Mam 45 lat i już nie zapraszam gości do swojego mieszkania—Dlaczego zrezygnowałam z domowych przyjęć…

Mam 45 lat i już nie bawię się w przyjmowanie gości w domu

Są tacy ludzie, co wbiją do ciebie jak do siebie, zapominają, że wpadli w gości. Zero manier, pouczają, krytykują, a potem gadają do północy, jakby nie mieli własnego mieszkania w Warszawie czy choćby i pod Kielcami.

Dawniej byłam typową polską gospodynią otwarte drzwi, sernik na stole, kawa z ekspresu i herbatka z cytrynką, jak u babci w Lublinie. Tylko potem zaczęło mnie to zwyczajnie męczyć. Kiedy skończyłam czterdzieści lat, powiedziałam sobie dość tego dobrego, koniec z moim domem jak dworzec PKP. Szczerze, po co mi to nerwowe zamieszanie?

Ostatnie urodziny świętowałam już w knajpie i wiecie co? Życie stało się piękniejsze! Teraz zawsze rezerwuję stolik gdzieś w centrum, a nie martwię się, czy mam wystarczająco czystych talerzy lub czy kapusta młoda się nie przypaliła.

Urządzanie domówki w Polsce kosztuje jak porządne zakupy w Biedronce przed świętami. Nawet na zwykłą domową imprezę wydasz kilka stówek a jak decydujesz się na kolację z okazji Bożego Narodzenia, to licz minimum połowę pensji. Goście i tak przynoszą symboliczną czekoladę Wedla lub tulipana, bo przecież inflacja galopuje, a potem najchętniej by się u ciebie przespali do rana. Sprzątasz potem jeszcze tydzień! A ja chcę po prostu odpocząć, a nie biegać z mopem albo myć kolejną górę garnków po bigosie.

Teraz nie wypatruję już nikogo w progu swojego mieszkania. Gotuję i sprzątam, kiedy mi wygodnie. Kiedyś po domowej imprezie świątecznej czułam się jak wyciśnięta cytryna ledwo żywa, zniechęcona i na domiar złego z bałaganem do ogarnięcia. Teraz po świętach mogę spokojnie wejść do wanny, poczytać coś lekkiego i pójść spać przed północą.

Wolny czas wykorzystuję po swojemu i naprawdę szkoda mi go na pucowanie podłóg po czyichś odwiedzinach. Znajomi zawsze mogą wpaść na szybką herbatkę ale nie oczekuję od siebie nie wiadomo jakich delicji. I jak chcę, to już nie udaję, że jestem miłą ciocią. Gdy mam dosyć, delikatnie sugeruję odwrót może nie najgrzeczniej, ale komu to szkodzi? Mój komfort jest na pierwszym miejscu, dopiero potem wszystko inne.

Największy absurd to ten, że ci wszyscy mistrzowie łapania okazji na darmowy obiad nigdy nie zapraszają nikogo do siebie. I żeby choć raz odwdzięczyli się kawą w swoim salonie na Mokotowie! Ale nie wygodniej posiedzieć u kogoś i nie martwić się, kto zebrał okruchy z podłogi.

A wy, zapraszacie jeszcze gości, czy też przeszliście na tryb minimalistyczny jak ja? Umiecie powiedzieć do widzenia czy wciąż ćwiczycie polską gościnność?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

3 × 5 =

Mam 45 lat i już nie zapraszam gości do swojego mieszkania—Dlaczego zrezygnowałam z domowych przyjęć…