PRZEZNACZENIE NA SZPITALNYM ŁÓŻKU
Pani, weźcie i opiekujcie się nim! Ja się nawet do niego nie zbliżę, nie mówiąc już o karmieniu łyżeczką kobieta z impetem rzuciła siatkę z zakupami na łóżko, na którym leżał jej chory mąż.
Proszę się tak nie denerwować! Mąż szybko stanie na nogi. Teraz potrzebuje troskliwej opieki. Pomogę Panu Adamowi wrócić do zdrowia musiałam już nie raz uspokajać żonę pacjenta z gruźlicą, bo byłam pielęgniarką oddziałową.
Adam trafił do szpitala w ciężkim stanie, ale rokowania były dobre. Bardzo chciał żyć, a to już połowa walki. Bolało mnie tylko to, że jego żona, Marlena, wydawała się nie wierzyć w leczenie. Sprawiała wrażenie, jakby już pogodziła się z jego odejściem, jakby z góry skreśliła Adama.
Z czasem okazało się, że ich syn, Paweł, wiele lat później też poważnie zachoruje na gruźlicę. Marlena i w tym przypadku nie uwierzy w wyzdrowienie, postawi na synu krzyżyk. Ale Paweł przeżyje.
Adam mimo fatalnej diagnozy żartował, śmiał się, marzył by jak najszybciej wrócić do domu. Mieszkali w małej miejscowości pod Olsztynem, gdzie nie było ani specjalistycznego oddziału, ani warunków do leczenia, dlatego Marlena rzadko wpadała do szpitala. Żal mi było młodego mężczyzny. Zadbany nie był, zaniedbany, w podniszczonej marynarce.
Adam, nie obrazi się Pan, jeśli przyniosę jakieś ubrania? Widzę, nawet kapci Pan nie ma, po korytarzu Pan w butach chodzi. Może przyjmie Pan ode mnie paczkę? rzuciłam żartem, próbując rozluźnić atmosferę.
Od Pani, Iwona, mógłbym nawet truciznę za lekarstwo wziąć. Ale serio, proszę nic nie przynosić. Tylko żebym stanął na nogi… Adam delikatnie ujął moją dłoń.
Delikatnie wyswobodziłam rękę i wyszłam z sali.
Serce waliło mi jak oszalałe. Czy to możliwe, że się zakochałam? Może powinnam trzymać się z daleka? Nie chcę niszczyć rodziny. To grzech i zawsze kończy się źle. Na cudzym nieszczęściu, myślałam, ale serce nie zna zakazów. Skakałam na główkę w nieznane.
Coraz częściej odwiedzałam Adama, szczególnie nocą, bo dyżury wtedy dłużą się niesamowicie, a rozmowy w półmroku są najprawdziwsze. Przeszliśmy na ty naturalnie, prawie niezauważalnie.
Adam miał pięcioletniego syna.
Mój Paweł to cały obrazek po mamie. Wiesz Iwona, kiedyś bardzo kochałem Marlenę. Ścieliłem jej życie pod stopy. Marlena jest szalona, pewna siebie, w łóżku ogień. Ale zależy jej tylko na sobie. Z każdym dniem ten jej egoizm pożera mnie od środka. Teraz opiekujesz się mną ty, obca kobieta… Adam zahuczał z żalu.
Może i daleko jej do szpitala. Niełatwo ciągle jeździć próbuję tłumaczyć Marlenę.
Daj spokój, Iwona! Jak to mówią, żona męża kocha, jak mu miejsce w więzieniu kupi. Do kochanka przez pół Polski pojedzie, jeśli trzeba. Wiem swoje… Adam zdenerwował się wyraźnie.
Dobrej nocy, Adam. Czasem lepiej się nie spieszyć z decyzjami. Jeszcze wszystko może się poukładać zgasiłam światło i cicho wyszłam z sali.
Adam bardzo cierpiał. Był bezradny w szpitalu, a jego żona korzystała z życia gdzieś daleko. To nie było śmiertelne, ale dla niego każda łza była powodzią.
Tydzień później usłyszałam zamieszanie na sali Adama. Biegnę.
Żeby cię tu więcej nie widział! Wynocha stąd! wrzeszczał na przerażoną Marlenę.
Wybiegła jak z procy.
Co się tu, do cholery, stało? pytam zaskoczona.
Adam odwrócił się do ściany, cały dygotał. Musiałam zrobić mu zastrzyk uspokajający.
Minął miesiąc. Marlena ani razu nie przyjechała.
Adam, może zadzwonić do twojej żony? pytam.
Nie trzeba, Iwona. Rozwodzimy się odpowiedział spokojnie.
Przez chorobę? Przecież zdrowiejesz…
Pamiętasz jak wyrzuciłem Marlenę? Przyjechała, by powiedzieć, że ma kochanka. Chciała go nawet do nas przyprowadzić, jakbym już nie wrócił do domu. Mówiła, że w gospodarstwie męska ręka się przyda, dach przecieka… przerwał gwałtownie.
Coś okropnego wydukałam tylko.
Na dodatek, wkrótce Marlena pojawiła się z obcym mężczyzną. Adam go nie widział, ale ja, z dyżurki, doskonale obserwowałam ogród przez okno. Mężczyzna siedział na ławce, nerwowo popalał papierosa, czekał na Marlenę. Kiedy wyszła z budynku, obdarzyła go szybkim pocałunkiem w policzek i znikli razem.
Adam, wychodzisz do domu oznajmiłam.
Iwona, chciałem cię zapytać Och, nieważne Adam był rozbity.
Adam, zgadzam się. Dobrze zrozumiałam, prawda? odważyłam się, bo nie mogłam dłużej czekać.
Adam przyznał się w końcu:
Iwona, ja nie mam dokąd iść. Czy mogę zatrzymać się u ciebie? Z Marleną wszystko jasne. Wychodzi za mąż.
Adam, mam dziecko. Jeśli je zaakceptujesz, damy radę stworzyć prawdziwy dom musiałam postawić sprawę jasno.
Dziecko to nie przeszkoda. Ja już go kocham Adam spojrzał mi w oczy tak, że od razu poczułam ciepło w całym ciele, jak śnieżynka na dłoni, która się topi.
Od tamtej pory minęło wiele lat, wiele zim i wiosen.
Z Adamem mamy dwójkę wspólnych dzieci. Udało nam się stworzyć ciepły, spokojny dom. Paweł, syn Adama, często odwiedza nas z rodziną. Moja córka z pierwszego związku mieszka za granicą. Choć prawdę mówiąc, to z żadnego małżeństwa nie była, po prostu w młodości się potknęłam. Uwierzyłam w obietnice pewnego chłopaka, który zasypywał mnie słowami o wiecznej miłości. Rozrysował nam wspólne życie, ale melodia nigdy nie zabrzmiała. I nie żałuję.
A Marlena? Wychodziła za mąż jeszcze niejeden raz, urodziła syna z jakimś robotnikiem na kontrakcie. Ten chłopak całe życie borykał się z chorobą psychiczną, a Marlena była wobec niego chłodna, nie troszczyła się o niego. Wyrastał sam, nie przeszkadzając matce. Gdy Marlena odeszła na tamten świat, od razu skierowano syna do domu opieki.
My z Adamem, już staruszkowie, kochamy się mocniej niż kiedyś. Idziemy przez życie razem, ciesząc się każdym świtem, spojrzeniem, oddechem.



