Los wyciągnął pomocną dłoń

Pamiętam, jak dawno temu los wyciągnął mi rękę.

Wydawało się, że rodzina Jadzi Nowak była solidna: ojciec, matka, dom w porządku, wszystko szło jak w zegarku. Gdy Jadzia była w szóstej klasie, zaczęła dostrzegać, że w domu coś pęka, że powietrze stało się ciężkie. Przyczyną okazało się ciągłe picie najpierw ojca Stanisława, potem matki Marii. Pod koniec liceum Jadzia zrozumiała, że nie da się wyciągnąć rodziców z tego bagnie i przywrócić im normalności; coraz niżej tonęli w otchłań.

Często kłócili się ze sobą, a w ich gniewie padała najpierw córka, której nie można było uniknąć.

Po co to wszystko? płakała Jadzia, chowając się w zakamarku za szafą, gdzie rodzice nie mogli jej dostrzec, a oni wyładowywali na nią swoją złość.

Idź po gazetkę! groził ojciec późnym wieczorem, chcąc wymusić na niej wyjście na ciemną ulicę. Jadzia bała się ciemności, a on nie szczędziłby ciosu, gdyby nie zdążyła uciec.

Poproś sąsiadkę Weronikę o pieniądze, nie wracaj tu bez grosza! wpychała matka, wypychając ją w drzwi.

Gdy Jadzia dorosła, zaczęła wymykać się z domu, gdy rodzice upijali się przy kieliszku. W dziesiątej klasie nie bała już ciemności; przyzwyczaiła się do nich. Schodziła do opuszczonego domku na skraju wsi, gdzie ukrywała się nocą, a rankiem wracała do domu, chowając zeszyty i książki, żeby zdążyć na lekcje.

Pewnego dnia postanowiła:

Po zdaniu egzaminu dostanę świadectwo i ucieknę z tej wsi, pojadę do miasta, może wstąpię na studia. Muszę oszczędzać po grosz, po złoty, odkładać, cokolwiek się da. Tak więc potajemnie zbierała pieniądze, choć nie zawsze jej to szło.

Kiedy w końcu trzymała w rękach świadectwo z przeciętnymi ocenami, wzięła ukryty w plecaku paszport i wszystko, co udało się odłożyć, i wyjechała do centrum powiatu, nie mówiąc rodzicom o swoim wyjeździe. Marzyła o edukacji, własnej rodzinie i życiu niczym wszyscy inni, a nie o przetrwaniu.

Miasto przywitało ją nieprzyjaźnie. Znalazła uczelnię, chciała złożyć dokumenty, lecz usłyszała, że tłumy kandydatów i słabe oceny w świadectwie prawie wykluczają ją z przyjęcia, a na płatne studia oczywiście nie stać jej na żaden złoty. Nadzieje rozwiane, usiadła na ławce przy przystanku i zamyśliła się.

Wokół huczało życie, ludzie spiesznie przemierzali ulice.

Każdy ma swój cel myślała wszyscy pędzą swoimi sprawami, a ja nie mam dokąd iść. Co robić? Nie mam prawie pieniędzy, a wracać do domu nie mogę co tam czeka? Tu też nie ma miejsca.

Gdy już robiło się ciemno, podeszła do niej starsza kobieta o pełnej sylwetce, z małą torebką w ręku.

Dziewczyno, po co tu siedzisz? Widzę cię od dłuższego czasu. Weszłaś do sklepu, wróciłaś i znów siedzisz. Coś się stało? pytała.

Siedzę, bo nie mam dokąd iść. Przyleciałam z wsi, myślałam, że dostanę się na studia, ale odrzucili moje dokumenty, oceny są kiepskie, a na naukę nie stać mnie na pieniądze szlochając wyjaśniła Jadzia.

Nie masz tu nikogo? dopytała.

Nie. Nie chcę i nie mogę wrócić do domu. Rodzice jedynie myślą o kolejnej pijance, boję się, że jak wrócę, stanę się taka jak oni

Nie płacz. Rozumiem cię. Skoro zdecydowałaś się wyjechać, to musisz pomyśleć, jak dalej żyć. Chodź ze mną, nie będziesz tu nocować. Nazywam się Helena Kowalska, wszyscy mówią mi po prostu Kowalska.

Jadzia niepewnie wstała, nie wiedząc, co ją czeka.

Nie bój się, dziewczyno, i ja zostałam bez domu. Moja własna córka, Ania, zostawiła mnie na nic, a ja teraz mieszkam w akademiku, bo pracuję jako sprzątaczka w dworcu.

Jadzia uwierzyła w słowa Kowalskiej i w drodze do akademika opowiedziała jej historię:

Moja córka Ania pracowała jako konduktorka pociągu, poznała jakiegoś przedsiębiorcę, przyjechała po pieniądze, by razem otworzyć firmę. Ja miałam tylko warzywa z ogródka, kozę i kilka kur. Mój dom w wiosce był dobry, ale Ania namówiła mnie sprzedać go i przyjechać tutaj. Sprzedałam go szybko, zostawiłam trochę na czarny dzień. Ten człowiek mnie oszukał, a córka zniknęła. Zostałam bez niczego, więc przyjęto mnie jako sprzątaczkę na dworcu i dali małe łóżko w akademiku. Od razu zauważyłam, że coś jest nie tak.

W akademiku, w małym pokoju, Helena podała Jadzi posiłek, choć nie miał apetytu.

Rano odprowadzę cię do dyrektora kawiarni przy dworcu. Tam zawsze potrzebują ludzi, rotacja duża. Jesteś młoda i zdrowa, pięknie wyglądasz. rzekła.

Myślę, że dyrektor Andrzej przyjmie cię i będziesz mogła mieszkać w akademiku. Może los uśmiechnie się do ciebie, spotkasz dobrego chłopaka i wszystko się ułoży.

Jadzia podziękowała:

Dziękuję, pani Heleno, że spotkałaś mnie na tej drodze, za twoją dobroć. i szybko zasnęła.

Nie spotkała jeszcze żadnego mężczyzny. Gdyby wcześniej wiedziała, co przyniesie los ale nikt nie zna przyszłości. Jadzia zakochała się w dyrektorze kawiarni, Andrzeju, od pierwszego spojrzenia. Był młody, uśmiechnięty, czarujący, zadawał pytania, a ona odpowiadała. Do tej pory nie była z nikim w związku, więc stała przed nim jak królik przed wężem.

Andrzej przyjął ją na stanowisko kelnerki, przydzielił pokój w akademiku, często podchodził, zostawiał małe upominki szminkę, tusz, tanie perfumy. Jadzia rozkwitała. Pewnego wieczoru po pracy zaproponował, że podwiezie ją do akademika.

Jadzia, usiądź w samochodzie powiedział, gdy wyszła z kawiarni. Jadzia zarumieniła się, czując, że dyrektor troszczy się o nią. Rano ruszała do pracy z nadzieją, że w końcu jej los się odmieni.

W akademiku przychodziła późno. W sobotę przywitał ją młody chłopak.

Cześć, mieszkasz tutaj? zapytał.

Tak, na drugim piętrze

Ja też mieszkam w akademiku, nazywam się Michał, jestem kierowcą ciężarówki. Pochodzę z wsi, przyjechałem po pieniądze, ale i tak wrócę do rodzinnych stron, miasto nie jest dla mnie. A ty? Nie widziałem cię tu wcześniej.

Jadzia teĹ odpowiedziała, myśląc, że wsi przywitałby ją lepiej, ale wciąż licząc na miasto.

Z czasem Jadzia i Michał rozmawiali, kiedy on wracał z trasy, opowiadał o ludziach, miastach i wsiach, które odwiedził. Dawał jej cukierki, przynosił herbatę. Byli przyjaciółmi, a Michał wyczuwał, że Jadzia patrzy na niego jedynie jak na bratnią duszę.

Andrzej wynajął mieszkanie na spotkania, a Jadzia przeprowadziła się tam z akademiku. Spotykali się potajemnie, ostrożnie. Andrzej od razu ostrzegł:

Jadzia, jestem żonaty, ale bardzo cię kocham i nie będziesz musiała o nic martwić. Bądź dobrą dziewczyną, a latem zabiorę cię nad morze.

Jadzia nie widziała takiej troski o siebie, zanurzyła się w miłości i opiece, tracąc rozum od szczęścia.

Niech Andrzej ma rodzinę, ja go kocham, to wszystko.

Po pewnym czasie zorientowała się, że jest w ciąży. Chciała uszczęśliwić Andrzeja. Kiedy wieczorem podszedł do niej, Jadzia rzuciła się na jego szyję:

Andrzeju, będziemy mieli dziecko

Co ty sobie wyobrażasz? Powiedziałem, że mam żonę i dwoje dzieci. Nie potrzebuję dziecka odrzekł chłodno, rzucając jej na stół paczkę pieniędzy. Masz trzy dni, żeby wszystko wyczyścić. Jeśli się dowiem, że byłam z tobą.

Wtedy przypomniała sobie słowa Heleny Kowalskiej: wielu przyjeżdża do miasta w poszukiwaniu szczęścia, ale rzadko je odnajdują.

Po chwili uspokoiła się, spakowała rzeczy, wrzuciła klucz do skrzynki pocztowej i wróciła do akademiku. Nie mogła zostać sama, więc poprosiła Helenę o pomoc; ta podała jej herbatę.

Oho, dziewczyno, taka oto twoja losowa ręka mruknęła.

Dlaczego on tak postąpił? Kocham go płakała przy ramieniu Heleny.

Mężczyźni są tacy, nie przejmują się niczym. Nie płacz, nie obciążaj duszy grzechem. Musisz urodzić dziecko, to nie jego wina. Życie potrafi podać niespodzianki, a los teraz wystawia cię na próbę. Przetrwaj, a ręka losu może wyciągnąć pomoc.

Helenę zadziwiała, jak potrafiła uspokajać Jadzię. Po rozmowie wszystko zaczęło się układać, a mrok życia stawał się jaśniejszy.

Po nocy w pokoju Heleny usłyszała zza pleców głos:

Jadzia, cześć, wróciłaś? podbiegł radosny Michał.

Jadzia rozpadła się na płacz, Michał chwilowo się zagubił, ale potem zrozumiał, że coś jest nie tak. Usiadł przy jej stole, nalał sobie i jej herbatę, pobiegł po cukierki.

Co się stało, opowiadaj, pomogę zapytał.

Jadzia szczerze wyznała, jak uwierzyła w Andrzeja i jak go zdradził.

Przestań płakać, to oszust. Nie warto się męczyć. Musisz myśleć o dziecku i o sobie. Zaraz pójdę po zakupy, przyniosę jedzenie, a ty nie ruszaj się z pokoju. uśmiechnął się Michał ciepło, a Jadzia poczuła opiekę i coś nieokreślonego.

Na progu rzekł:

Nic się nie dzieje, wszystko będzie dobrze. Pewnego dnia urodzisz mi córkę, piękną jak ty.

Wyszedł, zamknął drzwi na klucz, a Jadzia zasnęła na kanapie. Obudziła się, gdy Michał wrócił z pełnymi torbami produktów, rozkładając je na stole i w małej lodówce. Patrząc na jego zręczne ruchy, uśmiechała się, przypominając słowa Heleny, że los wyciąga pomocną rękę. Tak się stało. Każdy ma swoją drogę, a Bóg rozdziela losy.

Czas minął. Jadzia i Michał zamieszkali w jego rodzinnej wsi, odnowili dom, dobudowali drugi piętro, bo wkrótce mieli przywitać dziecko córkę, taką piękną jak matka. Syn miał już trzy lata. Żyją szczęśliwie i w zgodzie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

osiem − 6 =

Los wyciągnął pomocną dłoń