Majątek synowej

Majątek synowej

Zuzanna spojrzała na zdjęcie w eleganckiej ramce i westchnęła. Minęły dwa lata od śmierci męża. Tragiczny wypadek, śnieg spadł z dachu, uderzenie… i Mateusza już nie było.

Przeżyli razem zaledwie dwa lata, nie zdążyli mieć dzieci. Po ukochanym mężu zostały tylko wspomnienia, fotografie i jego matka, Jadwiga.

Jadwiga przyjeżdżała do Zuzanny, płakała, narzekała, a nawet ją oskarżała, że synowa nie urodziła im wnuka.

– Gdybyś była normalną kobietą, mielibyśmy teraz dziecko… – wyrzucała z siebie. Zuzanna tylko wzruszała ramionami. Ciężko było jej pogodzić się z utratą, ale nie czuła się winna. Zanim zdecydowaliby się na dziecko, z mężem chcieli rozwiązać problem mieszkaniowy, szykowali się do przeprowadzki. Ale Mateusz nie doczekał tego wydarzenia.

Zuzanna po śmierci męża rzuciła się w wir pracy, aby czymś się zająć i oderwać od smutków. Pracowała ciężko, brała zlecenia po godzinach i już po roku, na swoje trzydzieste urodziny, przeprowadziła się z wynajmowanego mieszkania do własnego. Małego, ale swojego.

Ojciec trochę jej pomógł, był dumny z córki i wspierał ją we wszystkim. Ale rok później i jego zabrakło. Serce nie wytrzymało.

Zuzanna straciła jedyną bliską osobę. Została sama, a jedynie Jadwiga ciągle ją nachodziła, próbując wyrazić swoje „kondolencje” i współczucie.

Przyjechała do Zuzanny po pogrzebie, i od progu oznajmiła:

– Spisz testament, póki nie jest za późno, Zuzanno – powiedziała teściowa.

Zuzanna o mało co nie upuściła filiżanki.

– Tak, tak. Mówię poważnie. Nikt nie jest ubezpieczony od „odejścia”. Dziś jesteś zdrowa, a jutro, kto wie, jak to się potoczy.

– Co chcecie przez to powiedzieć?

– Masz już trzydzieści lat, rodziny brak. Czas pomyśleć o innych.

– Nie martwcie się, Jadwigo. Nie jestem ministrem, na społeczne pogrzeby wystarczy mi oszczędności – mimo że narastała w niej irytacja, zamieniła to w głupi żart, sądząc, że teściowa z powodu stresu po kolejnych pogrzebach straciła zdrowy rozsądek.

– Żartujesz, a to błąd. Ja na twoim miejscu mieszkanie przepisalabym na siostrzeńców.

– Tak? Proponujecie przepisać cały mój majątek na wasze wnuki? – uniosła brwi Zuzanna. Jadwiga miała młodszego syna, Grzegorza, z którym Zuzanna nie utrzymywała kontaktu. Mateusz, mąż Zuzanny, za życia też się z bratem nie kontaktował, byli zupełnie różni. Grzegorz ożenił się młodo, miał córki i się rozwiódł. Ożenił się drugi raz, urodził syna… i znów się rozstał. A pół roku temu Grzegorz znalazł sobie nową żonę.

– Na razie nie trzeba przepisywać, ale testament spisz. Inaczej cały majątek przejdzie na skarb państwa!

– Jadwigo… chyba już czas, abyście wrócili do domu. Może jesteście zmęczeni.

– W domu czeka na mnie Grzesiek z Moniką, poprosili o tymczasowy pobyt w moim mieszkaniu – przyznała teściowa. – Nie chcę przeszkadzać młodym, rozumiesz mnie.

– Nie przeszkadzajcie. Ale co ja mam z tym wspólnego? – nie rozumiała Zuzanna.

– Liczyłam na ciebie. Skoro mieszkanie po twoim tacie stoi puste, zamieszkam tam, póki Grzesiek nie rozwiąże swoich spraw. Planują wziąć kredyt hipoteczny, jak tylko się zatrudni. Już nawet rzeczy spakowałam, potrzebuję tylko kluczy do mieszkania. Nie martw się, zajmę tylko jeden pokój. Drugi można wynająć. Zresztą, już znalazłam chętnych. Róża z synkiem szukają mieszkania…

– Róża, druga żona Grześka?

– Tak, pamiętasz ją? Dobra dziewczyna. Świetnie się z nią dogadujemy… niech pomieszka. I tak siedzę z wnukiem, to nie będę musiała się przemieszczać, oszczędność.

– A ile jesteście gotowi zapłacić za wynajem?

– Ja?! – oburzyła się teściowa. – Jestem dla ciebie jak matka rodzona! A ty pieniędzy żądasz? Nie myślałam, że Mateusz ożenił się z taką…

– Jadwigo, przepraszam, ale ani za darmo, ani za pieniądze nie mogę was przyjąć. I jeśli już będę pisać testament, to tylko na moje dziecko, które na pewno się urodzi. Mam przed sobą całe życie.

– A to ci nowoczesna! Przecież w wieku trzydziestu lat to już późno na dzieci! I z kim? Jesteś przecież sama! Wymyślasz… marzycielka. Uważaj, żeby cię chciwość nie zgubiła! Zostaniesz z niczym. Jeszcze przypomnisz sobie moje słowa, wypłaczesz się! – teściowa wykrzywiła się i zaczęła przypominać wiedźmę. Zuzanna chciała ją wyrzucić za drzwi i więcej nie wpuszczać. Nagle pomyślała, że wszystkie jej nieszczęścia są z powodu zazdrości Jadwigi, że zawsze nie lubiła Zuzanny i powtarzała Mateuszowi, że nie zaznają szczęścia.

– Idźcie, Jadwigo. Sama sobie poradzę. Mam już trzydzieści lat i głowę na karku. A jeśli coś się stanie, to wolę, żeby wszystko trafiło do państwa, niż do was.

Teściowa coś pomruczała pod nosem i wyszła, trzaskając drzwiami. A następnego dnia zadzwonił Grzegorz i zaczął na nią krzyczeć, oskarżać, że jego mamie zrobiło się źle po wizycie u niej.

Zuzanna zrozumiała, że jeśli chce żyć spokojnie, powinna pozbyć się teściowej i jej rodziny. Wystawiła swoje mieszkanie na sprzedaż. Szybko znalazła kupców. Następnie Zuzanna uporządkowała sprawy spadkowe i sprzedała mieszkanie ojca. Za te pieniądze kupiła większe lokum i przeprowadziła się do nowego życia bez dawnych „krewnych”. Żaden z nich nie znał jej nowego adresu i nie przeszkadzał w planowaniu przyszłości.

Jak myślicie, czy Zuzanna postąpiła dobrze? Czy powinna była pozwolić teściowej zamieszkać w mieszkaniu ojca?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

6 + 4 =

Majątek synowej