Mamo, to my, twoje dzieci Mamo popatrzyła na nich.
Zofia i Marek całe życie klepali biedę. Kobieta dawno straciła nadzieję na szczęśliwe, dostatnie życie. Kiedyś była młoda i zakochana, wierzyła, że czeka ich lepsza przyszłość. Niestety życie potoczyło się zupełnie inaczej, niż sobie wyobrażała. Marek ciężko pracuje jako magazynier, ale zarabia marne grosze. Do tego Zofia zaszła w ciążę. Urodzili im się trzej synowie, jeden po drugim. Zofia od dawna nie może znaleźć pracy. Pieniędzy z pensji męża ledwo starcza na najpilniejsze potrzeby. Chłopcy szybko rosną, trzeba im kupować ubrania, buty.
Cała wypłata idzie na jedzenie, rachunki i codzienne wydatki. Dwanaście lat takiego życia odcisnęło piętno na ich rodzinie. Marek zaczął sięgać po alkohol. Całą pensję przynosi do domu, ale codziennie wraca pijany. Zofia traci do niego serce przez takie życie. Pewnego dnia Marek wraca do mieszkania na pijaku, z butelką wódki w ręce. Zofia nie wytrzymuje, wyrywa mu flaszkę i sama wypija resztę. Od tego dnia sama zaczyna pić.
Po jakimś czasie poczuła się lepiej. Wydawało jej się, że wszystkie kłopoty znikają. Nawet humor jej się poprawił. Od tamtej pory prawie codziennie czeka, aż mąż przyniesie alkohol. Zaczynają więc pić razem.
Zofia zapomina o swoich dzieciach. Ludzie na wsi z niedowierzaniem patrzą, jak wódka zmienia człowieka. Chłopcy zaczynają chodzić po sąsiadach i prosić o chleb. W końcu jeden z sąsiadów nie wytrzymuje i mówi:
Zosiu, lepiej już oddaj ich do domu dziecka, niż masz patrzeć, jak głodują! Ile możesz pić i nie myśleć o własnych dzieciach?
Te słowa zapadły Zofii głęboko w serce. Długo nie mogła się od nich uwolnić. Myślała, że byłoby łatwiej, gdyby dzieci nie plątały się im pod nogami. W końcu po namyśle Zofia i Marek postanowili oddać dzieci do domu dziecka. Tak trzej bracia trafili do placówki opiekuńczej. Płakali i czekali na rodziców, ale ci nigdy się po nich nie zgłosili. Zofia i Marek całkowicie zapomnieli o swoich synach.
Minęło kilka lat. Gdy każdy z braci osiągnął pełnoletność, wyprowadził się z domu dziecka. Przydzielono im skromne kawalerki. Przynajmniej mieli gdzie mieszkać. Wszyscy znaleźli pracę. Zawsze trzymali się razem. O rodzicach nie rozmawiali, choć w głębi duszy chcieli ich zobaczyć i zapytać dlaczego?.
Pewnego dnia postanowili pojechać razem do rodzinnej wsi. Wyruszyli samochodem pod dawny dom. Po drodze spotkali matkę Zofię, która z trudem szła do domu. Przeszła obok nich nawet na nich nie patrząc.
Mamo, to my, twoje dzieci Mamo
Zofia spojrzała na nich pustym wzrokiem. Po chwili poznała swoich synów.
Zaczęła płakać i błagać o wybaczenie. Ale czy takie rzeczy można wybaczyć? Synowie stali bez słowa, nie wiedząc, co powiedzieć. W końcu jednak zrozumieli, że bez względu na wszystko to ich matka. I wybaczyli jej.



