Londyn, rok 1971. Miasto budziło się w szarej mgle porannego zmierzchu.

Warszawa, rok 1971. Miasto budziło się w szarej mgle poranka. Ulice lśniły jeszcze od wczorajszego deszczu, a gazowe latarnie rzucały mdłe światło na brukowane chodniki. Stolica tętniła życiem tramwaje skrzypiały na zakrętach, spieszący do pracy ludzie omijali kałuże, a koty przemykały między podwórkami w poszukiwaniu resztek jedzenia. Stare przystanki, pokryte graffiti i reklamami, czekały na kolejnych pasażerów.

Tomek Zieliński i Krzysztof Kicior Nowak dwóch młodych Australijczyków postanowiło spróbować szczęścia w wielkim mieście. Wynajęli maleńkie mieszkanko na Pradze stare ściany, skrzypiące podłogi, kuchnia wielkości szafy i okna, które non-stop zaparowywały od wilgoci. Tomek pracował na magazynie, transportując pudła, a Kicior uczył się wieczorowo i dorabiał jako kurier. Mając niewiele ponad dwadzieścia lat, wciąż szukali swojego miejsca w tym ogromnym, nieco przytłaczającym mieście.

Pewnego dnia, przechadzając się ulicami, natknęli się na mały sklep zoologiczny z egzotycznymi zwierzętami. W witrynie gapili się na nich papugi, małpy i jaszczurki, ale ich uwagę przykuła mała klatka, w której leżało lwiątko. Zwierzę było niewiele większe od kota, z ogromnymi, smutnymi oczami, które zdawały się rozumieć więcej, niż powinny.

Boję się, jak on tu jest sam szepnął Tomek, patrząc na klatkę. Z takim spojrzeniem Jak można go tak zostawić?

Kicior tylko skinął głową. Serce waliło mu jak młot, a dłonie niespokojnie zaciskały się i rozluźniały.

Nie możemy go tu zostawić powiedział cicho Tomek.

Wymienili spojrzenia i, nie zastanawiając się długo, kupili lwiątko. Był to impuls, kompletnie nieracjonalny z praktycznego punktu widzenia, ale serce nie pozwoliło postąpić inaczej.

Jak nazwiemy naszego króla? zapytał Kicior, gdy wychodzili ze sklepu, niosąc klatkę z puszystą kulą futra.

Lech odparł Tomek. Jak władca, ale w miniaturze.

Tak zaczęło się życie Lecha z Tomkiem i Kiciorem. W kącie mieszkania urządzili mu prowizoryczne legowisko stary koc na podłodze, miseczka z mlekiem, pluszowe zabawki, które sami zszyli z resztek materiału. Bawili się z nim w salonie, na balkonie, a nawet zabierali go do ogródka przy pobliskim kościele, którego proboszcz po długich negocjacjach zgodził się na krótkie spacery z lwiątkiem.

Lech szybko stał się częścią ich życia. Był ciekawski, inteligentny, błyskawicznie uczył się komend i wyczuwał nastrój swoich opiekunów. Mruczał jak przerośnięty kotek, gdy Tomek drapał go za uchem, i delikatnie warczał, gdy Kicior chował się za ścianą, udając, że się go boi.

Ale rok minął i stało się jasne lew nie może mieszkać w bloku. Rosł w zastraszającym tempie, jego łapy stawały się coraz potężniejsze, a pazury ostrzejsze. Wiedzieli, że dla Lecha potrzebne jest inne życie takie, w którym nie będzie ograniczony ścianami małego mieszkania.

Tomek i Kicior postanowili zrobić to, co słuszne skontaktowali się z pomocą i przewieźli Lecha do Kenii, do rezerwatu, gdzie legendarny przyrodnik Jan Żabiński pomagał lwom wrócić na łono natury.

Lech początkowo tęsknił. Wąchał obce zapachy trawę, ziemię, drewno i czuł, że to jego dom, ale zupełnie inny niż dotąd. Powoli zaczął poznawać inne lwy, uczył się polować i eksplorować teren. W ciągu roku założył własne stado, a Tomek i Kicior czuli jednocześnie dumę i ogromny smutek.

Minął kolejny rok. Zapragnęli zobaczyć go jeszcze raz. Nie po to, by zabrać tylko by upewnić się, że jest szczęśliwy. By się pożegnać.

To już dziki lew ostrzegał ich Żabiński. Nie rozpozna was. To niebezpieczne. Nie próbujcie.

Tomek i Kicior przygotowali się starannie. Wzięli aparat, by uwiecznić spotkanie, i powoli podeszli w miejsce, gdzie ostatnio widzieli Lecha.

Stali w ciszy, ledwo oddychając, i cicho zawołali:

Lech pamiętasz nas?

Sekundy ciągnęły się w nieskończoność. Tylko wiatr szeleścił w wysokiej trawie.

A potem z zarośli wyszedł dorosły, majestatyczny lew. Zatrzymał się, powoli uniósł głowę i spojrzał na nich. Jego oczy te same, które kiedyś patrzyły na nich z klatki w warszawskim sklep

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewięć − 2 =

Londyn, rok 1971. Miasto budziło się w szarej mgle porannego zmierzchu.