Los podarował mi złotą szansę. Lata po ukończeniu szkoły spotkałam ponownie Sławka

Los podarował mi złotą szansę. Lata po ukończeniu szkoły spotkałam ponownie Sławka

Jako uczniowie z niecierpliwością oczekiwaliśmy maja. Z jednej strony, nie było już wiele nauki, z drugiej zawsze mieliśmy organizowaną jakąś interesującą wycieczkę, a po trzecie – około dwa tygodnie przed końcem maja większość lekcji mieliśmy na zewnątrz.

Wtedy mieliśmy np. lekcje wycchowania fizycznego na ogromnym boisku przed szkołą. Było głośno, kolorowo, uroczyście, świątecznie. Teraz, z perspektywy czasu, mam inne zdanie, ale wtedy, dla nas, dzieci, było to naprawdę ekscytujące przeżycie.

I tak nadszedł maj i zaczęły się lekcje na zewnątrz. Stałam między dwiema dziewczynami ze starszej klasy, wszyscy chłopcy byli w nich zakochani, a ja po cichu im zazdrościłam. To właśnie one były powodem, dla którego on przeszedł blisko mnie. Sławek nieustannie przebywał z nimi podczas każdej przerwy – to troje przyjaciół jeszcze od dzieciństwa.

Nie zakochałam się od pierwszego wejrzenia w Sławku. W szkole wszystkie dziewczyny wzdychały do niego, ale ja wtedy podkochiwałam się w innym chłopaku, który oczywiście nie zwracał na mnie uwagi i to było dla mnie wyzwanie. Jednak po tamtym dniu coś się zmieniło.

Kiedy Sławek biegł, promienie słońca bawiły się jego blond włosami i zdawało się, że go rozświetlają. Zamarłam. Od tego momentu stałam się jedną z wielu jego wielbicielek. A on nawet na mnie nie spojrzał, tylko rzucił żartem do swoich dwóch przyjaciółek i poszedł dalej, zostawiając mnie z bijącym sercem.

Żegnaliśmy maturzystów. Wśród nich były te dwie dziewczyny i Sławek. Nadal byłam w nim zakochana, ale nasze relacje nie zmieniły się zbytnio – po prostu teraz witaliśmy się na korytarzu, gdy zdarzyło nam się minąć. On nadal nie miał dziewczyny. Było mi smutno. Po tym dniu więcej go nie zobaczyłam.

Następny rok był dość napięty, bo czekały nas egzaminy maturalne, rekrutacje – w ogóle nie myśleliśmy o silnych uczuciach. Ale nadszedł czas na naszą studniówkę. Nie miałam partnera. Liczyłam, że pójdę razem z najlepszymi przyjaciółkami, ale one znalazły sobie partnerów. Wpadłam w panikę. I wtedy moja ciocia powiedziała, że mi „załatwi” partnera – miała nowych sąsiadów, a ich syn wydawał się porządny.

Chłopak nazywał się Grzegorz i rzeczywiście był bardzo skromny i dobrze wychowany. Był o 3 lata starszy ode mnie, studiował ekonomię. Na studniówce nie odstępował mnie na krok – najwyraźniej poinstruowano go, żeby mnie pilnował. I udało mu się. Niektórzy z moich kolegów po raz pierwszy się upili, inni postanowili kąpać się w jednej z miejskich fontann w ubraniach, a Grzegorz odwiózł mnie czystą i nietkniętą do rodziców. Niepostrzeżenie zakochałam się w nim.

Jak się okazało – on we mnie również. Nie wybrałam ekonomii z jego powodu, ale tak się stało, że trafiliśmy na ten sam uniwersytet i miłość rozkwitła. Dalszy ciąg był logiczny: ślub, a rok później dziecko. Byliśmy szczęśliwi, idealna rodzina.

Z Grzegorzem przeszliśmy przez różne etapy wspólnego życia, ale miłość i szacunek nigdy nas nie opuściły. Urodziłam młodą córkę i to była jedna z przyczyn, dla których wcześnie zostałam babcią. Pomagałam młodej rodzinie jak tylko mogłam, gdy Bóg postanowił zabrać Grzegorza. Dostał zawału serca i nie udało się go uratować. Zamiast zamknąć się w sobie i cierpieć, postanowiłam, że tak miało być. A lata, które przeżyliśmy razem, były wspaniałe. Jednak zostałam sama. Żeby nie czuć się przytłoczona ciszą w domu, postanowiłam, że potrzebuję wielkiej zmiany. Duże mieszkanie już mi nie było potrzebne. Sprzedałam je, kupiłam kawalerkę, a pieniądze, które zostały, dałam córce. Zmieniłam też pracę. Byłam doskonałym specjalistą i od razu mnie przyjęli.

Niesamowita historia – w dniu ślubu mojego i Konrada, mój tata poślubił moją teściową!

Świetnie wpasowałam się w nowy zespół. A nowe miejsce dało mi więcej możliwości rozwoju. Teraz był moment, żeby zrobić karierę – t nic, że zbliżałam się do pięćdziesiątki. Było ciekawie i intrygująco. Musiałam spotykać się w pracy z różnymi ludźmi. I pewnego dnia los postawił mnie przed… Sławkiem.

Był wciąż tak samo przystojny, choć jego złote włosy były już lekko posrebrzone. Zaniemówiłam z wrażenia. A on się uśmiechnął:

– Cześć, Marysiu. Poznałaś mnie? Uczyliśmy się w tej samej szkole.

– Sławek, poznałam Cię, oczywiście. Nie spodziewałam się, że mnie pamiętasz – tylko tyle zdołałam powiedzieć.

– Co Ty, jak mógłbym Cię nie pamiętać? Byłem wtedy w Tobie skrycie zakochany, ale nie miałem odwagi się przyznać, bo byłaś zawsze taka poważna i skupiona, że od razu pewnie byś mnie odrzuciła.

Złapałam się na tym, że drugi raz oniemiałam z zaskoczenia. Sławek był we mnie zakochany?

Szczerze mówiąc, to nie uwierzyłam od razu jego słowom, ale z przyjemnością przyjęłam zaproszenie na kawę, żeby powspominać stare czasy. Okazało się, że od dawna jest rozwiedziony, nie ma też dzieci. I tak został sam, poświęcając się pracy i po prostu zapominając o życiu. Spotkaliśmy się jeszcze raz – tym razem zaprosił mnie na kolację. Krótko przed podaniem deseru, Sławek wyjął z torby wytarty notes i podał mi go.

– Marysiu, widzę, że nie uwierzyłaś mi, kiedy powiedziałem, że byłem w Tobie zakochany, ale to Ci powie więcej.

Otworzyłam notes lekko drżącymi rękami, a on był pełen… wierszy. Uczniowskich, trochę niezdarnych, ale bardzo prawdziwych. I wszystkie napisane do mnie. Po prostu nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Rozpłakałam się, a Sławek złapał mnie za ręce i cicho powiedział:

– Wiem, że jest późno, ale oboje jesteśmy sami, możemy spróbować być razem. To jest przeznaczenie, wiesz? To nie przypadek, że spotykamy się ponownie.

Tym razem mu uwierzyłam i nie pomyliłam się. Za kilka miesięcy kończę 55 lat. I jestem nieskończenie szczęśliwa, że będę świętować swoje urodziny z człowiekiem, którego kocham od… lat.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

17 − piętnaście =

Los podarował mi złotą szansę. Lata po ukończeniu szkoły spotkałam ponownie Sławka