Małżeństwo na papierze – fikcyjny związek po polsku

Małżeństwo na papierze.

Z Piotrem łączy mnie fikcyjne małżeństwo. Tak już się ułożyło, że Piotr potrzebował żony dla swojego zawodowego awansu pracuje w poważnej warszawskiej korporacji, którą kieruje zagorzały zwolennik tradycyjnej rodziny, pan Edmund Benedykciak. Ten z kolei to głowa licznego klanu ojciec pięciu dorosłych córek, teść dla pięciu zięciów i dziadek dziewięciorga wnucząt.

Edmund uwielbia chwalić się swoją rodziną. Dla niego słowo kawaler brzmi niemal jak obelga. Pracownik bez rodziny, bez względu na własne kompetencje dla niego zawsze stoi na ostatnim miejscu.

Kiedy Piotr to zrozumiał, wiedział już, że ślub jest mu absolutnie niezbędny, jeśli chce zdobyć stanowisko na miarę swoich ambicji i zdolności.

Rozważył wszystkie za i przeciw, po czym wygłosił mi nietypową propozycję: małżeństwo na niby. Ryzykował niewiele zna mnie od przedszkola, nasze mamy od zawsze się przyjaźnią, a relacji nie zerwały nawet teraz. Siedzieliśmy przez całą podstawówkę w jednej ławce: on pomagał mi z matematyką, ja stawiałam przecinki w jego wypracowaniach.

Zna mnie jak własną kieszeń, wie, że nie mam złych intencji i nie połaszę się przy rozwodzie ani na jego mieszkanie w Śródmieściu, ani na złotówki, ani na żadne dobra.

Ja także bez wahania się zgodziłam wtedy mocno przeżywałam rozstanie po trzyletnim związku z chłopakiem. Potrzebowałam odskoczni, żeby nie wpaść w depresję. No i trochę chciałam udowodnić byłemu, że potrafię ułożyć sobie życie z kimś przebojowym, z porządnym autem i trzypokojowym mieszkaniem w centrum. Przed koleżankami też wypadało błysnąć: zobaczcie, mam męża i to nie byle jakiego!

Nasze cele pięknie się zgrały i dlatego razem z Piotrem po cichu zarejestrowaliśmy nasze małżeństwo w urzędzie stanu cywilnego przy ulicy Andersa bez fanfar, bez wesela, tłumu świadków, białej sukienki, welonu, klasycznego czarnego garnituru i limuzyny. Po prostu w środku tygodnia zwolniliśmy się z pracy, wpadliśmy podpisać wymagane dokumenty. Oczywiście wymieniliśmy się obrączkami.

Na czas przyjęłam nawet jego nazwisko Turczynowicz brzmi ciekawiej niż zwykła Kowalska.

Trzeba przyznać, że wszystko zadziałało zgodnie z planem.

Już po miesiącu Piotr został mianowany dyrektorem departamentu korporacji. Zupełnie zasłużenie.

Mój status mężatki znacznie podniósł moją pozycję w oczach koleżanek i rodziny. Szczególną satysfakcję miałam, czytając kilka esemesów od byłego chłopaka: Życzę szczęścia, choć miałem nadzieję, że to jeszcze nie koniec. No cóż człowiek nie szanuje, co ma, a potem żałuje. Teraz niech gryzie się w łokieć.

Czyli nasza inwestycja w to małżeństwo zwróciła się z nawiązką.

Swoją drogą, na pewien czas przeprowadziłam się do Piotra zaproponował to dla uwiarygodnienia wszystkiego na zewnątrz.

Sobota rano.

Na kuchni przygotowuję śniadanie omlet, twarożkowe placuszki, kawa z mlekiem. Piotr lubi rano solidny posiłek.

Spoglądam przez okno zapowiada się piękny, kwietniowy dzień. Najlepsza pora roku to wiosna.

Dziś dużo spraw do załatwienia. Muszę odwiedzić rodziców, zrobić generalne porządki w mieszkaniu, nastawić pranie, wymyślić coś typowo sobotniego na obiad: może schabowe, żurek, pizzę, sałatkę grecką. Myśli krążą wokół codziennych obowiązków, jak u każdej gospodyni pracy po uszy.

A przecież z Piotrem mamy już trzynasty rok naszego małżeństwa na papierze. W tym roku nasza córeczka, Weronika, pójdzie do pierwszej klasy. Syn, Janek, kończy piątą klasowy prymus, cały ojciec. Bo tata jest mądry naprawdę, autentyczny, nie zmyślony.

No i tak się zastanawiam: czy naprawdę nasz związek był tylko na niby? Życie potrafi zaskoczyć i czasem to, co wydaje się tylko formalnością, daje prawdziwe szczęście. Ważne, żeby umieć docenić ludzi, którzy są przy nas nawet jeśli najpierw była to tylko pragmatyczna decyzja, z czasem może okazać się najlepszą rzeczą, jaka nas spotkała.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jeden + dziewięć =

Małżeństwo na papierze – fikcyjny związek po polsku