Mama dla Alonki.

Słuchaj, kochana, chciałam Ci opowiedzieć historię o Jagodzie i jej mamie, tak po naszemu, żebyś poczuła klimat.

Jagoda dorastała przy jedynej matce Helenie Zielińskiej. Od kiedy pamięta, czuła, że nie jest kochana. To nie dlatego, że została ukarana albo była głodna zawsze miała pełny brzuch i ładne ubrania, a wymarzone zabawki i tak trafiały do niej w prezencie. Ale chłód w spojrzeniu mamy był wyczuwalny jak lodowaty wiatr nad Bałtykiem. To raniło i przygniatało serce.

Jagoda była bajecznie wrażliwym i towarzyskim dzieckiem. W przedszkolu i w domu całymi dniami próbowała przyciągnąć uwagę matki przytulić się, pocałować, przytulić do niej ręce. Helenka jednak z obojętnością odsuwała dziewczynkę na bok i zajmowała się swoimi sprawami. Nie było żadnych uścisków ani buziaków od mamy, po prostu cisza.

Wśród sąsiadów i w szkole rodzina cieszyła się dobrą opinią. Helenka regularnie jeździła na zebrania, dbała o zdrowie Jagody, zabierała ją nad morze do Sopotu, a nawet wybrała się z nią do cyrku w Łodzi. Wszystko to jednak wyglądało na obowiązek, bez serca, bez uśmiechu. Jagoda szalała, żeby zasłużyć na pochwałę uczyła się najpilniej, zachowywała się wzorowo. Ale pochwały nie przychodziły od matki.

W dzieciństwie dziewczynka myślała, że tak to już jest, że wszyscy są tacy. Kiedy dorastała, widziała jednak rówieśników, których kochano, przytulali, karcili i naprawdę reagowali na ich potrzeby. Zaczęła szukać przyczyny i wydawało się, że znalazła.

Ojca znała ledwie. W pamięci pozostał wysoki mężczyzna z dużymi rękami i ciepłym uśmiechem Andrzej Zieliński. Raz razem wzbijał Jagodę w niebo, kręcił ją w kółko i oboje się śmiali. Wyglądają tak podobnie, że w jej pokoju pod materacem od lat leży poobijane zdjęcie Andrzeja z rocznym dzieckiem na rękach. Z każdym rokiem Jagoda stawała się coraz bardziej mu podobna. Może mama jest po prostu bardzo zła na tatę myślała dziewczyna. Patrzy na mnie i się czuje.

Helenka rzeczywiście patrzyła na Jagodę długim, milczącym spojrzeniem, nie mówiąc nic. Andrzej odszedł, gdy Jagoda miała trzy lata, a od tego czasu jedyne, co przypominało o nim, to alimenty dowód, że mężczyzna gdzieś żyje i pracuje, choć o córce nie myśli. Jagoda już dawno mu wybaczyła.

Niewytłumaczalnie uratowała żal w stronę matki. Zewnętrznie przyjęła to chłodne traktowanie, ale w sercu żal rosł, tworząc lodowy klocek, który przyciskał serce i mroził je.

***

Przyszedł dzień ostatniej dzwonki. Jagoda w koronkowej białej fartuszku szukała wzroku mamy, ale Helena, po krótkim przybyciu i podziękowaniu dyrektora za wzorową córkę, zniknęła w tłumie. Dziewczyna patrzyła z zazdrością, jak inni dostają przytulenia od rodziców, robią pamiątkowe zdjęcia i ledwie powstrzymywała łzy.

Następnie nadszedł moment rekrutacji na studia. Jagoda była dumna przy tak wysokiej konkurencji dostała się na bezpłatne studia, co wydawało się niemożliwe. Mama przyjęła tę wiadomość spokojnie, bez uśmiechu, bez choćby cień dumy. Zapytała tylko, czy jest akademik i gdzie Jagoda będzie mieszkać.

Po zebraniu sił spakowała rzeczy, pojechała najpierw do przyjaciółki, a potem wywalczyła miejsce w akademiku.

***

Lata minęły, a relacja między Jagodą a Heleną praktycznie zamarła, co zdziwiło męża i teściową Martę Kowalską, która stała się dla Jagody prawdziwym domem i rodziną. Żona własna nie przyjechała na ślub, tylko przelała porządną sumę pieniędzy i wysłała suchą kartkę z gratulacjami.

Marta uczyła Jagodę domowych sztuczek, a także miłości wieczorami siedziały przy herbacie w kuchni, rozmawiając o wszystkim. Potrafiła prosto podejść, objąć, poczuć szczerą troskę. Po miesiącu od ślubu Jagoda zaczęła nazywać ją mamą.

Biologiczna matka wydawała się po prostu zniknąć i była tym szczęśliwa, wreszcie mając ciszę i samotność. Nigdy nie dzwoniła pierwsza, nie przyjechała na wypis po porodzie, a nawet nie otwierała zdjęć małego, które regularnie wysyłała młoda matka. Jagoda milczała, ale nocą płakała w wannie. Marta widziała to, widziała spuchnięte oczy synowej, jej opuchniętą od łez twarz i ciężko wzdychała…

Kiedy Jagoda z synkiem i małym wnuczkiem pojechali złożyć życzenia matce na urodziny, a Helenka, przyjmując prezent, suchą ręką podziękowała i zamknęła drzwi na progu przed własnym wnuczkiem, Marta, kobieta o wielkim sercu, postanowiła przywrócić sprawiedliwość. Pojechała więc do teściowej, z zamiarem porozmawiania, co by nie było.

Tam w końcu wyszło na jaw, co naprawdę się stało…

***

Ojciec Jagody, Andrzej, ruszył w czarne sprawy praktycznie od razu po ślubie. Młoda żona nie chciała niszczyć rodziny, więc choć przez kilka miesięcy zniknął na głęboki wypoczynek, wrócił z dzieckiem w ramionach. Jedna z kochanek nie wytrzymała porodu, a on, jako ojciec, przywiózł to dziecko do domu żony.

Co to oznaczało dla Heleny? Trudno to ująć słowami. Wychowywać dziecko z cudzej miłości i męża, którego kochała, było niewyobrażalnie trudne. Spróbowała kochać to dziecko z całego serca, prawie się udało, ale mąż ostatecznie zniknął, zostawiając po sobie jedynie niepotrzebną córkę. Co zrobić z tym maleństwem? Oddać do domu dziecka, czy próbować własnego życia? Obawiała się osądów, więc poświęciła się Jagodzie, rezygnując z własnych planów.

Całe życie próbowała kochać dziewczynkę, ale patrząc na jej twarz, tak podobną do zdradzieckiego męża, wiedziała, że kocha wciąż tego mężczyznę, a Jagoda jest jedynie smutną jego kopią…

***

Kiedy Marta wróciła do domu, Jagoda i maluch już spali, wtuleni w szerokie rodzinne łóżko. Mąż był w delegacji, a dziecko z radością przeniosło się do rodzicielskiego łóżka. Marta usiadła cicho na brzegu i patrzyła na tych bliskich. Przykryła wnuka kocem, delikatnie poprawiła rozwichrzone włosy synowej…

Jak jej wszystko opowiedzieć? Czy powinna w ogóle mówić prawdę? Jagoda poczuła dotyk obcych dłoni, otworzyła przymglone oczy i spojrzała na kobietę.

Śpij, kochana, śpij, córeczko szepnęła Marta, pocałowała Jagodę w czoło i cicho wyszła, zamykając za sobą drzwi.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwadzieścia + pięć =

Mama dla Alonki.