Los wyciągnął pomocną dłoń

Słuchaj, przyjaciółko, opowiem Ci, co przydarzyło się Ewie. Wyglądało, że ma dobrą rodzinę tata Jan, mama Maria, wszystko jak w porządku. Ale już w szóstej klasie zaczęła dostrzegać, że w domu coś się sypie. Rodzice wpadli w nałóg najpierw tata, potem mama. Pod koniec szkoły Ewa zrozumiała, że nie da się wyciągnąć ich z tego bagna, bo coraz głębiej toną.

Często biją się ze sobą, a w wirze kłótni padają na nią.
Po co mi to wszystko? płakała, chowając się za szafą, żeby nie zobaczyli jej gniewnych oczu.

– Idź do sklepu po paragon ryczał tata, gdy zapadał zmrok, a ona bała się wyjść na ciemną ulicę, bo mogło ją coś przygnieść.

– Pójdź po pieniądze do Grażyny, sąsiadki, i nie wracaj bez kasy wrzeszczała mama, popychając ją w drzwi.

Gdy Ewa dorosła, zaczęła wymykać się z domu, kiedy rodzice pili. W dziesiątej klasie nie bała się już ciemności, przywykła do tego. Chodziła do opuszczonego domu na skraju wsi, tam się chowa, a rano wracała po zeszyty i książki, żeby pędzić do szkoły.

Pewnego dnia postanowiła:
Po ukończeniu szkoły dostanę świadectwo i wybiegę z wsi, pojadę do miasta, może wstąpię na studia. Trzeba tylko zbierać po grosz, po złotówkę, odkładać. tak zaczęła potajemnie gromadzić pieniądze, choć nie było łatwo.

Gdy w końcu dostała świadectwo z przeciętnymi ocenami, spakowała mały plecak z tym, co udało się zaoszczędzić, wzięła dowód tożsamości i po cichu pojechała do Krakowa. Rodzicom nic nie powiedziała nie miałam komu się przyznać. Marzyłam o normalnym życiu, rodzinie i pracy.

Kraków nie przywitał jej przychylnie. Znalazła uczelnię, chciała złożyć dokumenty, ale powiedziano jej, że jest ich mnóstwo, a przy tak niskich ocenach szanse nikłe. Nie mogła sobie pozwolić na prywatne studia. Rozczarowana usiadła na ławce przy przystanku i patrzyła, jak ludzie pędzą gdzieś w pośpiechu.

Każdy ma swój cel, pomyślała, wszyscy biegną gdzieś, a ja nie mam dokąd iść. Nie mam pieniędzy, a wrócić do domu nie mogę co tam mnie czeka? Tu zostanie też nie ma miejsca.

Zaciemniło się, gdy podeszła do niej starsza kobieta z torbą.

– Kochana, czemu siedzisz tutaj? Widzę cię od razu, wchodzisz do sklepu i wracasz. Coś się stało? zapytała.

– Nie mam dokąd iść. Przyleciałam z wsi, chciałam pójść na studia, ale nie przyjęli mi dokumentów, oceny słabe, a na opłaty nie mam kasy, łkała Ewa.

– Nie masz nikogo tutaj?

– Nie. Nie chcę wracać do domu, bo rodzice cały czas piją, boję się, że się zmienię jak oni

– Spokojnie, rozumiem. Skoro zdecydowałaś się wyjechać, musimy pomyśleć, co dalej. Chodź ze mną, nie będziesz nocować tutaj. Nazywam się Halina i wszyscy mówią mi po prostu Halina. odparła kobieta.

Ewa niepewnie wstała, nie wiedząc, co ją czeka.

– Nie bój się, dziewczyno, ja też nie miałam domu. Moja córka Zosia była konduktorką pociągu, poznała jakiegoś przedsiębiorcę, przyjechała po pieniądze, a on ją oszukał. Zostałam sama, sprzątałam na dworcu, dostałam łóżko w akademiku, opowiadała Halina w drodze.

W akademiku Halina mieszkała w małym pokoju. Ewa była wyczerpana, zjadła coś bez apetytu, a Halina powiedziała:

– Rano zabiorę cię do dyrektora kawiarni przy dworcu. Zawsze szukają pomocników, rotacja duża. Jesteś młoda, zdrowa, piękna, więc weźmiesz to. Antoś, ich szef, przyjmie cię i będziesz mogła mieszkać w akademiku. Może los się uśmiechnie, spotkasz fajowego gościa, a wszystko się ułoży.

Ewa podziękowała Halinie i szybko zasnęła.

Kilka dni później pojawił się Antoś przystojny, uśmiechnięty dyrektor. Zakochała się w nim od pierwszego wejrzenia. Nigdy wcześniej nie spotkała chłopaka. Była zachwycona, jak królik przed wężem.

Antoś wziął ją pod swój dach, przydzielił pokój, codziennie przynosił drobne upominki szminkę, tusz, tanie perfumy. Ewa rozbłysła. Pewnego wieczoru po pracy zaproponował:

– Ewo, wsiądź do mojego samochodu, podwiozę cię do akademika, jesteś zmęczona.

Zaczerwieniła się, rozpromieniła się, że dyrektor się o nią troszczy. Myślała, że w końcu ma swoją białą pasę.

W weekend przy akademiku zatrzymał ją młody chłopak:

– Cześć, mieszkasz tutaj? zapytał.

– Tak, na drugim piętrze

– Ja też, nazywam się Maksym, jestem kierowcą ciężarówki. Przyjechałem z wsi, żeby zarobić, ale i tak wrócę, bo mi nie podoba się miasto. A ty?

– Ewa, też z wsi, dopiero co przyjechałam.

Z czasem Ewa i Maksym rozmawiali, on przychodził z drogi, opowiadał o miastach i wioskach, podawał cukierki przy herbacie. Była to przyjaźń, bo Ewa widziała w nim tylko kolegę.

Antoś w końcu wynajął mieszkanie dla ich spotkań i Ewa przeniosła się tam z akademika. On od razu ostrzegł:

– Ewo, jestem żonaty, ale naprawdę cię kocham i nie będziesz niczego potrzebować. Będziesz dobrą dziewczyną, a latem zabiorę cię nad morze.

Ewa była w siódmym niebie, nie myślała o jego małżeństwie. Pewnego dnia dowiedziała się, że jest w ciąży. Chciała zrobić niespodziankę Antosiowi, ale on po przyjściu wściekł się:

– Co ty sobie myślisz? Mam żonę i dwoje dzieci, nie potrzebuję kolejnego dziecka! rzucił, rzucając na stół kopertę z pieniędzmi. Masz trzy dni, żeby się rozstać ze mną, inaczej sprawy pójdą w las.

Ewa przypomniała sobie słowa Haliny: Wszyscy przyjeżdżają do miasta po szczęście, ale rzadko je znajdują. Po chwili zebrała swoje rzeczy, wrzuciła klucz do skrzynki pocztowej i pobiegła do akademika. Nie mogła zostać sama, więc pojechała do Haliny. Ta uśmiechnęła się i powiedziała:

– Kochana, taki los cię spotkał Nie płacz, nie obwiniaj się. Dziecko to nie wina nikogo, a los właśnie testuje twoją wytrzymałość. Przetrwaj, a może kiedyś ręka losu poda ci pomoc.

Po nocnej rozmowie Ewa zasnęła. Rano obudziła się, kiedy Maksym przyszedł z pełnymi torbami jedzenia i cukierkami. Opowiadał, że zaraz pójdzie do sklepu po zakupy. Ewa patrzyła, jak rozpakowuje, i przypomniała sobie słowa Haliny o wyciągniętej ręce losu.

Czas mijał. Ewa i Maksym zamieszkali w jego rodzinnej wsi pod Krakowem, kupili dom, rozbudowali go, bo wkrótce mieli dziecko. Ich córka, piękna Zuzanna, przyszedła na świat, a ich syn, Jarek, miał już trzy lata. Żyją szczęśliwie i w zgodzie.

Tak to już bywa, każdy ma swoją drogę, a los czasem podsuwa pomocną dłoń, kiedy najmniej się jej spodziewasz.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwa × cztery =

Los wyciągnął pomocną dłoń