LOS NA SZPITALNYM ŁÓŻKU
Proszę pani, bierze go pani i niech pani się nim zajmuje! Ja do niego nawet podejść się boję, a co dopiero z łyżeczki karmić! kobieta rzuciła z impetem reklamówką z jedzeniem na łóżko, na którym leżał jej ciężko chory mąż.
Ale proszę się tak nie martwić! Mąż pani wyzdrowieje. Teraz potrzebuje solidnej opieki. Pomogę panu Tomaszowi wrócić do zdrowia próbowałam uspokoić panią Jolantę, żonę pacjenta z gruźlicą. Jako pielęgniarka to nie był mój pierwszy raz w tej roli.
Tomasza przywieźli w złym stanie, ale miał duże szanse na wyzdrowienie. Bardzo chciał żyć, a to już połowa sukcesu. Szkoda, że jego żona, Jolanta, nie wierzyła ani w ludzi, ani w medycynę. Zawsze miałam wrażenie, że Jolanta już z góry pogodziła się ze stratą męża.
Spojrzę w przyszłość powiem tylko, że po wielu latach ich syn Marcin zachorował na otwartą gruźlicę. Jolanta od razu uznała go za straconego. Ale Marcin jakimś cudem wyzdrowiał.
Tomasz, mimo ciężkiej diagnozy, wciąż żartował, śmiał się, próbował jak najszybciej wyjść ze szpitala. W tej wiosce, gdzie mieszkał z rodziną, nie było porządnego szpitala, więc Jolanta odwiedzała go bardzo rzadko. Było mi szkoda tego faceta. Do tego taki zaniedbany, niedomyty, w wypłowiałych ciuchach.
Tomku, nie będzie ci głupio, jak ci przyniosę trochę rzeczy? Bo widzę, nawet kapci ci brak, w butach po korytarzu chodzisz. Przyjmiesz coś ode mnie? próbowałam zażartować.
Od pani, Anno, to ja nawet truciznę za lekarstwo przyjmę. Ale proszę, nie trzeba niczego. Pozwólcie mi wydobrzeć, a potem… Tomasz uśmiechnął się ciepło i lekko ujął moją dłoń.
Delikatnie wysunęłam dłoń i wyszłam z sali.
Serca mi waliło w piersi jak młotem. Czy ja się czasem nie zakochałam? Ale nie chcę rozbijać rodziny. To byłby grzech. Nic dobrego z tego nie będzie. Człowiek nie wybiera, serce robi swoje. Ach, książkowy romans…
Coraz częściej przesiadywałam u Tomka w sali, rozmawialiśmy długo, szczególnie podczas nocnych dyżurów. Rozmowy były bardzo osobiste, kruszyliśmy dystans, przeszliśmy na „ty”.
Tomek miał pięcioletniego syna.
Mój Marcin cały w swoją śliczną mamę. Wiesz, Aniu, byłem w Jolce zakochany po uszy. Cały świat jej pod nogi. Jolka to była kobieta z ogniem, temperamentna. Ale kochała tylko siebie. Tak już jest. Egoizm kobiety to gorzej niż kwas. Nawet teraz, ty się mną zajmujesz, a ona… Tomek westchnął ciężko.
Ale Joli daleko, nie tak łatwo jeździć, próbowałam ją tłumaczyć.
Daj spokój, Anka! Wiesz jak się mówi: kochała żona męża, aż mu więzienie kupiła. Do kochanka to i za granicę poleci! Słyszałem… w głosie Tomka słychać było coraz większą irytację.
Dobranoc, Tomek. Nie rób niczego pochopnie. Wszystko jakoś się ułoży powiedziałam, gasząc światło w sali.
Tomek naprawdę był nieszczęśliwy. Bezradnie leżał w szpitalu, a żona bawiła się z innymi. To nie śmierć, ale nawet mała rzecz może być dla kogoś katastrofą.
Po tygodniu słyszę hałas w sali. Wbiegam.
Żebyś mi tu więcej nie wchodziła, dziwko! Wynocha! Tomasz wrzeszczał na przerażoną Jolantę.
Wybiegła z sali jak z procy.
Co się tutaj stało? zapytałam oszołomiona.
Tomek milczał, odwrócił się do ściany. Widać było, jak dygocze pod kołdrą. Musiałam mu podać coś na uspokojenie.
…Minął miesiąc. Jolka ani razu się nie pojawiła.
Tomek, może zadzwonić do twojej żony? pytam nieśmiało.
Dziękuję, Aniu, nie trzeba. Rozwodzimy się z Jolą odpowiedział spokojnie.
Przez chorobę? Przecież już ci lepiej zdziwiłam się.
Pamiętasz, jak wygoniłem Jolkę? Przyjechała wtedy powiedzieć, że ma nowego. Chce, żeby się wprowadził do naszego domu. Podobno „wszystko ze mną niepewne”, a jej „męska ręka w domu potrzebna”. Dach przecieka… Tomek ucichł.
Straszne… tylko tyle zdołałam z siebie wydusić.
Wkrótce zresztą przyjechała z facetem. Tomek go nie widział, ale ja przez okno miałam widok na podwórko. Siedział na ławce, palił nerwowo papierosa, czekał na Jolkę.
Jolka wyskoczyła po godzinie, podbiegła, cmoknęła go w policzek, coś zażartowała i razem zniknęli.
Tomek, wypisują cię zawiadomiłam.
Aniu, muszę cię o coś zapytać… Chociaż, nieważne Tomek był wyraźnie zagubiony.
Tomek, zgadzam się. O to chciałeś zapytać? Mam rację? powiedziałam śmielej, niż zazwyczaj.
Tomek rozpromienił się:
Aniu, nie mam gdzie iść. Mogę się u ciebie zatrzymać? U Jolki wszystko już jasne. Ona wychodzi za tamtego.
Tomek, mam dziecko. Jeśli je zaakceptujesz, będziemy mieli szczęśliwą rodzinę odsłoniłam wszystkie karty.
Dziecko mi nie przeszkadza. Już je kocham spojrzał mi w oczy i poczułam ciepło, jakby słońce świeciło tylko dla mnie.
…Od tamtej pory minęło sporo lat i zim.
Z Tomkiem mamy dwójkę wspólnych dzieci. Udało nam się stworzyć wyjątkowo ciepły, rodzinny dom. Marcin, syn Tomka, odwiedza nas ze swoją rodziną. Moja córka z pierwszego związku mieszka za granicą. Chociaż, szczerze mówiąc, żadnego prawdziwego małżeństwa nigdy nie miałam. Po prostu kiedyś, z młodzieńczej naiwności, dałam się uwieść chłopakowi. Obiecywał gruszki na wierzbie. Nic z tego nie wyszło, ale nie żałuję niczego.
Co do Jolanty wyszła za mąż więcej niż raz, urodziła syna z jakimś delegowanym pracownikiem. Ten syn miał poważne problemy psychiczne przez całe życie. Jolka się nim specjalnie nie opiekowała, była zimna i obojętna. Rósł sam. Gdy Jolanta już odeszła, chłopaka oddali do domu opieki.
A my z Tomkiem to już stare wróble, ale kochamy się chyba jeszcze mocniej, niż na początku. Idziemy przez życie krok w krok, doceniamy każdy dzień, każde spojrzenie, każdy oddech.



