Mam już serdecznie dość weekendowych najazdów rodziny mojego szwagra! Cała ich piątka regularnie wpa…

Nie mam już siły znosić tych waszych weekendowych najazdów!

Może natknęliście się kiedyś na taką osobę, która jest święcie przekonana, że wszechświat kręci się wyłącznie wokół niej i nawet przez myśl jej nie przejdzie, że ktoś inny może mieć własne plany. W moim życiu jest dokładnie taki przypadek: mój szwagier, jego żona, ich dwie córki, a do tego jeszcze brat żony, regularnie, bez żadnego uprzedzenia, przyjeżdżają do nas na cały weekend do Warszawy. Pakują cały swój dobytek i pojawiają się zawsze z myślą o nocowaniu. Ani razu nie zapytali, czy nam w ogóle pasuje ich obecność.

Trwa to już bez mała rok i jestem psychicznie wykończona tą sytuacją. Lubię gości, ale wszystko ma swoje granice a ja nie mam możliwości załatwić własnych spraw czy po prostu odpocząć w ciszy po uciążliwym tygodniu pracy w biurze.

Zamiast regenerować siły, cały weekend siedzę w kuchni, pichcę, prowadzę rozmowy na siłę, rozkładam dla nich pościel, a potem po ich wyjeździe mam do uprania stertę prześcieradeł. Za każdym razem zadawałam sobie pytanie, czy naprawdę tego nie widzą, jak bardzo są nietaktowni. Przecież to, że łączą nas rodzinne więzy, nie daje im prawa bez zapowiedzi wkraczać w nasze życie. Może gdyby takie odwiedziny zdarzały się sporadycznie, podeszłabym do sprawy inaczej, ale oni wpadają do nas trzy, czasem nawet cztery razy w miesiącu.

My z mężem nigdy nie robimy podobnych najazdów na innych a może powinniśmy chociaż raz zrobić im to samo, by się przekonali, jak się wtedy człowiek czuje? Prosiłam męża, żeby z nimi porozmawiał, ale on nie potrafi zawsze boi się, że kogoś uraża. Może tak mu wygodnie? Kiedy zrzucił całą sprawę na mnie, postanowiłam działać sama.

Najpierw przestałam na weekend gotować. Goście musieli dojadać resztki z tygodnia a jeśli czegoś zabrakło, uprzejmie informowałam, że kuchnia jest otwarta, niech gotują sobie sami. Mnie naprawdę wystarczy herbata. Ich zaskoczone miny, gdy zorientowali się, że obiadu nie będzie bezcenne. W końcu ktoś zaryzykował pytanie: „A dziś nie będzie obiadu?”. Odpowiedziałam spokojnie, że niestety dziś nie przewidziałam posiłku jeśli są głodni, mogą sami sobie coś przyrządzić. Nikt się nie domyślił, że to sygnał: dosyć!

Przestałam też pucować każde kąty przed ich przyjazdem. Kiedyś żona szwagra zaczęła narzekać, że białe skarpetki jej córki poszarzały od mojego kurzu. Odpowiedziałam ze śmiechem, że szczotka i mop są w łazience, jeśli coś jej nie odpowiada, niech śmiało działa. Od tej pory temat czystości się już nie pojawił.

Co najważniejsze przestałam się podporządkowywać. Przestałam zmieniać plany, bo akurat ktoś wpadł z wizytą. Po całym dniu pracy zasługuję, by mieć swoje życie: wyjść z koleżankami na kawę do Złotych Tarasów, pójść z psem na spacer po Łazienkach, czy po prostu poczytać w ciszy książkę. Witałam gości, posiedziałam z nimi godzinę, a potem przepraszałam i wychodziłam załatwić swoje sprawy. Jeśli mąż chciał ich zabawiać, proszę bardzo.

A gdy nie miałam żadnych planów, celowo zaczynałam akurat wtedy myć okna, odkurzać, pucować łazienkę, by jak najmniej uczestniczyć w rodzinnych pogaduszkach.

Po kolejnym takim weekendzie szwagier rzucił do męża z wymuszonym uśmiechem: Chyba czas nam się już skończył, co? No, przynajmniej się domyślił. Od tej pory odwiedziny odbywają się tylko po wcześniejszym ustaleniu, bez nocowania i zdecydowanie rzadziej. Ciekawe, czy ktoś z was miał podobną przygodę? Jak sobie poradziliście z rodziną, której wydaje się, że drzwi do waszego domu zawsze są otwarte na oścież?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewięć + 20 =

Mam już serdecznie dość weekendowych najazdów rodziny mojego szwagra! Cała ich piątka regularnie wpa…