Mamo, dobrze się bawiłyście na naszej działce, a teraz wracajcie do siebie!” – synowa wyprosiła teściową ze swojego ogródka

Mamo, zabawiliście się już na naszej działce i wynoście się z powrotem synowa wyrzuciła teściową ze swojego kawałka ziemi.

Jadwiga wciąż nie mogła uwierzyć w to, co się działo. Czyżby w końcu mieli własną działkę! Marzyli o tym całe dziesięć lat, ale życie ciągle rzucało im kłody pod nogi: raz kredyt, raz dzieci i ich nauka, a potem kolejny kryzys A teraz spojrzeli na swoje konta i postanowili: czas działać teraz albo nigdy.

Jej mąż Wojciech pracował w firmie ubezpieczeniowej, nic nadzwyczajnego, a Jadwiga była masażystką dziecięcą. Zarabiała nieźle, ale do domu za miastem było jeszcze daleko. Jednak los zrządził, że niemal jednocześnie odeszły jej babcia i babcia Wojtka. Każda zostawiła w spadku mieszkanie w prowincjonalnych miasteczkach.

Po długich rozmowach para zdecydowała się sprzedać oba mieszkania, dodać oszczędności i spełnić swoje marzenie kupić kawałek ziemi.

Oferta znalazła się szybko. Zimą mało kto spieszy się pozbyć nieruchomości, wszyscy wolą czekać na sezon letni. Ale Wojtek był nieugięty.

Później się rozmyślimy, znajdziemy milion wymówek i zostaniemy bez działki mruczał.

Jadwiga była całkowicie zgodna. Wszystko układało się idealnie!

Działka okazała się wymarzona. Prąd, gaz, kanalizacja wszystko już było podłączone. Pozostało tylko postawić mały domek, choćby na lato.

Postanowiono, że wraz z nadejściem cieplejszych dni Wojciech weźmie urlop i wraz z przyjacielem Krzysztofem zabierze się za budowę.

Pracowali zgodnie, bez zbędnych przerw i wolnych dni. Już po miesiącu młoda rodzina świętowała nowe lokum.

Co prawda spać było gdzieś trudno na podłodze rozłożono dmuchane materace i przywieziono z miasta ciepłe koce. Ale najważniejsze, że w domu była kuchenka i bieżąca woda. Resztę można było dokończyć później.

No cóż, Wojciechu, moje gratulacje! wzniósł toast Krzysztof.

Mężczyźni wychylili kieliszki, wzięli po kawałku kiełbasy z grilla, obficie posypanej cebulą i polanej keczupem, i zakąsili.

Kto by pomyślał, że wszystko ułoży się tak szybko! zachwycona powiedziała Jadwiga. Jeszcze przy wigilijnym stole nawet nie marzyłam o własnej działce, a teraz proszę! wskazała na domek.

Mimo że zapadał zmrok, towarzystwo nie spieszyło się do środka i kontynuowało improwizowany piknik na świeżym powietrzu.

Halo, synku, jak tam u was? miękkim głosem zapytała Irena Stanisławowa.

A jeśli była tak miła przez telefon, to na pewno coś knuła.

Mamo, wszystko wspaniale! radośnie zaczął Wojciech.

Wiem. Wnuki mówiły, że kupiliście działkę?

Tak jest! Nie byle jaką, tylko prawdziwą rezydencję! dumnie oświadczył Wojciech.

Oj, no co ty nie powiesz zaśmiała się teatralnie teściowa, ale głos nagle zrobił się cichszy. No cóż, brawo

Mamo, a u ciebie jak? otrząsnął się Wojtek.

Oj, jakie tam sprawy w moim wieku Lekarze mówią, że potrzeba mi spokoju, ciszy, zero stresu. Może wtedy organizm się zregeneruje Ale gdzie takie miejsce znaleźć? Sanatoria drogie, mnie nie stać ciągnęła znacząco.

Mamo, przyjedź do nas! z entuzjazmem zaproponował syn.

No co ty, synku! Jakby wam tam bez mnie było nudno! A Jadzia będzie przeciwna zaczęła się wymigiwać Irena Stanisławowa.

Mamo, przestań. Przyjeżdżaj i już!

No dobrze, Wojtku, przyjadę, skoro tak nalegasz. Napoleonka upiekę, twoją ulubioną, mamine ciasto.

Gdy Wojciech powiedział żonie o rychłym przyjeździe matki, ta nie była zachwycona.

Czyli mamy działkę, a lekarze nagle zalecili jej odpoczynek na łonie natury? sarkastycznie spytała Jadwiga.

No tak krótko odparł Wojtek.

Wcale nie podejrzane, co?

Nie, ona ma ciśnienie.

Wojtek, nie zrozumiałeś. Ona nie jedzie zdrowie poprawiać, tylko nową działkę obejrzeć!

Przestań. No to popatrzy, pobędzie tydzień i wróci.

Zapomniałeś, co się stało przy jej ostatniej wizycie?

Wojtek naprawdę zapomniał, ale Jadwiga pamiętała doskonale. Irena Stanisławowa zrobiła wtedy wszystko, by zrujnować ich małżeństwo: rozpuszczała plotki, próbowała ich poróżnić, sugerowała, że starszy syn nie jest z tej samej gliny. Nie gardziła też drobnymi podłościami: raz zupa przesolona, raz zamiast cukru pudru wsypała sodę. Jadwiga wtedy nie wytrzymała i odesłała teściową pierwszym możliwym pociągiem.

Nie miała wątpliwości, że tym razem Irena Stanisławowa znów urządzi im niezły cyrk. Ale nie chciała nastawiać Wojtka przeciw matce. Może jednak tym razem się uda?

Oj, jak tu u was pięknie, dzieci! Prawdziwy rajski zakątek! Powietrze, drzewa, ten uroczy domeczek wychwalała Irena Stanisławowa nowy kawałek ziemi. To pewnie Jadziunia wymyśliła! Taka z niej mądrala! Trzymaj się jej, Wojtek, taką żonę to ze świecą szukać!

Coś nowego, Ireno Stanisławowo, skąd ta zmiana? zdziwiła się Jadwiga.

A ty zawsze byłaś moją ulubienicą. Syn oczywiście gapa, ale synowa złota. Bywały trudności, ale je pokonaliśmy. Kto przeszłości nie pamięta

Czyli ja jestem gapa? roześmiał się Wojciech.

Tak, ale ukochany uśmiechnęła się Irena Stanisławowa. A co, na kolację dzisiaj?

U nas codziennie kiełbasa z grilla! z uśmiechem odparła Jadwiga. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko? Po prostu nie możemy się nacieszyć gotowaniem na powietrzu.

Zjem z przyjemnością. Ostatni raz jadłam kiełbasę z grilla w Krynicy. Wojtek chodził jeszcze do szkoły. Wyobrażasz sobie, jak dawno to było?

No to, Wojtek, zajmij się rusztem. A ja tymczasem po mięso do lodówki.

Mogę z tobą? Chcę jeszcze raz rzucić okiem na dom.

Oczywiście, proszę! skinęła głową teściowej.

Tym razem Irena Stanisławowa wyraźnie się zmieniła. Była wesoła, żartowała i szczególnie ciepło zwracała się do Jadwigi. Ta pomyśla

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewięć + 20 =

Mamo, dobrze się bawiłyście na naszej działce, a teraz wracajcie do siebie!” – synowa wyprosiła teściową ze swojego ogródka