Mam dziś trzydzieści lat, a gdy przypominam sobie tamte czasy, trudno mi nie oceniać swojej dawnej naiwności. Przez długi czas byłam przekonana, że moja rodzina jest szczęśliwa jak w bajce z dzieciństwa, snutej w cieniu lipy przed starym domem pod Warszawą. Myliłam się jednak co do swojego wyboru Mój mąż okazał się kimś zupełnie innym, niż zawsze wierzyłam zdradził moje zaufanie i pokazał prawdziwe oblicze egoisty. Do dziś trudno mi pojąć, że mógł mi to zrobić.
Z Krzysztofem znałam się od ponad dziesięciu lat, w tym sześć trwaliśmy już w małżeństwie. Uczynny, troskliwy, opiekował się mną i naszymi dziećmi synem i córką. Zawsze wydawało się, że możemy razem przenosić góry. Pomogłam Krzysztofowi rozkręcić własną firmę szybko zaczęło nam się dobrze powodzić, a zysk starczał na wszystko, od kredytu po wygodne życie.
Sama pracowałam wtedy jako doradczyni klienta w sklepie odzieżowym, ale od niedawna prowadziłam już własny butik internetowy z sukienkami. Kiedy Hania była w przedszkolu, a Staś zasypiał po obiedzie, ja siadałam do laptopa i pracowałam, by dorzucić swoje trzy grosze do rodzinnego budżetu.
Moja waga przez lata utrzymywała się w okolicach pięćdziesięciu czterech kilogramów. Po narodzinach Staśka przybyło mi jednak dwadzieścia kilogramów. Łudziłam się, że codzienna opieka nad dwójką dzieci i domem pozwoli mi wrócić do dawnej sylwetki. Niestety, rzeczywistość okazała się mniej łaskawa. Podjęłam wyzwanie: zdrowe jedzenie, ćwiczenia, więcej wody, zero białego pieczywa i ciast. Mimo to waga ani drgnęła, a ja zaczęłam zamykać się w sobie.
Po urodzeniu drugiego dziecka coraz rzadziej poznawałam siebie w lustrze. Zniknęła gdzieś dawna pewność siebie, poczucie bycia atrakcyjną kobietą. W tym samym czasie Krzysztof zaczął się zmieniać. Unikał bliskości, nie obejmował mnie, nie całował nawet zwykła rozmowa ograniczała się do krótkich zdań o zakupach, rachunkach czy dzieciach.
Prawdę mówiąc, jeszcze przed ciążą byłam pewniejsza siebie, bardziej zadbana. Teraz czułam się źle nawet patrząc na własne odbicie. Wiedziałam, że ta sytuacja rani nasze małżeństwo. Postanowiłam więc coś zmienić. Pewnego razu postanowiłam zrobić mężowi niespodziankę przyszłam do jego biura z ciepłym obiadem.
Pod drzwiami usłyszałam, jak rozmawia z kimś przez telefon: Kochanie, nie zamartwiaj się, przyjadę do ciebie zaraz po pracy. Powiedziałem żonie, że mam tyle roboty, że nie dam dziś rady wrócić wcześniej. Nie ma pojęcia, że w ogóle istniejesz!.
Nie weszłam nawet do środka. Po cichu zawróciłam i z płaczem uciekłam do domu.
Zapomniał już, przez co przeszłam przytyłam, bo daliśmy sobie razem dzieci. On sam też nie prezentuje sylwetki z okładki magazynu, ale jedynie moje niedoskonałości kładą się cieniem na nasze relacje.
Coraz częściej nachodziła mnie myśl, że być może Krzysztof uważa mnie za naiwną Zastanawiałam się, czy powinnam zrobić z tego awanturę, powiedzieć mu, że wszystko słyszałam, czy może lepiej przemilczeć sprawę i udawać, że nic się nie stało. Ale czy potrafiłabym tak żyć? Co zrobią dzieci, gdy ich ojciec odejdzie? Czy nie skrzywdzę ich swoim wyborem?
Na razie postanowiłam skupić się na sobie. Zapisałam się do siłowni nieopodal domu. Najpierw pokażę Krzysztofowi, kogo może stracić, a potem życie samo pokaże, co dalej. Czasem trzeba zaufać sobie bardziej niż losowi tylko wtedy można odnaleźć dawną siłę i znów spojrzeć w przyszłość z nadzieją.


