Mamo, wychodzę się żenić! – rzucił radośnie syn. – Bardzo się cieszę – odpowiedziała bez entuzjazmu …

Mamo, żenię się! zawołał radośnie syn.

Cieszę się odpowiedziała Wanda Kowalska bez szczególnego entuzjazmu.

Ale co się stało, mamo? zdziwił się Piotr.

Nic A gdzie zamierzacie mieszkać? spytała matka marszcząc brwi.

Tutaj. Przecież nie masz nic przeciwko? odpowiedział syn. Mieszkanie jest trzypokojowe, przecież zmieścimy się.

Czy ja w ogóle mam jakiś wybór? zapytała cicho.

Przecież nie będziemy wynajmować? odparł nieco markotnie Piotr.

Czyli nie mam wyjścia powiedziała Wanda z rezygnacją.

Mamo, przecież teraz za wynajem są takie ceny, że na jedzenie by nam nie starczyło dodał Piotr. To nie na zawsze, będziemy pracować, odkładać złotówki, może za dwa, trzy lata kupimy własne mieszkanie. Tak przecież szybciej się uda.

Wanda wzruszyła ramionami.

Obyś miał rację westchnęła. Dobrze więc, zamieszkacie, ale mam dwa warunki: rachunki za gaz, prąd i wodę dzielimy na trzy, a gosposią być nie zamierzam.

Jasne, mamo, jak powiesz zgodził się natychmiast Piotr.

Młodzi urządzili skromne wesele, po czym cała trójka zamieszkała w jednym mieszkaniu: Wanda Kowalska, Piotr i synowa Aldona.

Od pierwszego dnia, odkąd młodzi wprowadzili się do mieszkania, Wanda jakby zyskała nową energię. Syn z synową wracali z pracy a w domu pustka: matki nie ma, w garnkach pusto, a w mieszkaniu rozgardiasz, jak wyszli rano, tak wszystko zostało.

Mamo, gdzie byłaś? pytał wieczorami zdziwiony Piotr.

Wiesz, Piotrusiu, dzwonili z Domu Kultury, zaprosili mnie do chóru pieśni ludowych, a głos, jak wiesz, jeszcze mam

Serio? zdziwił się syn.

No tak! Po prostu zapomniałeś, a przecież mówiłam ci. Tam spotykają się emeryci, śpiewają razem. Tak miło tam czas spędziłam, jutro znowu się wybieram! oznajmiła Wanda z życiem w głosie.

Jutro znów chór? spytał Piotr.

Nie, jutro wieczór literacki, będziemy czytać Mickiewicza. Przecież wiesz, jak bardzo go kocham.

Naprawdę? znów był zdumiony syn.

Oczywiście, już ci to mówiłam! rzuciła Wanda z lekkim wyrzutem. Oj, nieuważny z ciebie syn!

Aldona przyglądała się temu dialogowi, nie mówiąc nic.

Od dnia zaślubin Piotra, Wanda znalazła nowe życie: zaczęła chodzić na wszelkie możliwe zajęcia dla seniorów, poza dawnymi koleżankami pojawiły się nowe, które wpadały radośnie w odwiedziny, okupowały kuchnię do nocy, piły herbatę z ciastkami, które same przynosiły po drodze, grały w bingo, a czasem Wanda wychodziła na spacery, albo po prostu oglądała seriale tak wciągnięta, że nawet nie zauważała, kiedy młodzi wracali do domu.

Domowych obowiązków Wanda unikała konsekwentnie, całość pracy w domu spadała na synową i syna. Na początku milczeli i nie narzekali, później Aldona zaczęła spoglądać krzywo, potem zaczęli szeptać między sobą, wreszcie Piotr zaczął głośno wzdychać. Wszystko to nie robiło na Wandzie żadnego wrażenia, dalej prowadziła aktywne jak na swój wiek życie.

Któregoś dnia wróciła do domu bardzo szczęśliwa, podśpiewując pod nosem Szła dzieweczka do laseczka. Weszła do kuchni, gdzie młodzi jedli świeżo ugotowany barszcz i ucieszona oznajmiła:

Kochane dzieci, możecie mi pogratulować! Poznałam cudownego pana i jutro jedziemy razem do sanatorium! Dobrze, prawda?

Dobrze zgodnie odpowiedzieli Piotr i Aldona.

A to poważne? ostrożnie spytał syn, zaniepokojony, że w mieszkaniu pojawi się kolejny domownik.

Jeszcze nie wiem, liczę że po sanatorium się wszystko wyjaśni stwierdziła Wanda, nalała sobie barszczu i ze smakiem zjadła, po czym dolała sobie jeszcze porcję.

Po powrocie z sanatorium Wanda była rozczarowana. Powiedziała, że pan Andrzej jednak nie jest z jej świata i rozstali się, ale dodała zaraz, że jeszcze wszystko przed nią. Kółka, spacery i spotkania trwały dalej.

W końcu, kiedy młodzi kolejny raz wrócili do nieposprzątanego mieszkania, z pustymi garnkami, synowa nie wytrzymała; zatrzasnęła z hukiem pustą lodówkę i zirytowana powiedziała:

Pani Wando! Może zajęłaby się pani też domem? Wszędzie bałagan! W lodówce pusto! Dlaczego wszystko spada na nas, a pani nic nie robi?!

A czemu tacy rozdrażnieni? spytała Wanda szczerze zdziwiona. Jakbyście mieszkali sami, kto by za was sprzątał?

Ale pani tu jest! argumentowała Aldona.

A ja nie jestem tu żadną służącą. Przez lata się nasprzątałam, wystarczy! Poza tym od razu Piotra uprzedziłam, że nie będę gosposią, to był mój warunek. A to, że on cię nie powiadomił, to nie moja wina odparła Wanda.

Myślałem, że żartowałaś powiedział Piotr bezradnie.

Czyli chcecie żyć wygodnie, a ja jeszcze mam sprzątać i gotować? Nie! Powiedziałam, że nie będę i nie zamierzam! Jeśli się wam to nie podoba, można spokojnie się wyprowadzić! rzuciła Wanda, po czym poszła do swojego pokoju.

A następnego ranka, jak gdyby nigdy nic, nucąc Czerwone jabłuszko, ubrała kolorową bluzkę, pomalowała usta czerwoną szminką i pewnym krokiem ruszyła do Pałacu Kultury, gdzie czekał już na nią chór pieśni ludowej…

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

pięć × 4 =

Mamo, wychodzę się żenić! – rzucił radośnie syn. – Bardzo się cieszę – odpowiedziała bez entuzjazmu …