Łysa, czas wstawać! tak mój mąż już tradycyjnie wyrywał mnie ze snu o poranku.
W zeszłym roku wpadłam na pomysł, którego sama po sobie się nie spodziewałam. Od pewnego czasu zauważyłam, że moja głowa zamienia się w mapę krostek, swędziało mnie tam, gdzie kiedyś była tylko fryzura, a włosy zaczęły wyprowadzać się na stałe i to bez pożegnania.
Wycieczki do dermatologa oraz trychologa nie przyniosły nic poza rażącą pustką w portfelu i bezcenną radą, żeby nie brać witamin, bo to jeszcze nikomu nie pomogło. Potem trafiłam na artykuł bo przecież najlepsze porady zawsze znajdują się w internecie że ogolenie głowy na zero to najlepszy trening dla cebulek. Długo biłam się z myślami, czy nie zostawić losów fryzury przypadkowi, szczególnie po tym, jak mój syn stwierdził, że będzie się mnie bał… Jednak postanowiłam zaryzykować!
Zawołałam męża, żeby najpierw przeleciał mi po głowie maszynką do strzyżenia, a na deser dorzucił jeszcze maszynkę do golenia. Chłop co prawda patrzył jak na wariatkę, ale poszedł po sprzęt i do akcji. Kiedy zobaczyłam się w lustrze, nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać czaszkę mam, jak się okazuje, zupełnie do rzeczy.
Największy problem polegał na tym, że moje czoło bez włosów przegrywało walkę z listopadowym wiatrem w Warszawie. A gdy włosy zaczęły wracać, łaskotały mnie o poduszkę tak irytująco, że miałam ochotę zamieszkać w czapce.
Od kiedy jestem łysa, mąż codziennie rano melduje się z tekstem: Łysa, pobudka!, co prawdę mówiąc, bawi mnie do łez bo nikt z rodziny nie doświadczył tak nowatorskiego looku jak ja. Dzieciaki najpierw patrzyły jak na kosmitkę, ale po chwili mój syn stwierdził, że też chce zostać domowym Yulem Brynnerem.
Moja mama zaleciła mi zamieszkanie w piwnicy, dopóki nie wrócę do normalności bo nie zdzierży tego widoku. Córkę przekonałam tylko na tyle, że pozwoliła mi iść do szkoły na zebranie pod warunkiem, że miałam na głowie czapkę, bo inaczej klasowe koleżanki padłyby z zazdrości, tak twierdził mój mąż z tym swoim stoickim spokojem.
Po przejechaniu się po fryzurze na zero, krostki zrobiły mi papa z polską gracją. Córka regularnie robi sobie ze mnie żarty, twierdząc, że to dopiero początek moich szalonych pomysłów. Ostatnio przyłapałam, jak szeptała do brata, że pewnie wytatuuję sobie coś na łysinie i będę wyglądać jak typowa celebrytka z telewizji śniadaniowej.
No cóż, jeśli kiedyś zdecyduję się na ten tatuaż, to przynajmniej nie będę mieć problemu z domyciem skóry przed zabiegiem w końcu, jak na Polkę, czysta głowa to podstawa!



