Zosia budzi się z radosnym uśmiechem na twarzy. Obok niej przysypia Kacper, którego oddech przytula się do jej karku, i znów się uśmiecha. Na ich wymarzoną podróż poślubną już odłożono pieniądze wczoraj opowiadała Kacprowi o tym, a on słuchał pół godziny, chwaląc ją i twierdząc, że nie popełnił błędu, wybierając ją.
Jeszcze kilka tygodni temu Zosia wahała się, czy podjęła właściwą decyzję. Kacper przedstawił ją swojej rodzinie, a ona poczuła, że nie do końca przystaje jej do tych obcych ludzi. Decydującym momentem okazało się, że jest bogatą panną młodą, a jej małżonkiem jest mały, stary Fiat 126p, który zostawiła po babci. To właśnie w tym domu mieszkają Zosia i Kacper.
Jedna z pokoi jest zamknięta na klucz pokój babci. Zosia zostawiła tam wszystko, co pamięta z babciowego życia: stary komod, kołyszące krzesełko, biurko i półki pełne kolorowych kulek włóczki. Po weselu pokój będzie wyglądał inaczej, ale teraz wszystko pozostaje tak, jak było.
Wieczorami Zosia wchodzi tam, siada w kołyszące krzesełko, włącza stary kinkiet i zamyśla się. Kacper nie lubi jej tych chwil, nazywa je kaprysem i melancholią, ale nie potrafi jej powstrzymać. Nie wchodzi do pokoju i narzeka, że tak dużo miejsca idzie na marne.
W jej rodzinie Zosia jest najstarsza. Rodzice szybko zorientowali się, że może pełnić rolę niani, i wkrótce przerzucili opiekę nad młodszą siostrą i bratem na jej cienkie barki. Ciągle ją krytykowali nieposprzątała, nieumyła, źle ubrała Siostra i brat przyzwyczaili się, że Zosia zawsze jest w błędzie, i wykorzystywali to. Dlatego po ukończeniu szkoły Zosia spakowała skromne rzeczy i wyprowadziła się do babci.
Babcia kochała Zosię, nazywała ją słoneczkiem, piekła domowe bułeczki i uczyła, jak żyć po Bożemu. Zosia wylega się spod ciepłego koca i biegnie do kuchni, by zrobić twarogowe placuszki na śniadanie. Właśnie wtedy, przeciągając się i ziewając, wchodzi Kacper, siada przy stole, podsuwa talerz gorących placuszków i z zadowoleniem maczając je w gęstej śmietanie, zaczyna:
Słuchaj, Zosiu mówi po zjedzeniu piątego placuszka pomyślałem, że ta podróż poślubna to niepotrzebny wydatek. Lepiej kupmy za te pieniądze samochód! Trochę brakuje, ale kredyt da się wziąć, na pewno się uda.
Zosia patrzy zdziwiona na lśniące od śmietany oblicze Kacpra, nie odpowiada, bo słyszy, jak w zamku drzwi od klucza się odwraca. Zanim zdąży się przestraszyć, w przedpokoju wpadła mała horda przyszła teściowa, jej córka i najmłodszy syn, osiemnastoletni chłopiec, plus góra trzech walizek i jednej torby.
No witaj, panna młoda, przyjmij gości! wita z progu Helena zdecydowaliśmy się od razu przyjechać po rozmowie wczoraj z Kacprem i nie zwlekać.
Zosia ponownie spogląda na Kacpra, który gorączkowo wyciąga walizki z przedpokoju i przenosi je pod drzwi babciowego pokoju.
Zosia, otwórz drzwi mówi Kacper. Musimy jeszcze trochę posprzątać, krzesełko przeniesiemy na balkon, przykryjemy folią, nic mu się nie stanie, a resztę mebli zostawimy, Vitek się nie znudzi. Tylko te stare kulki włóczki gdzieś wyrzuć, niech nie leżą.
Co masz na myśli, że Vitek się nie znudzi? Dlaczego mam coś wyrzucać? I skąd Helena ma klucze do mieszkania? szepcze Zosia prawie niesłyszalnie, powoli rozumiejąc sens porannej rodzinnej wizyty.
A jakże nie wtrąca się teściowa. Żyjecie, dzięki Bogu, dobrze. Ślub za dwa tygodnie. Kupujecie samochód, mówił wczoraj Kacper. A w pokoju jest jeszcze miejsce? Gdy nie będziecie mieli dzieci, Vitek tam zamieszka, bo od nas do uczelni jest to daleko, a do was zaledwie pięć minut.
Czyż nie przyjmiemy mojego brata na jakiś czas? Ten stary grat już dawno trzeba wyrzucić, planowaliśmy w tym pokoju dziecięcą zabawę śmieje się Kacper, pokazując swoją męską zręczność.
A samochód już wybrałam, wtrąca się energiczna Agnieszka, siostra Kacpra. Mam znajomego, który sprzedaje super auto, weźmy kredyt, dołączmy to, a wy wyruszycie po morze. Taka okazja się nie powtórzy!
Dobrze, Zosiu, poszukaj kluczy do pokoju, a ja podzielę się placuszkami mówi Kacper, opuszczając korytarz i idąc z Zosią do kuchni. Mamy placuszki na śniadanie, które rozsmakują wszystkie podniebienia!
Zosia wchodzi do pokoju, siada na przypadkowo złożonym przez Kacpra kanapie i rozmyśla Brak śniadania jest oczywisty. Nieznośna rodzina wkrótce wyczerpie lodówkę i musi znowu nosić torby z zakupów. Nie będzie pomocy od Kacpra od kiedy wprowadził się, od razu zadeklarował, że będą żyć z Zosiowej pensji, a on sam będzie odkładał na powiększenie mieszkania.
Czy naprawdę chcesz spędzić całe życie w starej Khruszczowie na obrzeżach miasta? tłumaczy Kacper. Zosia nie protestuje, tym bardziej że za pół roku planowany jest ślub.
Teraz nowe niespodzianki. Okazuje się, że Kacper już zdobył klucze do jej mieszkania i postanowili, że Vitek u nich będzie mieszkał. Dlaczego ma tak długo wytrzymać w domu nieznajomego chłopaka? Ostatnią kroplą była słynna maszyna
Zosia od dawna marzy o morzu. Dzieciństwo spędziła, gdy rodzice jedli dwa razy nad Bałtykiem, ale nigdy nie mogła pojechać. Postanawia, że jej podróż poślubna będzie niezapomniana: Morze, Grecja, dobry hotel, wycieczka na Sycylię, starożytne świątynie, cierpkie greckie wino na tarasie, pokój z oknami na morze.
Zosia wybucha płaczem, cicho, jak małe dziecko. Babcia pojawia się w jej pamięci, siedząc w ukochanym fotelu, dobre oczy patrzą na płaczącą wnuczkę.
Nic nie szkodzi, mój skowronku, nic Pamiętaj, małżeństwo to nie katastrofa, tylko nie pozwól, by stało się zgubą. Szukaj tego, kto kocha, a kochający dba o ciebie. Tego szukaj i nie pomylisz się!
Decyzja zapada szybko. Z kuchni dobiegają wesołe głosy krewnych, którzy nie zostali rodziną, i mężczyzny, który nie stał się jej mężem. Najpierw dzwoni do pracy, prosząc o urlop dwa tygodnie wcześniej. Potem dzwoni do Martyny, swojej koleżanki z uczelni, opisuje sytuację i prosi, by pilnowała mieszkania, żeby krewni nic nie zrobili w prawym gniewie. Martyna mieszka dwa bloki dalej i od razu się zgadza.
Nie martw się, szybko je przytłumimy! mówi.
Po uporządkowaniu mieszkania Zosia dzwoni do biura podróży, które wczoraj wybrała, by zarezerwować wyjazd poślubny. Szybko podpowiadają gorącą ofertę, walizka już spakowana. Zosia tak długo marzyła o morzu, że zebrała wszystkie rzeczy wcześniej, nie czekając na ślub.
Po piętnastu minutach wychodzi z mieszkania, cicho zamykając drzwi i zostawiając notatkę: Ślub odwołany. Klucze daję Martynie. Sam kup samochód. Nie jestem już twoja Zosia.
Wjeżdżając na lotnisko, wyciąga nieustannie wibrujący telefon, pełen nieodebranych połączeń i histerycznych wiadomości: Co ty sobie wyobrażasz?! i wyłącza go znowu.
Tak! Zwariowałam! rozbrzmiewa w jej wnętrzu odgłos z dzieciństwa. Co za niedogodność!
W głębi wspomnień uśmiecha się do niej babcia swoim dobrym spojrzeniem.



