówek i zostaniemy bez działki mruczał.
Ewa była całkowicie zgodna. Wszystko układało się idealnie!
Działka okazała się wymarzona. Prąd, gaz, przyłącza wszystko już było doprowadzone. Pozostało tylko postawić mały domek, choćby do letniego użytkowania.
Zdecydowali, że z nadejściem cieplejszych dni Marek weźmie urlop i wraz z przyjacielem, Krzysztofem, zabierze się za budowę.
Pracowali sprawnie, bez zbędnych przerw i wolnych dni. Już po miesiącu młoda rodzina świętowała wprowadzenie.
Prawda, spać było gdzieś trudno na podłodze rozłożyli dmuchane materace i przywieźli z miasta ciepłe koce. Ale najważniejsze, że w domu była kuchenka i bieżąca woda. Resztę można było dokończyć później.
No cóż, Marku, gratulacje! wzniósł toast Krzysztof.
Mężczyźni wychylili kieliszki, wzięli po kawałku kiełbasy z grilla, obficie posypanej cebulą i polanej ketchupem, i zaczęli jeść.
Kto by pomyślał, że wszystko ułoży się tak szybko! zachwycona powiedziała Ewa. Jeszcze przy wigilijnym stole nawet nie marzyłam o własnej działce, a teraz proszę! wskazała na domek.
Choć zmierzch już zapadał, nikt nie spieszył się do domu i dalej trwał improwizowany piknik na świeżym powietrzu.
Halo, synku, jak tam u was? zapytała łagodnym głosem Barbara Stanisławówna.
A jeśli była tak miła przez telefon, to na pewno coś knuła.
Mamo, wszystko wspaniale! uradowany zaczął Marek.
Wiem. Wnuki mówiły, że kupiliście działkę?
Dokładnie! Nie byle jaką, tylko prawdziwą letniskową rezydencję! dumnie oświadczył.
Oj, ty też coś wymyślisz zaśmiała się teatralnie teściowa, ale jej głos nagle zgasł. No cóż, brawo
Mamo, a u ciebie jak? ocknął się Marek.
Oj, co tam u mnie w moim wieku Lekarze mówią, że potrzebuję ciszy, spokoju, zero stresu. Może wtedy organizm się zregeneruje Ale gdzie znaleźć takie miejsce? Sanatoria drogie, mnie nie stać dodała znacząco.
Mamo, przyjedź do nas! z entuzjazmem zaproponował syn.
Ależ synku! Jakby wam tam bez mnie było nudno! A Ewa na pewno będzie przeciw zaczęła się wymawiać Barbara Stanisławówna.
Mamo, przestań. Przyjeżdżaj i koniec!
No dobrze, Marku, przyjadę, skoro tak nalegasz. Upiekę twoje ulubione kruche ciasto, takie, jakie robiła mama.
Gdy Marek powiedział żonie o rychłym przyjeździe matki, ta nie była zachwycona.
Czyli mamy działkę, a nagle lekarze zalecili jej wypoczynek na łonie natury? sarkastycznie spytała Ewa.
No tak krótko odparł Marek.
W ogóle nie dziwne, co?
Nie, ona ma problemy z ciśnieniem.
Marku, nie zrozumiałeś. Ona nie przyjeżdża leczyć zdrowia, tylko obejrzeć nową działkę!
Daj spokój. Popatrzy, pobędzie tydzień i wróci do domu.
Zapomniałeś, co się stało podczas jej ostatniej wizyty?
Marek naprawdę zapomniał, ale Ewa pamiętała doskonale. Barbara Stanisławówna zrobiła wtedy wszystko, by zniszczyć ich małżeństwo: plotkowała, próbowała ich poróżnić, sugerowała, że starszy syn nie jest jej krwi. Nie gardziła też drobnymi podłościami: raz przesoliła zupę, innym razem zamiast cukru wsypała sól. Ewa wtedy nie wytrzymała i odesłała teściową pierwszym możliwym pociągiem.
Ewa nie miała wątpliwości, że tym razem Barbara Stanisławówna znów urządzi im niezłe przedstawienie. Ale nie chciała nastawiać Marka przeciw matce. Może tym razem się uda?
Oj, jak tu u was pięknie! Prawdziwy rajski zakątek! Powietrze, drzewa, taki uroczy domek wychwalała Barbara Stanisławówna nową działkę. To pewnie Ewunia wymyśliła! Ona taka mądra! Trzymaj się jej, Marku, taką żonę to rzadko się spotyka!
Coś nowego, Barbaro Stanisławo, skąd ta zmiana? zdziwiła się Ewa.
Ty zawsze byłaś moją ulubienicą. Syn wprawdzie gapa, ale synowa złota. Bywały między nami różnice, ale je pokonałyśmy. Kto stare wspomina
Czyli ja jestem gapa? zaśmiał się Marek.
Tak, ale kochany uśmiechnęła się teściowa. A co u nas dziś na kolację?
U nas codziennie grill! z uśmiechem odpowiedziała Ewa. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko? Po prostu nie możemy się nacieszyć gotowaniem na powietrzu.
Zjem z przyjemnością. Ostatni raz jadłam kiełbasę z grilla w Krynicy. Marek chodził wtedy jeszcze do szkoły. Wyobrażasz sobie, jak dawno to było?
No to, Marku, zajmij się grillem. A ja w międzyczasie przyniosę mięso z lodówki.
Mogę z tobą? Chcę jeszcze raz zobaczyć domek.
Oczywiście, proszę! skinęła głową Ewa.
Tym razem Barbara Stanisławówna wyraźnie się zmieniła. Była wesoła, żartowała i szczególnie ciepło rozmawiała z Ewą. Ewa pomyślała, że czas zmienia ludzi. Może dawne konflikty skłoniły ją do przemyśleń. Po co miał



