Majątek synowej

Majątek synowej

Zosia spojrzała na zdjęcie w pięknej ramce i westchnęła. Minęły dwa lata od śmierci męża. Niefortunny wypadek, śnieg, który spadł z dachu, uderzenie… i Marka już nie było.

Przeżyli tylko dwa lata, nie zdążyli mieć dzieci. Po ukochanym mężu pozostały jej tylko wspomnienia, fotografie i jego matka, Aleksandra.

Odwiedzała Zosię, płakała, lamentowała, a nawet obwiniała ją, że synowa nie urodziła im wnuka.

– Gdybyś była normalną kobietą, mielibyśmy dziecko… – przytykała. Zosia tylko wzruszała ramionami. Było jej ciężko pogodzić się ze stratą, ale nie czuła się winna. Zanim zdecydowali się na dzieci, chciała z mężem rozwiązać sprawę z mieszkaniem, przygotowywali się do przeprowadzki. Ale Marek nie zdążył dożyć tego momentu.

Zosia po śmierci męża rzuciła się w wir pracy, by zapełnić czas i odciągnąć myśli. Pracowała ciężko, brała dodatkowe zlecenia i już rok po trzydziestych urodzinach przeprowadziła się do swojego mieszkania. Małego, ale własnego.

Ojciec trochę jej pomógł, był dumny z córki i wspierał ją we wszystkim. Ale po roku i jego już nie było. Serce nie wytrzymało.

Zosia straciła jedyną bliską osobę. Została sama, a tylko Aleksandra nie dawała spokoju, próbując wyrazić „kondolencje” i współczucie jej stracie.

Przyjechała do Zosi po pogrzebie i od progu oznajmiła:

– Napisz testament, póki nie jest za późno, Zosiu – powiedziała teściowa.

Zosia omal nie upuściła filiżanki.

– Tak, tak. Mówię poważnie. Przed „odejściem” nikt nie jest ubezpieczony. Dziś jesteś zdrowa, a jutro, kto wie, jak życie się potoczy.

– Na co pani zmierza?

– Masz już trzydzieści lat, nie masz bliskich. Pora pomyśleć o innych.

– Proszę się nie martwić, pani Aleksandro. Nie jestem ministrem, na pogrzeb społeczny wystarczy moich oszczędności – pomimo rosnącej irytacji, obróciła wszystko w żart, decydując, że teściowa z powodu stresu po kolejnych pogrzebach straciła rozum.

– Żartujesz, ale nie powinnaś. Na twoim miejscu przepisałabym mieszkanie na dzieci siostrzeńców.

– Tak? Proponuje pani przepisać cały mój majątek na swoje wnuki? – uniosła brwi Zosia. Aleksandra miała młodszego syna, Grzegorza, z którym Zosia nie utrzymywała kontaktu. Marek, mąż Zosi, za życia także nie rozmawiał z bratem, byli zupełnie różni. Grzegorz ożenił się wcześnie, miał córki i rozwiódł się. Ożenił się po raz drugi, miał syna… i znów się rozszedł. A pół roku temu znalazł sobie nową żonę.

– Nie trzeba jeszcze przepisywać, ale obstaw pilny testament. Inaczej wszystko pójdzie na skarb państwa!

– Aleksandro… może czas wracać do domu. Chyba się pani zmęczyła.

– W domu jest Grzesiek z Ulą, poprosili się do mnie wprowadzić – przyznała teściowa. – Nie chcę młodym przeszkadzać, mam nadzieję, że mnie zrozumiesz.

– Cóż, nie przeszkadzajcie. A co ja z tym wspólnego? – zdziwiła się Zosia.

– Liczyłam na ciebie. Skoro mieszkanie twojego ojca teraz stoi puste, zostanę tam, póki Grzesiek nie poukłada spraw. Planują wziąć kredyt hipoteczny, jak tylko znajdzie pracę. Już się nawet spakowałam, od ciebie tylko klucze do mieszkania potrzebne. Nie martw się, zajmę jedną sypialnię. Drugą można wynająć. A propos, już znalazłam chętnych. Róża z synkiem szuka mieszkania…

– Róża, druga żona Grzegorza?

– Tak, pamiętasz ją? Dobra dziewczyna. Świetnie się dogadujemy… Zamieszkałaby. I tak zajmuję się wnuczkiem, więc nie musiałabym dojeżdżać, oszczędność.

– A ile jest pani gotowa płacić za wynajem?

– Ja?! – oburzyła się teściowa. – Jestem dla ciebie jak rodzona matka! A ty chcesz ode mnie pieniędzy? Nie spodziewałam się, że Marek ożenił się z taką…

– Aleksandra, przepraszam, ale ani za darmo, ani za opłatą nie pozwolę wam zamieszkać. A testament, jeśli już, to napiszę tylko na swoje dziecko, które na pewno się pojawi. Mam całe życie przed sobą.

– Co za zachowanie? W wieku trzydziestu lat na dzieci jest już za późno! I z kim? Jesteś sama jak palec! Wymyśliłaś… marzycielka. Zobaczysz, chciwość cię zgubi! Zostaniesz z niczym. Jeszcze przypomnisz sobie moje słowa, popłaczesz się! – teściowa skrzywiła się i przypominała wiedźmę. Zosia miała ochotę ją wyrzucić za drzwi i nigdy więcej nie wpuścić. Uświadomiła sobie, że wszystkie jej niedole są z zawiści Aleksandry, która zawsze niedoceniał Zosi i powtarzała Markowi, że nie zaznają szczęścia.

– Idź, Aleksandro. Poradzę sobie. Mam już trzydzieści lat i rozum w głowie. A jeśli już, to niech lepiej wszystko przypadnie państwu niż wam.

Teściowa coś pomruczała i wyszła, trzaskając drzwiami. A następnego dnia zadzwonił Grzegorz, krzyczał i obwiniał Zosię, że jego matce źle się zrobiło po wizycie u niej.

Zosia zrozumiała, że jeśli chce żyć spokojnie, musi się pozbyć teściowej i jej familii. Wystawiła swoje mieszkanie na sprzedaż. Chętni zgłosili się szybko. Potem Zosia uregulowała formalności spadkowe i sprzedała mieszkanie ojca. Za te pieniądze kupiła większą przestrzeń życiową i przeprowadziła się do nowego życia bez starych „krewnych”. Nikt z nich nie znał jej nowego adresu i nie przeszkadzał w planach na przyszłość.

Jak sądzisz, czy Zosia postąpiła dobrze? Czy powinna była pozwolić teściowej zamieszkać w mieszkaniu ojca?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwadzieścia + dziewięć =

Majątek synowej