— Mamo, nie wychodź za niego…
— Mamo, Krzysztof zaproponował mi zamieszkanie razem — ostrożnie zaczęła Joanna, gdy tylko skończyły kolację.
— I gdzie będziecie żyć? — zapytała matka, chwilę się zawahawszy.
— Ma swoje mieszkanie. Ojciec kupił mu je, gdy dostał się na studia.
— Nie za szybko? Jeszcze cały rok do końca studiów. A jeśli zajdziesz w ciążę? — Matka zakręciła kran, wytarła ręce ręcznikiem i zwróciła się ku Joannie.
— Rozumiem, że wychowałaś mnie sama. Boisz się, że powtórzę twoje błędy, że zostaniesz zupełnie sama… — Joanna nie była pewna, czy matka jest przeciw, czy nie.
— Jesteś wystarczająco dorosła, by odpowiadać za swoje decyzje. O mnie się nie martw. Mam swojego mężczyznę.
— Domysły miałam. Dlaczego nigdy o nim nie mówiłaś? Nie poznałyśmy się? — spytała zaciekawiona Joanna.
— Nie wiem… — Matka spuściła wzrok. — Bałam się, pewnie. Chodzi o to, że jest ode mnie młodszy. — Podniosła oczy na córkę.
— No i co? Teraz to modne. Więc nie masz nic przeciwko? — Joanna podskoczyła i przytuliła matkę.
Pierwsze dni dzwoniła do matki codziennie, często wpadała wieczorami. Miała klucz do mieszkania, ale teraz dzwoniła do drzwi. Pewnego dnia otworzył jej przystojny młody mężczyzna. Obcisła koszulka uwydatniała muskularną klatkę i ramiona.
— Córeczka przyszła — powiedział, szeroko się uśmiechając.
— Córeczka, ale nie twoja — mruknęła Joanna i weszła do środka.
Matka przygotowywała kolację. Wyglądała młodziej, inaczej się ubierała. Zamiast wygodnych szlafroków nosiła teraz białe getry i różową krótką bluzeczkę.
— Łukasz, zostaw nas na chwilę — poprosiła, gdy wszedł do kuchni.
— Rozumiem. Pogadajcie sobie, dziewczyny — znów się uśmiechnął, błyskając ciemnymi oczami.
— Mamo, on jest od ciebie młodszy o jakieś piętnaście lat. Owszem, świetnie wyglądasz, ale różnica jest widoczna — cicho powiedziała Joanna, gdy drzwi za Łukaszem się zamknęły.
— No i co? Sama mówiłaś, że to teraz modne — uśmiechnęła się matka.
Joanna nie poznawała jej. Zawsze powściągliwa, teraz bez przerwy głupio się uśmiechała. A te oczy, jakby szalone… I ta młodzieżowa moda…
— Już wiem, dlaczego mnie z nim nie poznałaś. Co dalej? Tylko nie mów, że zamierzasz za niego wyjść… — powiedziała zdezorientowana.
— A gdyby nawet? Masz coś przeciwko?
Joanna otworzyła usta, ale matka ją wyprzedziła.
— Jeszcze o tym nie rozmawialiśmy. Nigdy wcześniej nie czułam czegoś takiego. Jakbym miała skrzydła u ramion. Jestem taka szczęśliwa! — Matka uśmiechnęła się zawstydzona. — A ty? Nie kłócicie się z Krzysztofem?
— Nie kłócimy się. Mamo, muszę już iść, bo pewnie się martwi.
Joanna wróciła do domu zła. Czuła się jak intruz w mieszkaniu matki.
— Co się stało? — zapytał Krzysztof, gdy weszła.
— Wyobraź sobie, mama się zakochała — powiedziała, zdejmując kurtkę.
— No i? Jest jeszcze młoda. Albo on jest zbyt stary? Brzydki? Były więzień? Nie rozumiem, o co ci chodzi. Widzę, że nie jest sama, to dobrze — wzruszył ramionami.
Joanna spojrzała na niego jak na zdrajcę.
— Łukasz ma prawie twój wiek. Wygląda jak hollywoodzki aktor. Z nią wszystko jasne — młody, przystojny. A on? On tylko ją wykorzystuje. Nie wierzę, że może ją kochać.
— Miłość jest ślepa… A może po prostu zazdrościsz? Albo on ci się podoba? Uważaj, jestem zazdrosny. Wyzwę go na pojedynek i zabiję — zażartował.
Joanna przewróciła oczami.
— Zawsze te głupie żarty. Nie zazdroszczę. Po prostu nie rozumiem, czego on chce od dojrzałej kobiety. Wokół pełno młodych dziewczyn, może wybierać.
— Może kocha twoją matkę? Albo chce się wkraść w łaski i okraść was — ciągnął swoje żarty.
— Nie mamy majątku. Złoto to cienka łaJoanna uśmiechnęła się, widząc, jak matka, trzymając się pod rękę z sąsiadem, łapie bukiet ślubny, a w jej oczach znów pojawia się to samo, dawno zapomniane światło – tym razem prawdziwe i spokojne.



