Mam 41 lat i nigdy nie zdradziłem swojej żony. Ale zanim ją poznałem, nie byłem żadnym świętym. Nigdy nie miałem poważnej dziewczyny. Byłem wolny i żyłem jak typowy wolny facet.

Mam czterdzieści jeden lat i nigdy nie zdradziłem swojej żony. Ale zanim ją poznałem, nie byłem żadnym świętym. Nigdy nie miałem poważnej dziewczyny żyłem jak wolny człowiek. Umawiałem się z jedną, później z inną, piątki spędzałem na randkach, soboty na imprezach. Nikomu nie tłumaczyłem się z tego, co robię, bo przecież nie dawałem nikomu obietnic.
Pracowałem wtedy w warsztacie elektrycznym w Krakowie i zarabiałem całkiem nieźle, jak na tamte czasy. Po pracy szedłem z kolegami do pubów, na dyskoteki czy na czyjeś urodziny. Od czasu do czasu przespałem się z jakąś dziewczyną, a następnego dnia znikałem z jej życia, nie dlatego, że byłem podły po prostu nie szukałem niczego poważnego. Zawsze mówiłem, że związek to nie dla mnie.
Wszystko zmieniło się pewnego dnia, kiedy poznałem moją żonę. Była wtedy stażystką pielęgniarską w szpitalu na ul. Kopernika. Przyszedłem, żeby sprawdzić elektrykę zgłosili awarię kontaktu. Poprosiła mnie o pomoc i zaczęliśmy rozmawiać. Najpierw zapytała o moje imię, potem ja o jej była to Zuzanna Kowalska. Zaśmialiśmy się z tej sytuacji, a gdy kończyłem pracę, wręczyła mi swój numer telefonu. Napisałem do niej tamtego wieczora. Wcale już nie czułem się pewny siebie raczej jak piętnastolatek, który boi się odrzucenia.
Nasze pierwsze spotkania były zwykłe spacery po Plantach, lody w parku, czasem zapiekanki po pracy. Stopniowo przestałem zwracać uwagę na inne kobiety. Nie dlatego, że Zuzanna mi zakazała; po prostu nie miałem ochoty interesować się kimś innym. Wiedziałem, że ona nie jest kolejną przygodą.
Gdy poprosiłem ją o to, żeby była moją dziewczyną, powiedziałem wprost: Jeśli zaczynamy coś razem, to na serio. Nie chcę nic na pół gwizdka. Spojrzała na mnie poważnie i odparła: Ja nie dzielę się. Odpowiedziałem: Ja też. Wtedy zrozumiałem, że wierność nie polega tylko na tym, żeby nie patrzeć na inne kobiety, ale na tym, żeby dotrzymać słowa.
Pobraliśmy się bez wielkiego wesela. Zamieszkaliśmy w wynajętym pokoju na Żabińcu, z pożyczonym łóżkiem i małą kuchenką. Dniami pracowaliśmy ona na nocnych dyżurach, ja na nadgodzinach. Nie mieliśmy czasu ani siły na szaleństwa. Były rachunki, zmęczenie i wspólne marzenia.
Pokusy pojawiały się. W pracy jedna koleżanka pisała mi SMS-y w środku nocy, przesyłała przypadkowe zdjęcia i wyznawała mi, że zasługuję na więcej niż zmęczoną żonę. Pewnego razu czekała na mnie na parkingu i zaproponowała wyjazd do motelu. Odpowiedziałem: nie. Wsiadłem do auta i wróciłem prosto do domu.
Na imprezie u znajomego pewna pijana kobieta usiadła koło mnie i zaczęła mnie głaskać po ręce. Wstałem, odnalazłem Zuzannę i opuściliśmy uroczystość bez pożegnania. Wolałem wyjść z imprezy jako sztywniak, niż przekroczyć granicę, której nie da się cofnąć.
Koledzy żartują, że kiedyś był ze mnie żywiołowy facet, a teraz jestem nudny. I mają rację nie jestem taki jak kiedyś. Kiedyś żyłem tylko dla siebie. Teraz żyję z kimś.
Niedawno mój syn, Marcin, zapytał mnie, czy miałem inne kobiety, gdy byłem żonaty. Powiedziałem mu: nie. Spojrzał na mnie zaskoczony i powiedział, że większość jego kolegów ma rodziców po rozwodzie przez zdrady. W tej chwili pojąłem, że moje wybory dotyczą nie tylko mojego małżeństwa one mają wpływ także na nasze dzieci.
Byłem podrywaczem, gdy byłem wolny, bo nie miałem zobowiązań. Ale w dniu, gdy postanowiłem, że to Zuzanna będzie tą, z którą się zestarzeję, zrozumiałem, że lojalność nie jest więzieniem, a codziennym wyborem. Do dziś nie żałuję, że wybieram właśnie ją.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

3 × trzy =

Mam 41 lat i nigdy nie zdradziłem swojej żony. Ale zanim ją poznałem, nie byłem żadnym świętym. Nigdy nie miałem poważnej dziewczyny. Byłem wolny i żyłem jak typowy wolny facet.