*Zapiski z pamiętnika*
Mała Zosia długo nie mogła zrozumieć, dlaczego rodzice jej nie kochają. Ojca irytowała, a matka wykonywała swoje obowiązki jak automat bardziej niż córkę interesował ją nastrój męża.
Babcia ze strony ojca, Danuta Janowska, tłumaczyła, że tata ciężko pracuje, mama też, żeby Zosia miała wszystko, czego potrzebuje. No i te domowe sprawy
Prawda wyszła na jaw, gdy Zosia miała osiem lat i przypadkiem usłyszała kłótnię rodziców.
Grażyna, znów zupa przesolona! warknął ojciec. Nic porządnie zrobić nie potrafisz!
Janek, no co ty?! Przecież próbowałam, było w porządku broniła się matka.
U ciebie zawsze w porządku! A nawet syna nie umiałaś urodzić! Chłopaki się ze mnie śmieją nieswój chłop!
Pewnie nikt tak naprawdę się nie śmiał Janek był surowym facetem, jeździł ciężarówką po Europie i widział niejedno ale w jego głosie czuć było taką urazę do żony z powodu córki, że Zosi zrobiło się głupio.
Teraz zrozumiała, dlaczego rodzice wysyłali ją do babci, gdy ojciec wracał z trasy po prostu nie mógł patrzeć na nie-syna.
U Danuty Janowskiej Zosia czuła się dobrze. Razem odrabiały lekcje, gotowały, szyły ubrania Mimo wszystko bolało ją, że rodzice tak się zachowują.
A niedługo po tej rozmowie Jan i Grażyna nagle oświadczyli, że wyjeżdżają do Warszawy.
Mówili, że tu się zatrzymali, chcą czegoś nowego, może na nowym miejscu urodzi się syn. Decyzję, oczywiście, podjął ojciec, a matka tradycyjnie się zgodziła.
Tylko był jeden problem Zosia nie miała jechać z nimi.
Zostaniesz z babcią, a potem was zabierzemy bąkała matka, unikając wzroku.
I tak bym z wami nie jechała z babcią jest lepiej! dumnie oświadczyła Zosia, choć serce ściskało się z żalu.
Ale nic! Tutaj zostawała z kochającą babcią, przyjaciółmi i znajomymi nauczycielami.
A rodzice? Niech żyją, jak chcą ona już się o nich nie będzie martwić!
Zosia ledwo skończyła dziesięć lat, gdy u Janka i Grażyny urodził się długo wyczekiwany syn jej brat Bartek.
Ojciec uświęcił to wydarzenie, dzwoniąc przez wideorozmowę do matki i córki przez te lata ani razu nie odwiedzili Zosi, matka ograniczała się do telefonów, ojciec przekazywał pożdrowienia.
Czasem przesyłali Danucie Janowskiej jakieś pieniądze, ale głównie babcia sama utrzymywała wnuczkę.
Rok później matka nagle oznajmiła, że Zosia ma do nich przyjechać. I osobiście po nią przyjechała.
No, słoneczko szczebiotała. Teraz będziemy razem. W końcu poznasz brata Pobawicie się.
Nie chcę nigdzie jechać zmarszczyła się Zosia. Z babcią jest mi dobrze.
Nie marudź, córko! Jesteś już duża, musisz pomagać mamie.
Grażyno, zwolnij konie! wtrąciła się Danuta Janowska. Jeśli chcesz zrobić z Zosi darmową nianię, to się nie zgodzę!
To moja córka i sami się dogadamy! warknęła matka.
Ale babci nie tak łatwo było przemóc.
Jeśli będziesz się upierać, zgłoszę to do opieki społecznej! Odbiorą wam prawa rodzicielskie wstyd będzie po uszy!
Pokłócili się jeszcze. O czym? Zosia już nie słyszała babcia szybko wysłała ją do sklepu ale matka więcej nie wspominała o przeprowadzce i wyjechała następnego dnia.
Przez kolejne dziesięć lat rodzice się nie pokazali. Zosia skończyła szkołę, potem technikum i dzięki pomocy starego przyjacela babci, Wojciecha Nowaka, dostała pracę jako księgowa w małej firmie.
Poznała kierowcę Krzysztofa, planowali ślub, ale musieli go przełożyć Danuty Janowskiej nie stało.
Na pogracie pojawili się oboje rodzice. Bartka zostawili u znajomych nie ma sensu, żeby chłopak uczestniczył w tak smutnym wydarzeniu.
Zosia była obojętna kochała babcię i ta strata całkowicie ją przygnębiła.
Może dlatego nie od razu zrozumiała, o czym ojciec mówi przy stypie.
Ta-a-ak Mieszkanie znikczemniałe przeciągnął ojciec, rozglądając się. Dużdy nie dadzą.
Janku z wyrzutem spojrzała na niego matka. Nie teraz
A co? Trzeba wszystko załatwić od razu. Musimy wracać Bartek sam.
Wojciechu, może znasz jakiegoś pośrednika? Żeby się tym zajął.
A co chcesz sprzedawać, Janku? spytała Wojciech Nowak.
Jak to co? To mieszkanie. Bartkowi trzeba kupić coś swojego Oczywiście, te pieniądze nie starczą na dobre mieszkanie u nas, ale na wkład własny jak i owszem, a do osiemnastki Bartka spłacimy kredyt.
Zapłakana Zosia obojętnie patrzyła w okno i nie uczestniczyła w rozmowie.
Chcesz własną córkę na bruk wyrzucić? spytał Wojciech Nowak. Gdzie ona będzie mieszkać?
Przecież to już dorosła dziewucha! machnął ręką ojciec. Niech wyjdzie za mąż, a mąż ma jej dać dach nad głową!
Mhm przeciągnął przyjaciel babci. Danusia miała rację co do ciebie Ale nic z tego, Janek. Jest testament, wszystko prawidłowo sporządzone, i to mieszkanie należy wyłącznie do Zosi.
Ojciec milczał.
Więc babcia się dała omotać? rzucił z nienawiścią w stronę Zosi, która w końcu włączyła się w rozmowę. Nic z tego! Jeszcze zobaczymy testament można podważyć.
I na to Danusia była przygotowana spokojnie powiedział Wojciech Nowak. Miej to na uwadze, Janek Zosi nie dam ci skrzywdzić.
Ojcu wystarczył jeden dzień, by się zorientować, że prawo stoi po stronie córki.
Może próbować, ale to duże koszty, a pozytywny wynik niepewny.
Zosia, sumienie masz? spróbował innego podejścia. Wyjdziesz za mąż, mąż cię utrzyma, a Bartkowi mieszkanie potrzebne to mężczyzna. Zrzeknij się spadku!
Nawet nie myślę odcięła się Zosia.
No to może ci pomożemy Sto tysięcy Na wkład własny wystarczy, weźmiecie



