Los wyciągnął pomocną dłoń

Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć, co przydarzyło się Ewie. Rodzice mieli chyba kiedyś dobrą rodzinę tata, mama, wszystko jak w podręczniku. No ale już w szóstej klasie Ewa zaczęła zauważać, że w domu coś się sypie. Rodzice wpadli w nałóg alkoholu najpierw tata, potem i mama. Pod koniec szkoły zrozumiała, że nie da się ich wyciągnąć z tego bagna, a oni coraz bardziej toną.

Często kłócili się przy kieliszku, a Ewa była ich ofiarą.
Po co mi to wszystko? łkała, chowając się za szafę, gdzie rodzice nie mogli jej zobaczyć, ale wciąż wyładowywali na nią swoją złość.

Idź do sklepu po papierosy! groził ojciec, kiedy już zapadał zmierzch. Ewa odmawiała, bała się ciemności, a tata mogłby ją uderzyć, gdyby nie uciekła na czas.

Idź po pieniądze do sąsiadki Werki, błagaj ją, bo bez grosza nie wrócisz! wpychała ją mama przy wyjściu.

Kiedy dorosła, zaczęła uciekać z domu, kiedy rodzice pili. W dziesiątej klasie nie bała się już ciemności, przyzwyczaiła się. Chodziła do starego, opuszczonego domu na skraju wsi, tam się chowała, a rano wracała do szkoły z tornistrem pełnym zeszytów.

Pewnego dnia postanowiła:
Po ukończeniu liceum dostanę świadectwo, uciekam z wsi, pojadę do miasta, może wstąpię na studia. Muszę tylko zbierać po groszu, odkładać każdy złoty.

Zbierając pieniądze pod nosem nie zawsze się udawało, ale w końcu, gdy dostała świadectwo z przeciętnymi ocenami, schowała ukryty w plecaku paszport i kilka zaoszczędzonych złotych i wyjechała do pobliskiego ośrodka. Rodzicom nic nie powiedziała nie miałam komu nic wyjawić. Chciałam wyjść z tego bagna, założyć normalną rodzinę i żyć jak wszyscy.

Miasto nie przywitało jej przyjaźnie. Znalazła college, chciała złożyć dokumenty, ale powiedziano jej, że jest ich mnóstwo, a przy tak niskich ocenach ma małe szanse. Płatne studia? Nie stać jej na to. Nadzieje i marzenia rozsypały się, Ewa usiadła na ławce przy przystanku i zamyśliła się.

Wokół szalało życie, ludzie pędzili gdzieś w pośpiechu.

Każdy ma swój cel pomyślała wszyscy biegną swoimi sprawami, a ja nie mam dokąd iść. Nie mam pieniędzy, nie mogę wrócić do domu, bo tam czeka kolejny kieliszek, a nie mam tu miejsca.

Gdy już robiło się ciemno, podeszła do niej starsza kobieta z małą torbą.

Dziewczynko, po co tu siedzisz? Patrzę na Ciebie od jakiegoś czasu. Widziałam, jak wchodziłaś do sklepu, wracałaś i znów siedzisz. Coś się stało? dopytywała.

Nic nie mam dokąd pójść. Przyjechałam ze wsi, myślałam, że wstąpię do collegeu, ale nie przyjęto moich dokumentów, oceny kiepskie, a pieniądze na studia nie mam wylała się łzami.

Nie masz tu nikogo?

Nie. Nie chcę wracać do domu, bo tam tylko picie, a ja nie chcę wpaść w ten sam wir

Nie płacz. Rozumiem, bo już sama uciekałam z domu, więc wiem, co to znaczy. Idźmy razem, nie będziesz musiała nocować na ławce. Nazywam się Halina Kowalska, ale wszyscy mówią po prostu Halina.

Ewa niepewnie wstała, nie wiedząc, co ją czeka.

Nie bój się, kochana, ja też skończyłam bez domu. Moja córka zostawiła mnie z niczym, więc mieszkam w akademiku, bo sprzątam na dworcu.

Ewa jakoś uwierzyła Halinie i w drodze do akademiku opowiedziała jej swoją historię.

Moja córka Hania pracowała jako konduktorka. Poznała jakiegoś przedsiębiorcę, przyjechał po pieniądze na wspólny biznes. Ja miałam tylko warzywa z ogródka, kozę i kury. Sprzedałam dom, zostawiłam trochę na czarny dzień, ale ten gość mnie oszukał, a Hania zniknęła. Znalazłam pracę sprzątaczki na dworcu i pokój w akademiku. Wiedziałam, że coś jest nie tak.

W akademiku, w małym pokoju Haliny, Ewa była wyczerpana, zjadła bez apetytu, a Halina powiedziała:

Rano zabiorę Cię do dyrektora kawiarni przy dworcu. Tam zawsze szukają pomocników, jest duży obrót. Jesteś młoda, atrakcyjna, piękna. Myślę, że Antoś, dyrektor, przyjmie Cię, a Ty będziesz mogła w akademiku zostać. Może los się uśmiechnie i spotkasz fajnego chłopaka.

Ewa podziękowała Halinie i zasnęła.

Do tego czasu nie spotkała żadnego chłopaka. Gdy już pracowała w kawiarni, zobaczyła Antosia dyrektora, przystojnego, uśmiechniętego, który od razu ją zauważył. Ewa zakochała się w nim od pierwszego wejrzenia, choć wcześniej nie miała żadnych doświadczeń z chłopakami. Antoś przyjął ją na stanowisko kelnerki, przydzielił całe pomieszczenie w akademiku, często podsuwał drobne prezenty szminkę, tusz do rzęs, tanie perfumy. Ewa była w siódmym niebie.

Pewnego wieczoru po pracy Antoś zaproponował, że odwiezie ją do akademika.

Ewo, usiądź w samochodzie powiedział, gdy wyszła z kawiarni. Zmęczyłaś się, więc podwiozę Cię.

Zrobiło się jej różowo, poczuła, że naprawdę ktoś o nią dba. Myślała: Czy to naprawdę szczęście? Może wreszcie moja biała plamka rozpoczęła się.

W weekend podwłaśnie przy akademiku podszedł do niej młody chłopak.

Cześć, mieszkasz tutaj? zapytał.

Tak, na drugim piętrze

Ja też. Nazywam się Maksymilian, jestem kierowcą tirów. Przyjechałem ze wsi, żeby zarobić pieniądze, ale i tak wrócię na wieś, miasto nie jest dla mnie. A ty? Nie widziałem cię wcześniej w akademiku.

Ewa Też jestem ze wsi, dopiero co przyjechałam odpowiedziała, myśląc, że wsiem byłby lepszy dom, ale jednocześnie marzyła o mieście.

Z czasem Ewa i Maks rozmawiali, gdy maks przybywał z tras, opowiadał o miastach, wioskach, dawając jej cukierki przy herbacie. Byli po prostu przyjaciółmi, bo Maks wiedział, że Ewa patrzy na Antosia jak na ukochanego.

Antoś wynajął mieszkanie na spotkania, a Ewa przeprowadziła się tam z akademika. Spotykali się potajemnie. Antoś ostrzegł:

Ewo, jestem żonaty, ale naprawdę cię kocham i nie będziesz musiała się o nic martwić. Będę cię traktował dobrze, a latem zabiorę cię nad morze.

Ewa czuła się jak w bajce, kochała go bez pamięci. Kiedy dowiedziała się, że jest w ciąży, chciała go uszczęśliwić. Gdy przyjść wieczorem, rzuciła mu się na szyję:

Antoś, będziemy mieli dziecko

On odpowiedział chłodno:

Co ty sobie wyobrażasz? Mam żonę i dwoje dzieci. Nie potrzebuję kolejnego dziecka. rzucił jej na stół stertę pieniędzy i powiedział, że w ciągu trzech dni musi się wszystkiego pozbyć. Potem zamknął drzwi i odszedł.

Ewa przypomniała sobie słowa Haliny: Wiele osób przyjeżdża do miasta po szczęście, ale rzadko je znajduje. Zrozumiała, że musi wrócić do akademika, wyrzuciła klucz do skrzynki pocztowej i wróciła do pokoju.

Halina, widząc jej łzy, pocieszyła:

Och, dziewczynko, taka już twoja losowość. Nie płacz, nie bierz tego na serce. Dziecko przyjdzie, nie przez niego. Życie potrafi zaskakiwać, ale musisz wytrwać. Może kiedyś los wyciągnie ci pomocną dłoń.

Po rozmowie Ewa poczuła się nieco lżej. Gdy odwróciła się, usłyszała za plecami głos:

Ewo, hej, wróciłaś? podbiegł radosny Maks.

Zobaczywszy go, rozpłakała się, a on szybko przyniósł jej herbatę i cukierki. Usłyszała od niego:

Opowiedz, co się stało, pomogę, jak mogę.

Ewa szczerze opowiedziała, jak uwierzyła w Antosia, a on ją zdradził.

Przestań płakać, to głupi chłopak. Skup się na dziecku i na sobie. Idę po zakupy, już wracam.

Maks uśmiechnął się, przyniósł torby z jedzeniem i włożył je do małej lodówki. Ewa obserwowała go, wspominając słowa Haliny o ręce losu, która w końcu sięga po pomoc.

Czas minął, Ewa i Maks zamieszkali w domu w jego wiosce. Przebudowali go, dodali drugi piętro, bo wkrótce mieli dziecko dziewczynkę, tak piękną jak sama Ewa. Syn Makska miał już trzy lata. Żyją szczęśliwie, razem, w spokoju.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

3 + cztery =

Los wyciągnął pomocną dłoń