Los sprzyja wdzięcznym

**Dziennik osobisty**

Do swoich trzydziestu lat Krzysiek miał za sobą dziesięć lat służby w strefach konfliktu, dwukrotnie był ranny, ale Bóg go ochraniał. Po drugim ciężkim postrzale długo leczył się w szpitalu i w końcu wrócił do rodzinnej wsi.

Wieś przez te lata się zmieniła, ludzie też. Wszyscy jego koledzy z klasy już się ożenili, ale pewnego dnia Krzysiek zobaczył Małgosię i ledwo ją poznał. Kiedy wyjeżdżał do wojska, była jeszcze trzynastoletnią dziewczynką. Teraz miała dwadzieścia pięć lat i była prawdziwą pięknością. Co prawda wciąż niezamężna. Nie spotkała jeszcze faceta, za którego chciałaby wyjść, a bez miłości nie chciała zakładać rodziny.

Krzysiek, barczysty, silny, o wyostrzonym poczuciu sprawiedliwości, nie mógł przejść obok niej obojętnie.

Czyżbyś na mnie czekała i jeszcze nie wyszła za mąż? zapytał z uśmiechem, patrząc na piękną dziewczynę.

Może tak odpowiedziała, lekko się rumieniąc, serce nagle zabiło mocniej.

Od tamtej pory zaczęli się spotykać. Była późna jesień, szli brzegiem lasu, pod nogami szeleściły opadłe liście.

Krzysiu, ale mój ojciec nie zgodzi się na nasz ślub powiedziała Małgosia smutno, gdy już dwa razy jej to proponował. Znasz przecież mojego tatę.

No i co mi zrobi? Nie boję się twojego ojca odparł stanowczo. Jeśli mnie pobije, trafi za kraty, i wtedy nam nie przeszkodzi.

Och, Krzysiu, co ty mówisz? Po prostu go nie znasz. Jest okrutny i ma wszystko pod kontrolą.

Jan Kowalski był najbardziej wpływowym człowiekiem we wsi. Kiedyś zaczynał jako przedsiębiorca, teraz krążyły plotki o jego powiązaniach z półświatkiem. Był krępy, z wydętym brzuchem, zimnym, bezczelnym spojrzeniem i bardzo bezwzględny. Jeszcze za młodu wybudował we wsi dwie fermy, hodował krowy i świnie. Pracowała dla niego ponad połowa wsi. Wszyscy się do niego uśmiechali, niemal kłaniali w pas. A on uznał się za boga.

Mój ojciec nie dopuści do naszego ślubu mówiła Małgosia. Co więcej, chce, żebym wyszła za syna jego kumpla z powiatu. A ja nie cierpię tego grubasa i pijaka, Władka. Obrzydliwy typ, tylko piwo mu w głowie. Tyle razy już mówiłam o tym tacie.

Małgosiu, żyjemy jak w średniowieczu. Kto w dzisiejszych czasach może zmusić kobietę do małżeństwa z niekochanym? zdziwił się Krzysiek.

Kochał Małgosię ponad wszystko. Podobało mu się w niej wszystko od delikatnego spojrzenia po wybuchowy charakter. Ona też nie wyobrażała sobie życia bez niego.

No to chodź zdecydowanie wziął ją za rękę, przyspieszając kroku.

Gdzie? zaczęła się domyślać, ale nie potrafiła go powstrzymać.

Na podwórku dużego domu Jan Kowalski akurat rozmawiał z młodszym bratem, Darkiem, który mieszkał w przybudówce i zawsze był na usługach.

Panie Janie, chcemy z Małgosią się pobrać oświadczył Krzysiek. Proszę o jej rękę.

Matka Małgosi stała na ganku, zakrywając usta dłonią, i ze strachem patrzyła na swojego tyrana-męża. Ona też od niego dostawała.

Ojciec Małgosi wściekł się na pewność siebie Krzyśka i nienawistnie go przeszywał wzrokiem, ale ten patrzył mu prosto w oczy. Jan nie mógł pojąć, skąd ten chłopak wziął tyle odwagi, by mu coś takiego oświadczyć.

Wynoś się stąd warknął Jan Kowalski. Znalazł się jakiś weteran z bziku. O czym ty myślałeś, przychodząc tutaj? Moja córka nigdy za ciebie nie wyjdzie. Zapomnij tę drogę.

I tak się pobierzemy odparł Krzysiek.

We wsi wszyscy szanowali Krzyśka, a ojciec Małgosi nie miał pojęcia, co to znaczy walczyć. Dla niego w życiu liczyły się tylko pieniądze. Krzyśkowi zrobiło się przykro. Zaci

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwa × dwa =

Los sprzyja wdzięcznym