Mamo, jeśli będziesz przeszkadzać, odejdę na zawsze.

**Dziennik osobisty**

Dziś obudziłam się wcześniej niż zwykle – to mój urodzinowy dzień. Wzięłam się od razu do roboty: ugotowałam warzywa na sałatki, zamarynowałam mięso, obrałam ziemniaki, a potem pobiegłam do fryzjera. Gdy wróciłam, od razu wskoczyłam w gotowanie.

„Wszystkiego najlepszego, mamo! Wyglądasz przepięknie. W twoim dowodzie na pewno podali zły rok – musisz być młodsza o jakieś dziesięć lat” – powiedział Jakub, ledwo obudzony, w samych bokserkach, i pocałował mnie w policzek.

„Ogarnij się i pomóż mi. Boję się, że sama nie zdążę” – odparłam.

„Jasne, zaraz będę” – mruknął, ale w połowie drogi do łazienki zatrzymał się. – Może zadzwonimy do Weroniki? Ona lepiej ogarnia gotowanie.

„Dobry pomysł. Niech przyjdzie i pomoże” – zgodziłam się.

Gdy Jakub wrócił na kuchnię – już ogolony, w czystym ubraniu i pachnący wodą po goleniu – Weronika kroiła warzywa, a ja przecierałam kieliszki.

„Jak wam ładnie razem” – powiedział Jakub, sięgając po plasterek ogórka z deski. Dziewczyna odwróciła się, nastawiając usta do pocałunku, ale on nie skorzystał z okazji. Zauważyłam to. „Wstydzi się przy mnie” – pomyślałam.

„Jakubie, rozłóż stół w pokoju i nakryj obrusem. Jest na górnej półce w szafie” – poprosiłam, żeby rozładować atmosferę.

„Tak jest!” – odparł żartobliwie, a mokry kosmyk włosów opadł mu na czoło. Strząsnął go nerwowym ruchem głowy.

„Dorosły, a zachowuje się jak dziecko” – uśmiechnęłam się pod nosem.

„Mamo, ilu gości będzie?” – krzyknął z pokoju.

„Razem z nami dziewięć” – odpowiedziałam po chwili namysłu.

Wychowywałam go sama, a i tak wyrósł na przystojniaka. Zawsze marzyłam o dużej, zżytej rodzinie. Ojciec odszedł wcześnie, a mój mąż zostawił nas, gdy Jakub miał trzy lata. Swojego życia już nie ułożyłam, ale może syn w końcu się ożeni? Dwadzieścia sześć lat – najwyższy czas. I Weronika mi się podoba, porządna, skromna dziewczyna z dobrego domu. Jak Bóg da, będą ślub, wnuki… Uśmiechnęłam się na tę myśl.

Mięso w piekarniku było już prawie gotowe. Czas na ziemniaki.

„Weroniko, pamiętaj o chlebie…” – przerwał mi dzwonek do drzwi.

Rzuciłam okiem na stół, sprawdziłam w lustrze, czy fryzura się nie rozpadła, zdjęłam fartuch i otworzyłam.

Goście powoli się zbierali. Na stoliku pod oknem już stały bukiety róż, a wokół unosił się słodki zapach. Obok leżały kolorowe paczki i torby z prezentami.

Jakub znał wszystkich: moją przyjaciółkę z dzieciństwa z mężem, szefową księgowości z pracy (bez męża, bo takowego nie posiadała), jeszcze jedną koleżankę z biura też z mężem. Goście gromadzili się przy stole, rozmawiając i zerkając na zastawę, czekając niecierpliwie na dania.

Ale ja zwlekałam. Jakub pewnie zauważył – czekam na kogoś jeszcze. Kogo?

„Tak się już najadłam śliną, że zaraz się udławię” – poskarżyła się Weronika.

„Wytrzymaj, mama na kogoś czeka” – Jakub ścisnął jej dłoń.

Wreszcie zadzwonił dzwonek. Z ulgą pobiegłam otworzyć. Po chwili weszłam do pokoju, obejmując w pasie piękną młodą kobietę.

„Poznajcie Maję, moją dawną sąsiadkę. Gdy ja byłam w liceum, ona dopiero zaczynała podstawówkę. Jej mama prosiła, żebym na nią uważała. A teraz taka piękność, że nie poznałam!”

„Ja cię od razu zauważyłam, prawie się nie zmieniłaś” – powiedziała Maja głosem czystym jak dzwoneczek. Jakub pewnie pomyślał, że pewnie śpiewa.

Prosta, szara sukienka podkreślała jej smukłą sylwetkę. Jasne, falujące włosy opadały na ramiona. Miała przyjazną, uśmiechniętą twarz.

„No więc, drodzy goście, proszę do stołu!” – oznajmiłam.

Wszyscy ruszyli do krzeseł, zastanawiając się, od czego zacząć.

Jakub usiadł naprzeciwko moich koleżanek z pracy, obok Weroniki, a po drugiej stronie miała miejsce Maja. Pachniała delikatnymi, drogimi perfumami. Mężczyźni patrzyli na nią z zaciekawieniem, kobiety – z lekką nieufnością.

Jakub sięgnął po butelkę wina i spojrzał pytająco na Maję. Ich twarze znalazły się tak blisko, że dostrzegł złote iskierki w jej tęczówkach. Skinęła głową z uśmiechem.

„Ile ona ma lat? Wygląda na trochę starszą ode mnie…” – próbował obliczyć, ale Weronika oderwała go od myśli. Jeden z gości wzniósł toast. Jakub nawet nie słuchał – myślami był przy Mai. Jej zapach, bliskość… Nie czekając na koniec toastu, trącił się z nią kieliszkiem.

„A ze mną?” – obraziła się Weronika.

Jakub niechętnie się odwrócił. Dziewczyna próbowała złapać jego wzrok, ale on patrzył w bok. – „Co ci podać? Olivię czy tamten sałat? Mama mówiła, że pyszny.”

„Mi wszystko jedno” – odparł i jednym haustem opróżnił kieliszek.

„Nie spodziewałam się, że Lena ma takiego dorosłego syna. Studiujesz czy pracujesz?” – spytała cicho Maja, pochylając się ku niemu.

„Skończyłem studia trzy lata temu, pracuję.”

„O! Nic dziwnego, z taką mamą.”

Rozmawiali, pochyleni ku sobie, by lepiej słyszeć. Za każdym razem, gdy ich ramiona się stykały, Jakub czuł gorącą falę, która wypełniała go zachwytem i pożądaniem. Celowo wysuwał łokieć, by znów poczuć jej dotyk. Ale ku jego rozczarowaniu Maja odsunęła się nieco.

Weronika o coś go pytała. Odwrócił się z irytacją. Po kilku toastach i kieliszkach wina poczuł przyjemną lekkość w głowie.

„Jakubie, puść muzykę, potańczymy” – poprosiłam.

Wcześniej ustaliliśmy playlistę. Kilka chwil później z głośników popłynęły rytmiczne przeboje z lat 90. Kobiety przesiadły się na kanapę, mężczyźni wyszli na papierosa. Zaczęłam zbierać talerze, by „Z czasem, gdy Maja i Jakub pokazywali mi zdjęcia z wakacji w Zakopanem, a moja wnuczka biegała po mieszkaniu z radosnym śmiechem, zrozumiałam, że czasem szczęście przychodzi zupełnie nieoczekiwanie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

19 + 9 =

Mamo, jeśli będziesz przeszkadzać, odejdę na zawsze.