Słuchaj, przyjaciółko, opowiem Ci historię, która wydarzyła się nie tak dawno w naszej małej wsi pod Katowicami. Grażyna miała, na pierwszy rzut oka, normalną rodzinę tata, mamuśka, wszystko jak w książkach. Lecz już w szóstej klasie zaczęła dostrzegać, że w domu coś się popsuło. Rodzice wpadli w nałóg alkoholu najpierw tata, potem i mama. Pod koniec szkoły Grażyna zrozumiała, że nie da się wyciągnąć ich z tego bagna. Z każdym dniem tonęli coraz głębiej.
Często dochodziło do kłótni, a ona sama stawała się ich bezpieczną przystani.
Po co mi to wszystko? płakała, chowając się za szafą, żeby choć na chwilę nie być świadkiem ich gniewu.
Idź do sklepu po chleb, groził tata, gdy zapadał zmrok, a ona odmawiała, bo bała się ciemnej ulicy. Jeśli nie ruszyła się wystarczająco szybko, mógł ją uderzyć.
Poproś Halinę o pieniądze, bo my już nie mamy, wpychała ją mama, wypychając ją z drzwi.
Gdy dorosła, zaczęła wymykać się z domu, kiedy rodzice byli pod wpływem. W dziesiątej klasie nie bała się już ciemności przyzwyczaiła się. Uciekła do opuszczonego domu na skraju wsi, tam się chowała, a rano wślizgiwała się z notatnikami i książkami do szkoły.
Pewnego dnia postanowiła:
Po skończeniu szkoły zdobędę świadectwo i uciekę z wsi, wyjadę do miasta, może gdzieś się uczę. Muszę zbierać po groszku, po złotówce, odkładać.
Zaczęła potajemnie odkładać pieniądze, choć nie szło jej łatwo. Kiedy dostała świadectwo, choć oceny nie imponowały, schowała w plecaku to, co udało się zaoszczędzić, i wsiadła autobusem do Katowic. Nie powiedziała rodzicom nic. Nie miała komu się przyznać. Chciała się wykształcić, założyć normalną rodzinę i żyć jak wszyscy, a nie po prostu istnieć.
Miasto nie przywitało jej życzliwie. Znalazła uczelnię, chciała złożyć dokumenty, ale usłyszała, że jest mnóstwo chętnych, a przy jej ocenach i braku pieniędzy na opłatę nie ma szans. Marzenia legły w gruzach, a Grażyna usiadła na ławce przy przystanku i zamyśliła się.
Wokół szalało życie, ludzie pędzili gdzieś w pośpiechu.
Każdy ma swój cel pomyślała. Oni biegną za swoimi sprawami, a ja nie mam dokąd iść. Nie mam prawie ani grosza. Nie mogę wrócić do domu; co tam na mnie czeka? A zostanie tutaj też nie ma miejsca.
Siedziała już w ciemności, gdy podeszła do niej pełna starsza kobieta z małą torebką.
Cześć, dziewczynko, co tu siedzisz? Obserwuję cię od jakiegoś czasu. Właśnie wyszłam z sklepu, a ty znów tu siedzisz. Coś się stało? dopytywała.
Siedzę, bo nie mam dokąd pójść. Przyjechałam z wsi, chciałam pójść na studia, ale nie przyjęto mi dokumentów, oceny słabe, a pieniądze na naukę nie mam wylała łzy Grażyna.
Nie masz tu nikogo?
Nie. Nie chcę wracać do domu, bo rodzice ciągle piją, a ja się boję, że stanę się taka jak oni
Nie płacz. Rozumiem cię, bo już sama kiedyś wpakowałam się w taką sytuację. Musimy pomyśleć, co dalej. Chodź ze mną, nie zostaniesz tutaj nocować. Nazywam się Stanisława Kowalska, ale wszyscy mówią po prostu Stasia.
Grażyna nieśmiało wstała, nie wiedząc, co ją czeka.
Nie bój się, dziewczyno, ja też nie miałam domu. Moja córka Ania zostawiła mnie na nic nie, więc musiałam sobie radzić. Pracuję jako sprzątaczka w dworcu i mieszkam w akademiku.
Grażyna jakoś uwierzyła w Stasię i opowiedziała jej po drodze:
Moja córka Ania była konduktorką pociągu. Poznała jakiegoś przedsiębiorcę, przyjechała po pieniądze, by otworzyć razem z nim biznes. Ja miałam tylko warzywa, owoce z ogródka, kozę i kury. Sprzedałam dom w wiosce, dostałam trochę gotówki, ale ten człowiek mnie oszukał, Ania zniknęła, a ja zostałam sama. Dostałam pracę jako sprzątaczka na dworcu i pokój w akademiku. Od razu wyczułam, że z tobą coś nie gra.
Dotarły do akademiku, małego pokoju, w którym mieszkała Stasia. Grażyna była wyczerpana, zjadła bez apetytu, a Stasia rzekła:
Rano odprowadzę cię do dyrektora kawiarni przy dworcu. Zawsze potrzebują pomocników, jest duża rotacja. Jesteś młoda, zdrowa, piękna niech Bóg cię nie obrazi, naprawdę ładna.
Myślę, że weźmie cię Andrzej, wtedy będziesz mogła jeszcze w akademiku mieszkać. Może los się uśmiechnie, spotkasz fajowego chłopaka i wszystko będzie dobrze. Wiesz, ile dziewczyn jedzie do miasta po szczęście, ale rzadko je znajdują.
Grażyna podziękowała Stasi i szybko zasnęła.
Do tej pory nie spotkała żadnego chłopaka. Gdyby wcześniej wiedziała, co ją czeka ale nikt nie zna przyszłości. Zakochała się w dyrektorze kawiarni, Andrzeju, od pierwszego wejrzenia. Był uśmiechnięty, czarujący, zadawał pytania, a ona odpowiadała. Nie miała jeszcze doświadczenia w relacjach, więc była zachwycona.
Andrzej wziął ją pod opiekę, dał pracę kelnerki, przydzielił pokój w akademiku. Przechodząc obok, uśmiechał się, przynosił drobne prezenty szminkę, tusz, tanie perfumy. Grażyna tonęła w tym pocałunku.
Pewnego wieczoru po zmianie zaproponował:
Grażyno, usiądź w samochodzie, podwiozę cię, jesteś zmęczona.
Zarumieniła się, serce poczuło się lekko, bo dyrektor naprawdę się o nią troszczy. Myślała, że jej los wreszcie się odmienił.
W weekend, przy akademiku podszedł do niej młody chłopak.
Hej, mieszkasz tu? spytał.
Tak, na drugim piętrze
Ja też mieszkam tutaj, nazywam się Marek, pracuję jako kierowca ciężarówki. Przyjechałem z wsi, żeby zarobić. Z czasem wrócę, miasto nie jest dla mnie. A ty? Nie widziałem cię wcześniej w akademiku.
Grażyna Ja też z wsi, dopiero co przyjechałam odpowiedziała, myśląc, że w wiosce byłoby lepiej, ale marzyła o mieście.
Z czasem Marek odwiedzał ją po powrotach z tras, opowiadał o miastach, wioskach, przynosił cukierki przy herbacie. Byli przyjaciółmi, a Marek wyczuwał, że Grażyna patrzy na niego jedynie przyjaźnie, bo serce już należało do Andrzeja.
Andrzej wynajął mieszkanie na spotkania, a Grażyna przeprowadziła się tam z akademika. Spotykali się potajemnie. Andrzej od razu ostrzegł:
Grażyno, jestem żonaty. Ale kocham cię i nie będziesz niczego potrzebowała. Będziesz dobrą dziewczyną, a latem zabiorę cię nad morze.
Grażyna nie rozumiała, że to niewłaściwe, ale była zachwycona. Po jakimś czasie dowiedziała się, że jest w ciąży. Chciała radośnie zaskoczyć Andrzeja. Kiedy wieczorem przyszedł do niej:
Andrzeju, będziemy mieć dziecko
Co ty sobie wymyślasz? Mówiłem, mam rodzinę i dwoje dzieci. Nie potrzebuję kolejnego odrzucił, rzucając jej na stół kopertę z pieniędzmi i grożąc, że w ciągu trzech dni się od niej uwolni. Po tym zamknął drzwi i odszedł.
Grażyna przypomniała sobie słowa Stasi: Wiele osób przyjeżdża do miasta po szczęście, ale rzadko je znajduje. Po kilku płaczu, zebrała rzeczy, wyrzuciła klucz do skrzynki pocztowej i wróciła do akademiku. Nie mogła zostać sama, więc pojechała do Stasi, która ponownie podała jej herbatę.
Oho, dziewczyno, taka jest twoja los
Dlaczego on tak ze mną postąpił? Kocham go płakała na ramieniu Stasi.
Mężczyźni taką są, nie przejmuj się. Dziecko przyjdzie, on nic nie ma wspólnego. Życie potrafi zaskakiwać. Teraz sprawdza cię los, wytrwaj, a może kiedyś los wyciągnie ci pomocną dłoń.
Stasia naprawdę uspokajała Grażynę, a po rozmowie wszystko zaczęło się układać. Gdy zasnęła, usłyszała za sobą głos:
Grażyno, hej, wróciłaś? podbiegł do niej uśmiechnięty Marek.
Zobaczył ją, a ona nagle popłakała się, a on najpierw się odzywał, potem zrozumiał, co się stało. Usiedli przy stole, Marek nalał jej herbaty, a potem poszedł po cukierki.
Co się stało? Opowiedz, pomogę
Grażyna szczerze wyznała, że zakochała się w Andrzeju, a on ją zdradził.
Przestań płakać. To już był oszust. Musisz myśleć o dziecku i o sobie. Zaraz pójdę do sklepu po jedzenie, a ty zostaj w pokoju. Rozumiesz? powiedział ciepło.
Na progu uśmiechnął się i powiedział:
Nic nie szkodzi, wszystko się ułoży. A kiedyś będziesz miała jeszcze córkę, tak piękną jak ty.
Wyszedł, zamknął drzwi na klucz, a Grażyna zasnęła na kanapie. Obudziła się, gdy Marek wrócił z pełnymi torbami zakupów i rozłożył je na stole, a potem w małą lodówkę.
Patrzyła na jego sprawne ruchy i uśmiechała się, przypominając sobie słowa Stasi, że los wyciągnie pomocną dłoń. I tak się stało. Każdy ma swoją drogę, a Bóg rozdziela losy.
Minęły lata. Grażyna i Marek zamieszkali w jego rodzinnym domu w wiosce pod Katowicami, odnowili go, wybudowali drugi piętro, bo mieli już przyjść na świat ich dziecko. Dziś mają już trójkę dziewczynkę, którą nazwali Zuzanną, i chłopca, który ma trzy lata. Żyją szczęśliwie i spokojnie.



