Mamo, on chce, żebym to dla niego zrobiła Mówi, że wszystkie porządne kobiety to potrafią To znaczy, że ja nie jestem porządna? Naucz mnie Skoro inne umieją, to ja też powinnam
Do dziś nie pojmuję, jak moja siostrzenica znalazła męża i to wszystko dzięki swojej mamie.
Jak jeszcze była mała, moja siostra za nic nie chciała puścić Hani do przedszkola, a gdy została nastolatką, nie mogła wychodzić z domu siedziała jak ta roślinka na oknie. Nawet jak studiowała w Krakowie, matka dbała o to, by przed szóstą była już w domu, jakby po zmroku kto porywał dziewczyny do cyrku. Dziewczyna miała już dwadzieścia lat, a matka o 19:30 dzwoniła z wyrzutem: Czemu cię jeszcze nie ma, Haniu, nie wolno ci się spóźniać! No kabaret, nie życie.
Hania poznała swojego przyszłego męża na drugim roku uniwersytetu. Uczyli się razem w bibliotece, on był o dwa lata starszy, pożyczał jej swoje notatki, pomagał, a zanim się spostrzegł, zakochał się na zabój i zaczął ją nachodzić jakby była pączkiem w tłusty czwartek. I wtedy właśnie Hania zaczęła łamać matczyne zasady z taką bezczelnością, że aż dziw brał.
W końcu wzięła ślub i matka o dziwo pozwoliła jej wreszcie zacząć nowe życie.
A teraz opowiem coś, co mi się wbiło w pamięć jak kotlet schabowy w niedzielę. Siedzę u siostry na kawie, gdy dzwoni Hania, niby zapłakana, niby rozbawiona, ogólnie brzmi, jakby pogryzł ją szczur i jeszcze połaskotał:
Mamo, on mnie prosi, żebym to mu zrobiła Mówi, że wszystkie porządne kobiety to potrafią Czyli ja nie jestem porządna? Naucz mnie Skoro wszystkie umieją, ja też muszę
Jak moja siostra usłyszała te słowa, to aż pobladła i chwyciła oddech jakby zobaczyła rachunek za gaz. Uspokaja Hanię i pyta, co te porządne kobiety takiego potrafią.
No, zupę, mamo odpowiada, a my prawie popłakałyśmy się ze śmiechu.
Nie śmiejcie się ze mnie! Nigdy mnie nie nauczyłyście, jak się gotuje zupę, w internecie przepisy jakieś dziwne, a wychodzi mi breja, co nawet pies nie ruszy!
Więc zaczęłyśmy ją z siostrą instruować krok po kroku: co, kiedy, do czego, z czym, przy okazji dogryzając sobie wesoło.
Wieczorem Hania zadzwoniła, podziękowała, Maćkowi (to jej mąż) bardzo smakowało i, uwaga, powiedział, że jest teraz prawdziwą polską żoną! No, może nie bigos, ale kapuśniak wyszedł jej pierwsza klasa.



