Los wyciągnął do mnie dłoń

Los wyciągnął rękę

Ewa miała pozornie dobrą rodzinę: ojciec, matka, wszystko szło po starej, polskiej metodzie porządek, tradycja, wspólne obiady. Dopiero w szóstym klasie zaczęła dostrzegać, że w domu coś się psuje. Rodzice zapoznali się z alkoholem najpierw tata, potem mamo. Pod koniec szkoły Ewa zrozumiała, że nie da się wyciągnąć ich z tego bagno i przywrócić do normalności; coraz bardziej tonęli się w dnie.

Zdarzało się, że kłócili się ze sobą, a w wirze goryczy padała i na córkę.

Po co mi to wszystko? szlochała Ewa, chowając się za szafą, gdzie rodzice nie mogli jej zobaczyć, a oni wciąż wyładowywali złość na nią.

Idź do sklepu po kartkę, bo się nie odważę! ryknął ojciec, kiedy zapadał zmrok. Ewa odmawiała, bo bała się ciemności i tego, że tata może ją uderzyć, jeśli nie zdąży biec.

Idź po pieniądze do sąsiadki Weroniki, błagaj ją, żeby nie przychodziła bez gotówki wpychała matka, odpychając ją drzwiami.

Gdy Ewa dorosła, zaczęła uciekać z domu, kiedy rodzice piły. W dziesiątej klasie nie bała się już ciemności, przyzwyczaiła się do tego. Schodziła do opuszczonego domu na skraju wsi, tam się chowała, a rano wymykała się do domu, chwytała zeszyty i biegła do szkoły.

Pewnego dnia postanowiła:

Po maturze zdobędę świadectwo i wyrwę się z tej wsi, wyjeżdżam do większego miasta, może wstąpię na studia. Muszę zbierać po groszu, po złotówce, odkładać, tak w tajemnicy zaczęła gromadzić pieniądze, choć nie zawsze wychodziło to po mojej myśli.

Gdy w końcu dostała świadectwo z przeciętnymi ocenami, wzięła paszport, schowała w plecaku to, co udało się zaoszczędzić, i ruszyła do powiatu. Rodzicom nic nie powiedziała nie miałaby komu nic wyjaśniać. Marzyła o edukacji, normalnej rodzinie i życiu jak wszyscy.

Miasto przywitało Ewę nieprzyjaźnie. Znalazła kolejkę, chciała złożyć dokumenty, ale usłyszała, że jest mnóstwo chętnych, a z takimi ocenami raczej nie dosta się na studia, a opłata za studia prywatne to już nie była jej bajka. Nadzieje runęły, Ewa usiadła na ławce przy przystanku i zamyśliła się.

Wokół szalało życie, przechodnie pędzili gdzieś w pośpiechu.

Każdy ma swój cel pomyślała ludzie gonią za swoimi sprawami, a ja nie mam dokąd pójść. Co robić? Mam ledwo grosza, a wrócić do domu też nie mogę co tam mnie czeka? zostać tutaj też nie ma miejsca.

Gdy już było ciemno, podeszła do niej pulchna starsza pani z małą torbą.

Kochana, po co tu siedzisz? Obserwowałam cię od jakiegoś czasu. Wyszłaś do sklepu, wróciłaś, znów siedzisz. Coś ci się stało? dopytywała.

Siedzę, bo nie mam dokąd iść. Przyjechałam z wsi, chciałam pójść na studia, ale odrzucili moje dokumenty, oceny kiepskie, a nie stać mnie na prywatne studia łkała Ewa.

I nie masz tu nikogo?

Nie. Nie chcę wracać do domu, bo rodzice są ciągle w stanie upojenia, a gdy tam wrócę, pewnie i ja się tak zmienię

Nie płacz, rozumiem cię. Jeśli zdecydowałaś się wyjechać, to musisz pomyśleć, co dalej. Chodź ze mną, nie będziesz tu nocować na ławce. Nazywam się Jadwiga, ale wszyscy mówią po prostu Jadwiga.

Ewa niepewnie wstała, nie wiedząc, co ją czeka.

Nie obawiaj się, dziewczynko dodała Jadwiga ja też straciłam dom. Moja własna córka zostawiła mnie na lodzie, a ja skończyłam w akademiku, bo pracuję jako sprzątaczka.

Ewa, choć nieufna, poczuła pewną sympatię do Jadwigi. Po drodze do akademiku opowiedziała:

Moja córka Tosia pracowała jako konduktorka pociągu. Poznała jakiegoś przedsiębiorcę, przyjechała po pieniądze, a on chciał założyć razem z nią firmę. Ja miałam tylko warzywa z ogródka, kozę i kury, a dom w wiosce był w porządku. Tosia namówiła mnie, żebym sprzedała dom i wzięła mnie do miasta. Sprzedałam go szybko, zostawiłam sobie trochę na czarny dzień. Ten facet mnie oszukał, córka zniknęła, a ja zostałam sama. Dostałam pracę sprzątaczki na dworcu i łóżko w akademiku. No i od razu zauważyłam, że coś jest nie tak w twoich oczach.

W akademiku Jadwiga mieszkała w małym pokoju. Ewa była wyczerpana, zjadła bez apetytu, a Jadwiga powiedziała:

Rano zaprowadzę cię do dyrektora kawiarni przy dworcu. Tam zawsze potrzebują ludzi, duży przepływ. Jesteś młoda, zdrowa, piękna Bóg nie pomylił cię z nikim.

Myślę, że Antoni przyjmie cię, wtedy będziesz mogła mieszkać w akademiku. Może los uśmiechnie się do ciebie, spotkasz fajowego chłopaka i wszystko będzie dobrze. A w sumie, ile dziewczyn jedzie do miasta po szczęście? Rzadko kiedy znajdują je naprawdę.

Dziękuję, pani Jadwigo, że spotkałam cię na swojej drodze, za twoją dobroć podziękowała Ewa i szybko zasnęła.

Do tej pory nie miała żadnych chłopców w życiu. Gdyby mogła przewidzieć, co ją czeka ale los nie daje takiej instrukcji. Nikt nie wie, co przyniesie przyszłość. Ewa zakochała się w dyrektorze kawiarni, Antonim, od pierwszego wejrzenia. Był młody, uśmiechnięty, czarujący, zadawał jej pytania, a ona odpowiadała. Nigdy wcześniej nie spotkała się z facetem, więc stała się niemal zaklęta przed Antonim, jak królik przed lisem.

Anton, z pobłażliwym uśmiechem, przyjął tę uroczą prostaczkę na stanowisko kelnerki. Przydzielił jej pokój w akademiku. Przechodząc obok, uśmiechał się, potem podawał drobne upominki: pomadka, tusz do rzęs, tanie perfumy. Ona roztapiała się od szczęścia. Pewnego wieczoru po pracy zaproponował:

Ewo, usiądź w samochodzie powiedział, kiedy wyszła z kawiarni podwiozę cię, jesteś zmęczona po całym dniu.

Zaczerwieniła się, marząc, że dyrektor naprawdę o nią dba. Z rana pędziła do pracy.

Czy naprawdę mam szczęście? Czy to moja biała smuga? myślała.

W akademiku przychodziła późno. Pewnego weekendu podszedł do niej młody chłopak.

Cześć, mieszkasz tu? zapytał.

Tak, na drugim piętrze

Ja też mieszkam tutaj, nazywam się Maks, pracuję jako kierowca tira. Przyjechałem z wsi, żeby zarobić pieniądze, ale i tak wrócę do wsi, miasto nie jest dla mnie. A ty? Nie widziałem cię wcześniej w akademiku.

Ewa Też jestem z wsi, dopiero przyjechałam odpowiedziała, myśląc, że w wiosce byłoby lepiej, ale licząc, że pokocha miasto.

Z czasem Ewa i Maks rozmawiali, szczególnie gdy Maks wracał z trasy, opowiadał o ludziach, miastach i wsiach, które odwiedził. Często przynosił cukierki i zapraszał na herbatę. Byli tylko przyjaciółmi. Maks wyczuwał, że Ewa widzi w nim tylko przyjaciela, bo jej serce już należało do Antoniego.

Anton wynajął mieszkanie na spotkania, a Ewa przeprowadziła się tam z akademika. Spotykali się potajemnie i ostrożnie. Anton ostrzegł ją:

Ewo, jestem żonaty, ale kocham cię i nie będziesz musiała niczego potrzebować. Bądź dobrą dziewczyną, a latem zabiorę cię nad morze.

Ewa nigdy nie doświadniła takiej troski, po prostu zanurzała się w miłości i opiece. Straciła rozum od szczęścia.

Niech on jest żonaty, niech ma rodzinę, ważne że mnie kocha. Co chcieć więcej? tłumaczyła sobie.

Po pewnym czasie zorientowała się, że jest w ciąży. Chciała radować Antoniego. Kiedy przyszedł do niej wieczorem, rzuciła się na jego szyję.

Antoś, będziemy mieli dziecko

Co ty w ogóle myślisz? Mówiłem, mam rodzinę i dwoje dzieci. Nie potrzebuję kolejnego dziecka odparł, patrząc na nią z obrzydzeniem, po czym rzucił na stół kopertę z pieniędzmi i powiedział: Masz trzy dni, żeby się pozbyć tego wszystkiego Zastanowię się, czy zostaniesz tutaj, czy odejdziesz, a jeśli ktoś się dowie, że byłem z tobą odwrócił się i zamknął drzwi.

Wtedy Ewa przypomniała sobie słowa Jadwigi: wielu przyjeżdża do miasta po szczęście, ale rzadko je naprawdę znajdują.

Uspokojona, spakowała rzeczy, wyrzuciła klucz do skrzynki pocztowej i wróciła do akademiku. Nie mogła być sama, więc poszła po pomoc do Jadwigi, która znów podała jej herbatę.

Oho, dziewczynko, taka właśnie jest twoja losowa przygoda

Po co on mi to robi, przecież go kocham płakała na ramieniu Jadwigi.

Mężczyźni są tacy; nie przejmuj się, nie obciążaj serca. Dziecko przyjdzie, on nie ma nic wspólnego. Życie potrafi podsunąć niespodzianki, a potem zrozumiesz, co to własne dziecko. Teraz los testuje cię na wytrzymałość. Przetrwasz to, a może kiedyś wyciągnie ci pomocną rękę pocieszała.

Po nocy u Jadwigi Ewa otworzyła drzwi swojego pokoju i usłyszała za sobą głos:

Ewo, hej, wróciłaś? podbiegł radosny Maks.

Widząc go, Ewa nagle zapłakana wybuchła. Maks najpierw się zamieszał, potem zrozumiał, że coś jest nie tak. Usadował się przy stole, nalał sobie herbaty i poszedł po cukierki do swojej kuchni.

Co się stało? Opowiedz, pomogę zapytał.

Ewa szczerze wyznała, jak zakochała się w Antonim i jak on ją zdradził.

Przestań płakać, to jakiś oszust, nie ma sensu się męczyć. Teraz musisz pomyśleć o dziecku i o sobie. Jadę do sklepu po jedzenie, a ty zostajesz w pokoju. Rozumiesz? uśmiechnął się ciepło, a Ewa poczuła odrobinę ulgi.

Maks podszedł do drzwi, otworzył i powiedział:

Nic, damy radę, wszystko będzie dobrze. A kiedyś urodzisz mi córkę, tak piękną, jak ty.

Wyszedł, zamknął drzwi na klucz, a Ewa zasnęła na kanapie. Obudziła się, kiedy Maks wrócił z pełnymi torbami zakupów i zaczął rozkładać jedzenie na stole i w małej lodówce.

Patrząc na jego zręczne ruchy, Ewa uśmiechała się i znów przypomniała słowa Jadwigi, że los kiedyś wyciągnie pomocną dłoń. I tak się stało. Każdy ma swoją drogę, a Bóg rozdziela losy.

Minęły lata. Ewa i Maks zamieszkali w jego wsi, kupili dom, który Maks już wyremontował, nawet dobudował drugi piętro, bo wkrótce mieli przyjść na świat ich dzieci. Dziecko już się urodziło piękna córka, a ich syn ma już trzy lata. Żyją szczęśliwie i w zgodzie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

szesnaście + 3 =

Los wyciągnął do mnie dłoń