PRZEZNACZENIE NA SZPITALNYM ŁÓŻKU
Proszę, weźcie i zajmijcie się nim! Bo ja do niego podejść się boję, nie mówiąc o karmieniu łyżeczką pani ostro rzuciła siatkę z zakupami na łóżko, na którym leżał jej ciężko chory mąż.
Proszę się tak nie martwić! Pański mąż wróci do zdrowia. Teraz najważniejsza jest staranna opieka. Pomogę panu Januszowi wrócić do formy jako pielęgniarka już nie pierwszy raz musiałam uspokajać żonę pacjenta chorego na gruźlicę.
Janusza przywieźli w ciężkim stanie, ale rokowania były dobre. Bardzo chciał żyć, a to już połowa sukcesu. Żal mi było tylko żony, Marioli, która w medycynę nie wierzyła ani trochę. Wydawało mi się, że Mariola już na wstępie chciała się od niego odciąć.
Z góry już wiem syn Janusza i Marioli, Witek, po wielu latach również zachoruje na otwartą gruźlicę. Mariola od razu postawi na nim krzyżyk. Jednak Witek wyzdrowieje.
Janusz, mimo poważnej diagnozy, żartował, śmiał się, chciał jak najszybciej wydostać się z oddziału. W tej wiosce, gdzie mieszkał z rodziną, nie było szpitala, więc Mariola rzadko go odwiedzała. Szkoda mi było tego młodego mężczyzny. Był zaniedbany, opuszczony, w starych ciuchach.
Janusz, nie obrazisz się, jeśli przyniosę ci trochę rzeczy? Widzę, że nawet kapci nie masz, chodzisz w półbutach. Dasz się namówić na małą paczkę ode mnie? próbowałam zażartować.
Od ciebie, Zuzanno, choćby truciznę za lekarstwo przyjmę. Ale proszę cię, nie trzeba mi nic. Pozwól mi wyzdrowieć, a potem… Janusz delikatnie ujął moją dłoń.
Delikatnie się wyślizgnęłam, wyszłam z sali.
Serce waliło mi jak młotem. Nie zakochałam się czasem? Nie chcę niczyjego małżeństwa niszczyć. To grzech. Nic z tego nie będzie. Na czyimś nieszczęściu Ale serce nie sługa, nie zna zakazów. Ech, głową w dół do rwącej rzeki…
Coraz częściej zachodziłam do sali Janusza, długo rozmawialiśmy. Nocne dyżury ciągną się w nieskończoność. Nasze rozmowy były szczere, czułe. Z czasem przeszliśmy na „ty”.
Janusz ma pięcioletniego synka.
Mój Witek jest cały w Mariolę, śliczny jak ona. Wiesz, Zuza, bardzo kochałem moją żonę. Świat jej pod nogi kładłem. Mariola jest namiętna, przyciągająca, w łóżku to prawdziwy huragan. Ale ona kocha głównie siebie. Nic się na to nie poradzi. Jej egoizm pożera mnie jak kwas. I spójrz, to obca osoba teraz się mną opiekuje westchnął ciężko Janusz.
Mariola ma daleko, niełatwo tak często dojeżdżać, próbowałam ją tłumaczyć.
Daj spokój, Zuzanna. Przecież się mówi: Żona męża kochała, miejsce w więzieniu kupiła. Do kochanka za góry i rzeki potrafi się wybrać. Słyszałem już… Janusz zaczynał się irytować.
Spokojnej nocy, Janusz. Nie rób nic pod wpływem emocji. Wkrótce wszystko się ułoży zgasiłam światło i wyszłam cicho z sali.
Janusz cierpiał. Leżał bezradnie w szpitalu, a żona tymczasem korzystała z życia. Może to nie śmierć, ale dla niektórych i rosa staje się powodzią.
Tydzień później usłyszałam hałas z jego sali. Wpadam.
Żebyś mi się więcej tu nie pokazała, dziwko! Wynocha! Janusz wrzeszczał na przerażoną Mariolę.
Wypadła z sali jak z procy.
Co się tu stało? spytałam zaskoczona.
Janusz odwrócił się twarzą do ściany, cały się trząsł pod kołdrą. Musiałam zrobić mu zastrzyk uspokajający.
Minął miesiąc. Mariola nie przyjechała już ani razu.
Janusz, może zadzwonić do żony? pytałam nieśmiało.
Dziękuję, Zuzka, nie trzeba. Rozwodzimy się z Mariolą odpowiedział spokojnie.
Przez chorobę? Bzdura, przecież zdrowiejesz! zdziwiłam się.
Pamiętasz, jak wyrzuciłem Mariolę? Przyjechała mi tylko powiedzieć, że ma kochanka. Żeby zamieszkał w naszym domu, bo z tobą wszystko niepewne, a ja potrzebuję w domu męskiej ręki, dach przecieka Janusz zamilkł.
O rany… tylko tyle zdołałam wykrztusić.
Wkrótce Mariola przyjechała z obcym mężczyzną. Janusz go nie widział, ale ja przez okno wypatrzyłam wszystko. Facet na ławce w szpitalnym ogrodzie palił nerwowo papierosa, czekał na Mariolę.
Po godzinie Mariola wybiegła na zewnątrz, pocałowała go w policzek i oboje szybko odeszli.
Janusz, wychodzisz ze szpitala oznajmiłam.
Zuzanno, chciałem cię o coś zapytać Albo nie, Janusz się zawahał.
Janusz, zgadzam się. O to ci chodziło, prawda? Chyba się nie mylę? poczułam nagłą odwagę i powiedziałam prosto z mostu.
Janusz się otworzył:
Zuzka, nie mam już domu. Mogę zamieszkać u ciebie? Z Mariolą wszystko już jasne. Wychodzi za mąż.
Janusz, mam dziecko. Przyjmiesz je? Wtedy naprawdę będziemy rodziną musiałam powiedzieć prawdę.
Dziecko nie przeszkadza. Już je kocham spojrzał mi głęboko w oczy, a ja poczułam się tak, jakby ktoś ogrzał mnie zimą ciepłą łapawicą.
Od tamtej pory minęło wiele lat, tyle zim i wiosen.
Mamy z Januszem dwójkę wspólnych dzieci. Udało nam się stworzyć ciepły, prawdziwy dom. Witek syn Janusza często przyjeżdża z rodziną. Moja córka z pierwszego, a właściwie nigdy niesformalizowanego związku mieszka za granicą. Tak, formalnego ślubu nie było, poślizgnęłam się w młodości. Dałam się ponieść słowom, długim planom o szczęściu we dwoje. Życie jednak napisało inną melodię. Nigdy jednak nie żałowałam.
Co do Marioli wyszła za mąż jeszcze kilka razy, urodziła syna z jakimś przyjezdnym. Chłopak ten całe życie zmagał się z chorobą psychiczną. Matka specjalnie się nim nie interesowała, żadnego uczucia mu nie okazywała. Rósł jak chciał, nie przeszkadzał jej. Gdy Mariola zmarła, syna umieszczono w domu opieki.
My z Januszem jesteśmy już staruszkami, ale kochamy się mocniej niż za młodu. Idziemy przez życie razem, ceniąc każdą chwilę, każdy spojrzenie, każdy oddech…



