„Mamo, przebaczam ci wszystko!”

Aniu, kochanie, umieram. Nadszedł czas, żebym ci wszystko wyznała. Bałam się, że nie zostanie mi już wiele. Przebacz, dziecko!

Mamusiu, nie mów tak! Zaraz zawołam pogotowie!

Nie potrzebujemy karetki! Posłuchaj mnie!

Z ciężkim oddechem zaczęła opowiadać: Dawno temu, córeczko, miałam przyjaciółkę, Grażynę. Obie byłyśmy sierotami, dorastałyśmy w domu dziecka, potem razem poszłyśmy do pedagogicznego liceum. Po ukończeniu skierowano nas do szkolek wiejskich.

Zostałyśmy przydzielone w różne miejsca: ja mieszkałam w pustym domku przy szkole, a Grażyna w domu starszych małżonków. Każdy wolny moment spędzałyśmy razem. Chodziłyśmy do wiejskiego klubu na tańce przy akordeonie. Akordeonista był przystojnym chłopakiem. Gdy go zobaczyłam, od razu wiedziałam, że to jedyny, na którego czekałam całe życie. Nazywał się Karol, miał ciemne oczy i uśmiech, który rozgrzewał serce.

Każde weekendy biegaliśmy do klubu. Nie mogłam oderwać oczu od Karola i wsłuchiwałam się w jego ciepły głos. Serce mi słodko przyspieszało, kiedy łapał mnie przelotnym spojrzeniem. Potem zauważyłam, że cały czas patrzy na Grażynę i się do niej uśmiecha, a ona rozkwitała. Zdałam sobie sprawę, że Karol woli skromną, niepozorną Grażynę.

Próbowałam przyciągnąć jego uwagę na wszelkie sposoby, ale on mnie nie zauważał. Wściekłość i zazdrość rosły we mnie. Nienawidziłam przyjaciółki do granic możliwości. Grażyna promieniała szczęściem, nie widząc mojej rozpaczy. Pewnego dnia podbiegła do mnie z szerokim uśmiechem i szepnęła:

Aniu, wkrótce się z Karolem ożeniemy.

Poczułam, że to koniec mojego świata. Zrozpaczona nie jadłam, nie spałam, a w głowie krążyła myśl: Karol musi być tylko mój! Na wszelkie środki sięgnęłam, aż dowiedziałam się o starej zielarce, Pelagii, mieszkającej w sąsiedniej wiosce. Poszłam do niej po pomoc.

Wiem, po co przyszłaś rzekła staruszka.

Pierwsza chwila mnie przerażała, ale myśl o Karolu dodała mi odwagi. Pelagia przygotowała miksturę miłosną, napełniła nią butelkę i podała mi:

Wlej mu do napoju powiedziała.

Próbowałam wrzucić jej pieniądze, ale staruszka wybuchnęła śmiechem:

Nie potrzebuję twoich złotówek. Powiedz mi, czego naprawdę potrzebuję. Idź.

Wieczorem Grażyna i Karol przyszli w odwiedziny. To był idealny moment. Szybko nakryłam stół i podsunęłam mu szklankę z miksturą. Po jej wypiciu Karol zdawał się zmienić. Grażyna wyczuła coś nie tak i zabrała go do domu. Rankiem Karol stał pod moim progiem, wpatrzony w mnie i przekonany, że potrzebuje tylko mnie. Stara zielarka nie okłamała dostałam swojego ukochanego! Wkrótce wzięliśmy ślub i żyliśmy szczęśliwie. Karol nie mógł bez mnie żyć, a ja nie potrafiłam oddychać bez niego. A co z Grażyną?

Przyjaciółka unikała nas, ale i tak musiała się z nami spotykać. Wciąż widzę jej smutną twarz i łzy w oczach. Starsi, u których mieszkała, wymawiali na mnie obraźliwe przydomki i nazywali mnie czarownicą. W całej wsi krążyły plotki, że Grażyna zaszła w ciążę z Karolem i prawie popełniła samobójstwo. Współczułam ją, ale kochałam męża ponad życie.

Pewnego dnia przyszedł do nas dziadek Maciej, właściciel domu, w którym mieszkała Grażyna.

Chodź ze mną kazał.

Po co? spytałam.

Twoja przyjaciółka umiera. Woła cię odpowiedział.

Spojrzał na mnie, a ja milcząco podążyłam za nim. W domu starszych płakało dziecko. Na łóżku leżała Blada Grażyna, ledwo oddychająca. Serce mi pękło, chciałam odejść, lecz wtedy otworzyła oczy i wyszeptała:

Aniu, umieram. Zabierz moją córkę do siebie. Niech jej ojciec, który jest twoim bratem, będzie przy niej wyciągnęła rękę, ale upadła bezsilna.

O, biedna, niech Bóg nas połączy krzyknęli staruszkowie.

Babcia Matylda wykrzyknęła i podniosła mi małą paczuszkę. To byłaś ty, córeczko. Nie chciałam cię brać, ale dziadek ryknął:

Nie oddałbym ci tego dziecka! Ale wola Grażyny musi zostać spełniona. Zabierz dziewczynkę i wróć do domu! Nie zrób jej krzywdy!

Tak właśnie trafiłaś do mnie. Twój ojciec był wściekły, że podjęłam cię za opiekę. Twoje niekończące się płacze drażniły go i mnie. Karol zmienił się, zaczął pić, rzadko wracał do domu. Moje szczęśliwe życie rozpadało się na kawałki. Nie mogłam już dłużej wytrzymać. Nienawidziłam cię, córeczko!

Marzyłam o własnym dziecku, a tu ty spadłaś na moje kolana. Po jakimś czasie odkryłam, że jestem w ciąży. Karol, kiedy się o tym dowiedział, przestał pić i zaczął marzyć o synu. Wydawało się, że szczęście znów zagościło w naszym domu. Tuż przed porodem miałam koszmar stałam na leśnej polanie, a przerażające stworzenie z czarną, gęstą sierścią wyciągało do mnie łapki.

Rozpoznasz mnie? Przyszłam wziąć to, co moje zawołał głos istoty, brzmiący jak Pelagia.

Obudziłam się z krzykiem bólu, a wieczorem urodziłam martwego chłopca. Twój ojciec znów się upił ze smutku i wkrótce zmarł, zamarzł w śniegu. Po nim poszli w górę dziadek Maciej i babcia Matylda. Zostałam sama z tobą na pustej, białej ziemi. Jadwinko, stałaś się sensem mojego grzesznego życia, którego nie potrafiłam już bez ciebie wyobrazić.

Rosłaś i stawałaś się podobna do matki. Ciągle próbowałam ci powiedzieć prawdę i poprosić o wybaczenie, ale nie potrafiłam. Wyszłaś za mąż, urodziłaś wspaniałego wnuka. Nie mam już siły na długie rozmowy, boję się odejść z tym ciężarem na sercu.

Jestem winna śmierć twoich rodziców. Czy wybaczysz mi, kochana? rzekłam drżąc.

Jadwinka poczuła dreszcz. Łzy spłynęły po jej policzkach. Zebrana całą siłę przytuliła mnie, patrząc z nadzieją i prośbą, i szepnęła:

Mamusiu, wybaczam ci.

Zmarłam w nocy, w spokojnym śnie, a na twarzy mojej pozostał uśmiech.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzy × jeden =

„Mamo, przebaczam ci wszystko!”