Majątek synowej
Zuzanna spojrzała na zdjęcie w pięknej ramce i westchnęła. Minęły dwa lata od śmierci jej męża. Niefortunny przypadek, śnieg spadł z dachu, uderzenie… i Pawła już nie było.
Byli małżeństwem tylko przez dwa lata, nie zdążyli mieć dzieci. Po ukochanym mężu pozostały tylko wspomnienia, zdjęcia i jego matka, Eleonora.
Odwiedzała Zuzannę, płakała, lamentowała, a nawet obwiniała ją o to, że synowa nie urodziła im wnuka.
— Gdybyś była normalną kobietą, mielibyśmy dziecko… — wypominała. Zuzanna tylko wzruszyła ramionami. Było jej ciężko przeżyć tę stratę, ale nie czuła się winna. Zanim zdecydują się na dzieci, ona i mąż chcieli rozwiązać kwestię mieszkania, przygotowywali się do przeprowadzki. Ale Paweł tego nie doczekał.
Po śmierci męża Zuzanna rzuciła się w wir pracy, żeby się czymś zająć i odwrócić myśli. Pracowała ciężko, brała dodatkowe zlecenia i już po roku, na swoje trzydzieste urodziny, przeprowadziła się z wynajmowanego mieszkania do własnego. Małego, ale swojego.
Ojciec trochę pomógł, był dumny z córki i wspierał ją we wszystkim. Ale po roku i on odszedł. Serce nie wytrzymało.
Zuzanna straciła jedynego bliskiego człowieka. Została sama, a jedynie Eleonora nieustannie próbowała wyrazić „kondolencje” i współczucie dla jej bólu.
Przyjechała do Zuzanny po pogrzebie i od progu oznajmiła:
— Zapisz testament, póki nie jest za późno, Zuzanno — powiedziała teściowa.
Zuzanna niemal upuściła filiżankę.
— Tak, tak. Mówię poważnie. Nikt nie jest zabezpieczony przed „odejściem”. Dziś jesteś zdrowa, a jutro kto wie, co się wydarzy.
— Na co pani insynuuje?
— Masz już trzydzieści lat, nie masz rodziny. Czas pomyśleć o innych.
— Proszę się nie martwić, Eleonoro. Nie jestem ministrem, na społeczne pochówki wystarczy moich oszczędności — mimo że wzrastało w niej rozdrażnienie, postanowiła obrócić wszystko w głupi żart, zakładając, że teściowa oszalała z powodu kolejnego pogrzebu.
— Żartujesz, a to niepotrzebnie. Na twoim miejscu przepisałabym mieszkanie na swoje siostrzeńce.
— Naprawdę? Proponuje pani przepisać cały mój majątek na swoich wnuków? — uniosła brwi Zuzanna. Eleonora miała młodszego syna, Grzegorza, z którym Zuzanna nie utrzymywała kontaktu. Paweł, mąż Zuzanny, również nie utrzymywał kontaktu z bratem, byli zupełnie różni. Grzegorz wcześnie się ożenił, miał córki i rozwiódł się. Ożenił się po raz drugi, tym razem miał syna… i znowu się rozstał. I oto pół roku temu Grzegorz znalazł nową żonę.
— Na razie niczego nie przepisuj, ale sporządź testament. Inaczej cały majątek przejdzie na rzecz państwa!
— Eleonoro… chyba czas do domu. Wydaje się, że pani się zmęczyła.
— U mnie w domu Grzesiek z Ludwiką, poprosili o możliwość zamieszkania w moim mieszkaniu — wyznała teściowa. — Nie chcę młodym przeszkadzać, zrozum też mnie.
— Proszę im nie przeszkadzać. Co ja mam z tym wspólnego? — nie zrozumiała Zuzanna.
— Liczyłam na ciebie. Skoro mieszkanie twojego ojca jest teraz puste, to tam zamieszkam, dopóki Grzesiek nie upora się ze swoimi sprawami. Planują wziąć kredyt hipoteczny, jak tylko znajdzie pracę. Już spakowałam rzeczy, potrzebuję tylko kluczy do mieszkania. Nie martw się, zajmę jedynie jeden pokój. Drugi można wynająć. Zresztą, już znalazłam chętnych. Rita z synkiem szuka mieszkania…
— Rita to druga żona Grzegorza?
— Tak, pamiętasz ją? Dobra dziewczyna. Dobrze się z nią dogaduję… niech sobie pomieszka. I tak opiekuję się wnukiem, więc nie muszę jeździć, oszczędność.
— A ile jesteście gotowi zapłacić za wynajem?
— Ja?! — oburzyła się teściowa. — Jestem dla ciebie jak matka! A ty chcesz ode mnie pieniędzy? Nie myślałam, że Paweł ożenił się z taką…
— Eleonora, przepraszam, ale ani za darmo, ani odpłatnie nie pozwolę ci tu zamieszkać. A jeśli napiszę testament, to tylko na swoje dziecko, które z pewnością się pojawi. Całe życie mam przed sobą.
— Tak? W wieku trzydziestu lat już za późno na rodzenie! I z kim? Jesteś przecież sama! Wymyśliłaś… marzycielka. Zobaczysz, chciwość cię zgubi! Zostaniesz z niczym. Jeszcze przypomnisz sobie moje słowa, będziesz płakać! — teściowa zgarbiła się i stała się podobna do wiedźmy. Zuzannie chciało się ją wyrzucić za drzwi i nigdy więcej nie wpuszczać. Przyszło jej do głowy, że wszystkie nieszczęścia ma przez zazdrość Eleonory, która nigdy nie lubiła Zuzanny i powtarzała Pawłowi, że nie będą szczęśliwi.
— Idź, Eleonoro. Sama sobie poradzę. Mam już trzydzieści lat, a i głowę na karku. A jeśli coś, to lepiej, żeby wszystko trafiło do państwa, niż do pani.
Teściowa coś poszeptała i wyszła, trzaskając drzwiami. Następnego dnia do Zuzanny zadzwonił Grzegorz, krzycząc na nią i oskarżając, że po jej wizycie jego matka poczuła się źle.
Zuzanna zrozumiała, że jeśli chce żyć spokojnie, musi się pozbyć teściowej i jej rodziny. Wystawiła swoje mieszkanie na sprzedaż. Nabywcy znaleźli się szybko. Potem uporządkowała dokumenty dotyczące spadku i sprzedała mieszkanie ojca. Za te pieniądze kupiła większe lokum i przeprowadziła się do nowego życia bez starych „krewnych”. Nikt z nich nie znał jej nowego adresu i nie przeszkadzał w planowaniu przyszłości.
Jak myślicie, czy Zuzanna postąpiła właściwie? Czy powinna była pozwolić teściowej zamieszkać w mieszkaniu ojca?



